Poławianie perełek do samorządu

Marta Bellon
opublikowano: 15-11-2010, 00:00

Jak namówić menedżera na pracę w urzędzie? Na Zachodzie głowią się nad tym "łowcy głów". A u nas?

Jak namówić menedżera na pracę w urzędzie? Na Zachodzie głowią się nad tym "łowcy głów". A u nas?

Walka o unijne dotacje, dopinanie budżetu i negocjowanie z inwestorami to zadania dla sprawnych menedżerów. Najlepiej — z doświadczeniem w prywatnych firmach. Tymczasem transfery z biznesu do samorządu, choć zdarzają się, to rzadko. A im większe wyzwania stawia praca w magistracie, tym większe na nie zapotrzebowanie.

Łowcy z Zachodu

Piotr Wielgomas, prezes firmy Bigram zajmującej się doradztwem personalnym, zwraca uwagę, że w państwach o rozwiniętej gospodarce, menedżerowie pracujący w sektorze publicznym to standard.

— Trudno sobie wyobrazić, żeby w krajach, w których sektor publiczny od lat współpracuje z prywatnym, dysponującym wykwalifikowaną kadrą menedżerską, po stronie publicznej nie było sprawnych menedżerów. Na Zachodzie bardzo często w sektorze publicznym pracują zawodowcy z doświadczeniem w biznesie, pozyskani przez head hunterów. W Polsce stawki łowców głów są dla samorządów barierą. Sektor publiczny nie jest przyzwyczajony do takich wynagrodzeń — mówi prezes Wielgomas.

Potwierdza to przykład Katowic, które chciały skorzystać z usług head hunterów do poszukiwań kierownika kluczowego dla miasta projektu — przebudowy śródmieścia.

— To musiał być samodzielny menedżer. Zrezygnowaliśmy, bo firma zaproponowała 90 tys. zł za przeprowadzenie procesu rekrutacyjnego — przyznaje Piotr Uszok, prezydent Katowic.

Kompetencje są w cenie

Samorządowcy zgodnie przyznają, że do drzwi urzędów rzadko kiedy pukają kandydaci z biznesową przeszłością. Powód? Pensja.

— Wśród ludzi z doświadczeniem w biznesie czy przemyśle zainteresowanie pracą w urzędzie jest znikome. Dla nich ważne jest wynagrodzenie, a praca w samorządzie nie wiąże się z zarobkami, które spełniałyby ich oczekiwania — przyznaje Michał Zaleski, prezydent Torunia.

Lepiej jest za Zachodzie.

— Fakt. Tam wynagrodzenie też nie jest aż tak atrakcyjne jak w biznesie. Ale musi być odpowiednie, żeby pozyskać potrzebne kompetencje, bo przy tego typu zadaniach, pozyskuje się nie tyle ludzi, co właśnie ich umiejętności — podkreśla Piotr Wielgomas.

Dobrze wie to Roman Czepe burmistrz Łap, który przyznaje, że myślał o zatrudnieniu head hunterów. Gmina, w której po upadku dwóch zakładów pracę straciło ponad tysiąc osób, potrzebowała specjalistów.

— Rozważaliśmy opcję zlecenia rekrutacji, ale okazało się, że już w pierwszym konkursie zgłosił się kandydat idealny. Osoba, która pracowała wcześniej w prywatnej firmie z doświadczeniem w pozyskiwaniu funduszy unijnych, gdzie liczyła się efektywność. Najlepiej wypadła w konkursie, dziś jest sekretarzem gminy. Zrezygnowaliśmy więc z dalszych poszukiwań i head hunterów — podkreśla burmistrz Czepe.

Dobra passa Łap trwała dalej. Przy organizowaniu referatu pozyskującego unijne pieniądze rekrutacja była szczególnie ważna.

— Mieliśmy dobry schemat organizacji konkursów. Liczyło się dla nas przede wszystkim wykształcenie — szeroko pojęte, nie tylko specjalistyczne oraz doświadczenie w pozyskiwaniu funduszy unijnych, choć nie tylko. Jeżeli kandydat pracował na przykład w wakacje w supermarkecie czy jako kelner to było dla nas ważne. Bo świadczyło o jego pracowitości. Zwracaliśmy też uwagę na osobowość — czy kandydat będzie umiał współpracować w zespole, czy będzie otwarty w stosunku do petentów — zaznacza Roman Czepe.

Łapy poszukiwały też kandydatów w firmach prywatnych.

— Na celowniku mieliśmy kilka osób w różnych firmach. Udało nam się stworzyć zespół ekspertów nadzorowany przez doświadczoną specjalistkę — uważa Roman Czepe.

Choć przyznaje, że gdyby nie udało się znaleźć właściwej osoby, potrzebna byłaby pomoc specjalistycznej firmy.

— Nam się poszczęściło. Pomoc była zbędna — mówi Roman Czepe.

Pasjonaci poszukiwani

Według prezydenta Uszoka zlecanie rekrutacji head hunterom to dobra metoda poszukiwania wykwalifikowanych pracowników, która ma szansę przyjąć się na polskim gruncie.

— Na rynku pojawia się coraz więcej takich firm. Możliwe, że sektor publiczny będzie sięgał po head hunterów do organizowania rekrutacji na wyspecjalizowane stanowiska, na które potrzeba wysoce wykwalifikowanych ekspertów. My na razie organizujemy wewnętrzne procesy rekrutacyjne. Poszukujemy pracowników z doświadczeniem w sektorze prywatnym czy kancelariach zagranicznych. To nie jest łatwe ze względu na wynagrodzenie, ale zgłaszają się tacy kandydaci, którzy osiągnęli już pewien pułap kariery i chcą pracować w samorządzie — mówi Piotr Uszok.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Poławianie perełek do samorządu