Polaku, bardziej ufaj gospodarce

Czerwcowe dane znów pozytywnie zaskoczyły. Ekonomiści podwyższają poprzeczkę PKB, a przeskoczenie poziomu 5 proc. wydaje się realne

24,7-procentowa roczna dynamika produkcji budowlano-montażowej w czerwcu, wobec oczekiwanych 20,2 proc. Analogicznie 6,8-procentowa dla produkcji sprzedanej przemysłu, wobec 6,3 proc., czy 8,2-procentowa dla sprzedaży detalicznej w ujęciu realnym, wobec 6,8 proc. To tylko wybrane przykłady danych, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu, a które okazały się lepsze od rynkowych założeń (w tym przypadku utożsamianych z medianą prognoz ekspertów ankietowanych przez Bloomberga). Ślady po pozytywnych zaskoczeniach zostawił tzw. indeks zaskoczeń ekonomicznych platformy analitycznej SpotData.

Więcej wiary

To, że gospodarcze wyniki zaskakują pozytywnie, wpływa jednak nie tylko na wartości indeksu SpotDaty. Przede wszystkim skłaniają ekonomistów do zmian w kreślonych przez nich scenariuszach bazowych. Na początku lipca w tekście „PKB może więcej niż rok temu” pisaliśmy o tym, że w ostatnim czasie (od końca czerwca) mediana prognoz ośmiu zespołów ekonomistów bankowych dla rocznej dynamiki naszego PKB w 2018 r. wspięła się na kolejny schodek — 4,6 proc., który oznacza zrównanie z ubiegłorocznym tempem wzrostu. Od tamtego czasu wartość mediany nie zmieniła się, ale jest to prawdopodobnie tylko kwestią czasu. Do zespołu mBanku, który rozpoczął „cykl podwyżek prognoz” (umownie, bo w tym przypadku duże znaczenie ma harmonogram publikacji raportów przez każdy z zespołów), dołącza bowiem coraz więcej jednostek. Oprócz Citi Handlowego i Banku Millennium, o których pisaliśmy na początku lipca, do tych, którzy w ostatnim czasie podwyższyli prognozy wzrostu naszego PKB w 2018 r., dołączyły także zespoły z BZ WBK, BOŚ Banku i Banku Pekao.

Co ciekawe, ekipa z mBanku, która nie tylko skorygowała prognozy najwcześniej, ale i do najwyższego jak dotąd poziomu (4,8 proc.), bogatsza o kolejne dane serwowane przez naszą gospodarkę, swojego „oficjalnego”, bieżącego typu wcale nie uważa za wygórowany. Piotr Bartkiewicz, ekonomista mBanku, przyznaje, że obecnie bardziej prawdopodobny wydaje sie wzrost w okolicach 4,9 proc. W miejsce zakładanego dotąd 5,2-procentowego wzrostu w kwartale drugim, 4,7-procentowego w trzecim i 4,4-procentowego w czwartym podstawia umownie odpowiednio 5,3-5,4 proc., 4,8 proc. i 4,5 proc. (w I kw. PKB wzrósł o 5,2 proc.). Jeszcze ciekawsze jest to, że i takie szacunki nie są „twardym” maksimum.

— Drugi kwartał tego roku jest prawdopodobnie ostatnim [w tym cyklu — red.], w którym roczna dynamika naszego PKB przekroczy 5 proc., ale nie jest to pewne. Tym samym możliwe jest także 5-procentowe tempo wzrostu w całym 2018 r., choć nie jest to nasz scenariusz bazowy — mówi Piotr Bartkiewicz, ekonomista mBanku.

Dokładnie 5 proc. na rocznym liczniku naszej gospodarki mieliśmy ostatnio w 2011 r. (więcej od tamtej pory nie było).

Rąbek tajemnicy

O tym, jak poszło naszej gospodarce w II kw., dowiemy się oficjalnie 14 sierpnia, gdy GUS opublikuje tzw. szybki szacunek PKB za ten okres. Twardych danych za lipiec oczywiście nie mamy, ale ciekawość tych, którzy chcieliby wiedzieć, jak zaczęliśmy drugie półrocze, pomagają nieco zaspokoić wyniki badania koniunktury gospodarczej za lipiec, którymi urząd podzielił się we wtorek.

Co prawda z ośmiu wyróżnionych sekcji jedynie w trzech (handlu detalicznym, transporcie i gospodarce magazynowej oraz zakwaterowaniu i gastronomii) zanotowano wzrost ocen w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Jednak z racji na wyraźną sezonowość tych danych z tego ujęcia ciężko dostrzec prawdziwy obraz. Lepiej cofnąć się do analogicznego okresu ubiegłego roku, a stąd sytuacja wygląda dużo lepiej — poprawę ocen zanotowały praktycznie wszystkie sekcje (więcej na grafice).

Zaprawieni w boju

To, że jest „dobrze” (wartości wskaźników powyżej zera, które mamy we wszystkich sekcjach, uznaje się za pozytywne), a nawet lepiej (w szczególności w porównaniu do lipca 2017 r.), nie oznacza, że jest idealnie. Przedsiębiorcy w dalszym ciągu muszą stawiać czoła wielu utrudnieniom. Przykładowo, spośród tych związanych z przetwórstwem przemysłowym w lipcu tego roku jedynie 11,3 proc. zadeklarowało, że nie napotyka na bariery w prowadzeniu swojej działalności gospodarczej. W budownictwie odsetek entuzjastów wyniósł zaledwie 7 proc., a w handlu detalicznym 8 proc. (więcej na grafice).

Przedsiębiorcy nie od dziś przyznają, że mocno w kość dają im w szczególności rosnące koszty zatrudnienia, niedobór wykwalifikowanych pracowników czy niedobór pracowników ogółem. Kolejne odczyty serwowane przez GUS, a dotyczące wyników naszej gospodarki, świadczą jednak o tym, że znak równości między hasłami „bariera” i „zahamowanie wzrostu” lepiej jak najszybciej przekreślić. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Polaku, bardziej ufaj gospodarce