Według władców obejmują one konstytucyjnie wzniosłe „sprawy o szczególnym znaczeniu dla państwa”, natomiast według opozycji doklejenie referendum do wyborów to wyjątkowo bezczelna i nieuczciwa próba napędzenia sobie przez PiS dodatkowych głosów. Uchwała referendalna Sejmu nie trafia ani do Senatu, ani do podpisu prezydenta, lecz prosto do Dziennika Ustaw. Kalendarz kampanii będzie ściśle dopasowany do kalendarza wyborczego, również na ścieżce medialnej – w październiku aż strach będzie włączać telewizor…
Władcy ujawniali referendalne pytania kolejno przez cztery dni dłuższego weekendu. Myślałem, że jedynie rzucają wstępne hasła, które zostaną jeszcze doprecyzowane. Gdy jednak pisemny wniosek Rady Ministrów wpłynął w poniedziałek do Sejmu, przeżyłem proceduralny szok. Absolutnie nie merytoryczny, lecz właśnie formalno-językowy – otóż aby wyborcze referendum dało wynik nakazany przez Jarosława Kaczyńskiego, to wszystkie cztery odpowiedzi muszą w większości głosów brzmieć… NIE!
To dowód, że postępuje wysadzanie przez najwyższego prezesa wszelkich prawnych i socjotechnicznych kanonów. Przecież wszystkie teorie politologiczne, społeczne i psychologiczne silnie podkreślają, że jeśli władca oczekuje od poddanych legitymizacji jego władzy, to mają oni skandować czy głosować TAK. Daje to efekt oczywistych skojarzeń pozytywnych, rozwojowych, przyszłościowych. W powojennej Polsce ten mechanizm doskonale rozumieli organizatorzy wszystkich referendów, czy to w PRL, czy już w III RP. Podczas sfałszowanego przez komunistów głosowania w 1946 r. upowszechniano chwytliwy kanon „Polaka znak: trzy razy TAK”. Kilka dekad później również pozytywny był lejtmotyw wszystkich referendów, zarówno potrzebnych, gdy chodziło o coś, jak też głupich – o nic. Do pierwszej kategorii należą tylko dwa: konstytucyjne w 1997 r. oraz unijne w 2003 r. Na dnie lokuje się natomiast kilka, m.in. rzut na taśmę upadającej PRL dwoma pytaniami w 1987 r., fatalne rozpaczliwe referendum Bronisława Komorowskiego w 2015 r. czy równie bezmyślne, na szczęście niedoszłe do skutku dwa referenda Andrzeja Dudy – jedno w 2015, a drugie w 2018 r. Bez względu na ustrój oraz sens/bezsens wszyscy autorzy byli zgodni co do jednego – oczekiwali od Polaków odpowiedzi TAK.
Trudno zgadnąć, co się teraz stało Jarosławowi Kaczyńskiemu. Przecież dokładnie te same pytania wystarczyłoby tylko zmodyfikować językowo – np. „Czy popierasz utrzymanie bariery na granicy Rzeczypospolitej Polskiej z Republiką Białorusi?” – by odpowiedzi żądane przez władców brzmiały TAK. No cóż – nie moje małpy, nie mój cyrk.
======================================
PYTANIA REFERENDALNE FORSOWANE PRZEZ PiS
► 1. Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym, prowadzącą do utraty kontroli Polek i Polaków nad strategicznymi sektorami gospodarki?
► 2. Czy popierasz podniesienie wieku emerytalnego, w tym przywrócenie podwyższonego do 67 lat wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn?
► 3. Czy popierasz likwidację bariery na granicy Rzeczypospolitej Polskiej z Republiką Białorusi?
► 4. Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?


