Ubezpieczeniowa branża odbiła się od dna. Dobrych nastrojów nie popsuło nawet zamieszanie związane z dziurawym prawem.
2004. Dla branży ubezpieczeniowej był to dość dobry rok. Branża, po ponad dwóch latach, przezwyciężyła kryzys. Początek roku zdominowało dostosowywanie do nowego prawa ubezpieczeniowego. Niestety, nowe regulacje wymagały kolejnych zmian po wejściu do UE. Przystąpienie Polski do Unii umożliwiło zakładom ubezpieczeń swobodę świadczenia usług za granicą. Wzmożonej konkurencji z tego powodu na razie jednak nie widać, większość dużych graczy jest już bowiem na naszym rynku.
2005. Gwiazdą nadchodzącego roku będzie PZU. Kolejny etap prywatyzacji ubezpieczeniowego giganta będzie głównym wydarzeniem roku i to nie tylko dla sektora, ale przede wszystkim dla rynku kapitałowego. W cieniu prywatyzacji giganta rozpocząć powinna się konsolidacja sektora.
Rynek doświadczy też kolejnych nowelizacji ustaw. W segmencie życiowym może nasilić się proces konsolidacji, większość działających firm notuje bowiem nadal straty.
— Przyszły rok powinien być lepszy dla branży majątkowej. Dynamika rozwoju rynku będzie jeszcze wyższa niż w tym roku. Wzrost gospodarczy oraz przystąpienie naszego kraju do UE przełożą się na dalszy rozwój ubezpieczeń kredytu kupieckiego oraz OC za produkt — mówi Paweł Sukiennik, wiceprezes Nexum Brokerzy Ubezpieczeniowi.
— Sektor ubezpieczeń życiowych też powinien rosnąć. Sądzę, że szybciej niż w tym roku. Trzeba będzie mu się jednak bacznie przyglądać. Spodziewam się coraz większego udziału firm zagranicznych w naszym rynku. Przyszły rok powinien także przynieść przetasowania w akcjonariatach niektórych spółek. Z ponad trzydziestu około siedmiu zarabia. Szanse na odwrócenie tego trendu są nikłe — prognozuje Jan Rościszowski, prezes Cardif.