Polisa nie wystarczy

Magdalena Krukowska
16-11-2005, 00:00

Ubezpieczenie naszych należności wcale nie oznacza, że automatycznie je odzyskamy. Na wypłatę odszkodowania trzeba sobie zapracować.

Korzyści z polisy „na złych kontrahentów” jest wiele: ochrona przed stratami, możliwość działalności w branżach, w których udzielenie kredytu jest warunkiem sprzedaży, mniejsze koszty związane z oceną wiarygodności dłużników czy uatrakcyjnienie klientom warunków płatności. Jeśli chcemy zabezpieczyć się przed niewypłacalnością albo nierzetelnością kontrahentów, musimy jednak pamiętać o tym, że dostaniemy pieniądze od ubezpieczyciela, jeśli spełnimy kilka warunków.

— Przedsiębiorca podpisujący umowę z firmą ubezpieczeniową dostaje szczegółowe instrukcje, co ma zrobić, aby otrzymać odszkodowanie. Ogólne warunki ubezpieczenia mówią o tym, w jakim terminie musi zgłosić się z wnioskiem o jego wypłatę oraz w jakich sytuacjach je dostanie — mówi Dorota Gaca, kierownik biura likwidacji szkód w TU Euler Hermes.

Generalnie ubezpieczyciele wypłacają odszkodowanie w razie prawnie stwierdzonej niewypłacalności, czyli m.in. wtedy, gdy sąd ogłosi upadłość dłużnika albo wszyscy wierzyciele zgodzili się na pozasądową ugodę, albo komornik umorzył postępowanie, bo nie miał z czego egzekwować długu, albo w przypadku faktycznej niewypłacalności.

Co ona oznacza?

— To, że po upływie określonego w umowie czasu, zwykle czterech miesięcy od zgłoszenia należności do windykacji, nie udało się odzyskać długu — wyjaśnia Maciej Jasiński z działu windykacji Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem.

Najpierw windykacja

Jak zatem odzyskać pieniądze w ramach odszkodowania? W terminie określonym w umowie ubezpieczenia zgłaszamy przeterminowane wierzytelności. Ich odzyskaniem zajmuje się dział windykacji ubezpieczyciela albo zależna od niego spółka.

— Większość długów odzyskuje się właśnie na tym etapie. Jeżeli jednak się nie uda, należy skierować sprawę do sądu, aby uzyskać nakaz zapłaty — radzi Maciej Jasiński.

Za windykację musimy zapłacić. Wynagrodzenie windykatorów wynosi kilka procent prowizji od odzyskanej kwoty. Im wyższa wartość zlecenia, tym niższy procent prowizji

Prowadzenie windykacji na własną rękę jest bardziej kosztowne i niełatwo wtedy udowodnić ubezpieczycielowi, że wyczerpaliśmy wszystkie sposoby odzyskania długu.

Potem odszkodowanie

Jeśli w przewidzianym w umowie czasie — zwykle czterech miesięcy — nie odzyskamy pieniędzy, możemy wystąpić o odszkodowanie.

Trzeba wypełnić formularz zgłoszenia szkody z informacjami o dłużniku i kwocie zgłoszonej do odszkodowania oraz dostarczyć potrzebne dokumenty, m.in. księgowy wykaz należności, kopie niezapłaconych faktur i dokumentów potwierdzających odbiór towaru przez dłużnika, dokumenty świadczące o bezsporności danej należności (np. pisemne potwierdzenie długu, w którego uzyskaniu pomaga właśnie dział windykacji, czy sądowy nakaz zapłaty). Potrzebne będzie również tzw. konto klienta (księgowy wydruk obrotów), czyli historia współpracy z dłużnikiem z ostatnich 12 miesięcy.

— Chodzi o to, aby sprawdzić, czy dłużnik, już przed zawarciem umowy ubezpieczenia lub w trakcie jej trwania, nie miał zaległości wobec naszego klienta, których ten nie zgłosił na czas ubezpieczycielowi — wyjaśnia Dorota Gaca.

Jeżeli nie dostarczymy wszystkich dokumentów, w trakcie trzech dni ubezpieczyciel przyśle nam informację, co mamy uzupełnić. Gdy dokumentacja jest już kompletna, w 30 dni powinniśmy dostać decyzję odszkodowawczą, na podstawie której otrzymamy pieniądze. A co, jeśli ubezpieczyciel odmówi wypłaty albo chce dać tylko część zgłoszonej kwoty? Możemy wtedy odwołać się do zarządu firmy ubezpieczeniowej albo dochodzić odszkodowania w sądzie.

Liczą się szczegóły

Chociaż towarzystwa ubezpieczeniowe twierdzą, że większość ich klientów dostaje odszkodowanie, to jednak wiele osób odchodzi z kwitkiem.

— Problem w tym, że wiele firm nie potrafi samodzielnie zinterpretować warunków umowy z ubezpieczycielem. A każde niedociągnięcie może spowodować utratę prawa do całości lub części odszkodowania — ostrzega Mariola Kubat, dyrektor działu odszkodowań Coface Poland.

Warunki umów bywają dość skomplikowane. Trzeba w ustalonym terminie informować dział windykacji ubezpieczyciela o wszelkich kłopotach finansowych z klientem. Jeśli spóźnimy się nawet o jeden dzień albo gdy firma ubezpieczeniowa dowie się o zaległościach klienta od kogoś innego lub okaże się, że już wcześniej mieliśmy z nim kłopoty, prawo do odszkodowania może przepaść. Problem sprawia też czasem warunek podejmowania przez przedsiębiorcę tzw. działań w zakresie minimalizacji szkody.

O co chodzi? O to, że musimy wzywać dłużnika do zapłaty, wstrzymać dalsze dostawy do zalegającego z płatnościami czy współpracować z ubezpieczycielem w zakresie windykacji. Musimy też pamiętać m.in. o regulowaniu na czas składek ubezpieczeniowych i zachowaniu okresu kredytu kupieckiego.

— Ubezpieczyciel patrzy na każdą fakturę z osobna i sprawdza, czy w odniesieniu do potwierdzonych nią należności przedsiębiorca wypełnił wszystkie obowiązki wynikające z umowy ubezpieczenia — podkreśla Mariola Kubat.

Okiem przedsiębiorcy

Bezpieczeństwo kosztuje

Zanim podpiszemy umowę z ubezpieczycielem, analizujemy ją również pod kątem wymogów, jakie należy spełnić, aby otrzymać odszkodowanie. Ich dotrzymanie w 100 proc. nie jest łatwe, dlatego może się okazać, że firma ubezpieczeniowa odmówi nam wypłaty odszkodowania ze względu na niespełnienie warunków umowy. Polisa ubezpieczeniowa wiąże się z kosztami, lecz jak każde ubezpieczenie ma ustrzec nas przed stratami, które byłyby dotkliwe dla firmy.

Danuta Schabinger koordynator działu kontroli należności w Knauf

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Krukowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Polisa nie wystarczy