Wejście Polski do Unii Europejskiej stworzyło nowe możliwości inwestycyjne dla osób zainteresowanych globalnymi formami lokowania nadwyżek finansowych.
Czasy, kiedy polscy klienci mieli do dyspozycji wyłącznie lokalne produkty inwestycyjne, należą do przeszłości. Dotyczy to wszelkich instrumentów finansowych, w tym funduszy inwestycyjnych.
W Polsce można dziś kupić jednostki uczestnictwa ponad stu funduszy inwestujących poza granicami kraju. Za ich pośrednictwem aktywa mogą być lokowane zarówno w światowe akcje czy obligacje, jak i surowce, instrumenty pochodne, poszczególne branże czy regiony... właściwie we wszystko.
I dopiero ta różnorodność stanowi o możliwościach budowania pełnych, przekrojowych portfeli, dających szanse na zyskowne, niezależne od koniunktury rynkowej inwestowanie wolnych środków.
Rzeczywistość przeszkadza
Dostępność na rynku polskim produktów zróżnicowanych pod względem klas aktywów, horyzontów czasowych czy parametrów ryzyka, nie stanowi jednak, szczególnie dla klienta indywidualnego, o ułatwieniach w budowaniu udanych, odpowiednio zestawionych inwestycji. Przeszkodą mogą być kwestie prozaiczne. Brak czasu na analizę ofert poszczególnych instytucji finansowych, utrudnienia w dostępie do informacji nt. poszczególnych produktów u konkretnych dystrybutorów, a przede wszystkim problem natury logistycznej, czyli konieczność korzystania z usług kilku, a w przypadku bardziej złożonych portfeli, kilkunastu oferentów. Dopiero dostępność różnych produktów u jednego partnera finansowego pozwala tworzyć optymalne rozwiązania. Największe światowe instytucje finansowe, specjalizujące się w zarządzaniu aktywami, posiadają w swojej ofercie produkty wielu partnerów.
Ofertowa teoria
Szeroka paleta produktów to oczywiście ofertowa teoria. Bo nie wszystko, co jest dostępne, jest od razu akceptowane przez rynek. Polscy inwestorzy są w kwestii otwarcia na nowe, globalne propozycje umiarkowanie konserwatywni. Zainteresowanie rośnie, ale nie lawinowo. Proces oswajania się rynku z niezwykle szeroką, globalną ofertą wymaga czasu i w pewnym sensie także inwestycji w wiedzę na temat praktycznie nieskończonych możliwości rynku światowego. Wymagają one bowiem od inwestorów zupełnie innego podejścia do monitorowania czy prognozowania ewentualnego poziomu ryzyka czy zyskowności. Także pojęcie horyzontu czasowego różni się od tego przyjętego ogólnie dla inwestycji krajowych. Podczas gdy inwestycje krótkoterminowe w rozumieniu polskiego rynku dotyczą lokowania środków na pół roku, rok, w przypadku funduszy zagranicznych będzie to już minimum 3-5 lat. Natomiast inwestycje długoterminowe przewidziane są nierzadko na kilkanaście lat. Stopy zwrotów są porównywalne do tych generowanych przez rodzime produkty — na poziomie kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu procent. Warto tutaj zauważyć, że dla inwestycji walutowych są to stopy zwrotów nieosiągalne w kontekście innych konstrukcji finansowych dostępnych dotychczas na rynku. W przypadku funduszy zagranicznych, podobnie jak w przypadku wszystkich inwestycji, trzeba pamiętać o parametrach ryzyka, które jednak można optymalizować poprzez odpowiednio zdywersyfikowaną konstrukcję całego portfela.
Polska raczkuje
Polski rynek funduszy pochodzących z zagranicy ma w praktyce dopiero 2 lata. Musi minąć nieco czasu, zanim i klienci i instytucje finansowe będą bardziej świadomie wybierać zróżnicowane, pozwalające na dywersyfikację portfeli, a co za tym idzie coraz bardziej niezależne wyłącznie od lokalnej koniunktury produkty światowych, a nie tylko krajowych oferentów.