Dla większości wzmocnienie pozycji Polski na arenie międzynarodowej, znaczące ożywienie gospodarki i korzyści dla rolnictwa. Dla niektórych jednak przede wszystkim utrudnianie dostępu do unijnego rynku pracy i usług, wzrost cen, a w perspektywie - niekorzystna, ich zdaniem, dla Polski unijna konstytucja. Tak pierwszy rok członkostwa Polski w Unii Europejskiej oceniają politycy.
O bilans pierwszego roku Polski w UE, w przeddzień rocznicy rozszerzenia wspólnoty, PAP poprosiła przedstawicieli rządu, partii politycznych i europosłów. Większość rozmówców przyznaje, że mijający rok zaskoczył ich pozytywnie, a "czarne scenariusze", którymi straszyli eurosceptycy przed 1 maja 2004, nie sprawdziły się.
Za sukcesy pierwszego roku Polski w UE politycy najczęściej uznają: ożywienie polskiej gospodarki, poprawę sytuacji rolników i silniejszą pozycję międzynarodową państwa.
Na te osiągnięcia zwraca uwagę nie tylko rządowy raport podsumowujący pierwszy rok członkostwa Polski w UE, ale także prezydent Aleksander Kwaśniewski i większość polityków, z którymi rozmawiała PAP, m.in. Jacek Saryusz-Wolski, Dariusz Rosati, Jan Kułakowski i Jerzy Buzek.
Jak powiedział PAP Kwaśniewski, Polska "umiała się przygotować do integracji" i "pokazała, że jest gospodarczo dynamiczna". Nastąpił "wzrost pozycji politycznej Polski" - podkreślił prezydent.
"Wejście Polski do UE 1 maja ubiegłego roku okazało się mieć większe i bardziej pozytywne znaczenie dla polskiej gospodarki, niż się spodziewaliśmy" - ocenił zaś premier Marek Belka. "Nie było żadnego szoku poakcesyjnego" - wtóruje minister ds. europejskich Jarosław Pietras.
Część opozycyjnych polityków kwestionuje jednak opinie o ożywieniu gospodarki. W ocenie lidera LPR Romana Giertycha, podczas rocznej obecności w Unii w Polsce osłabł wzrost gospodarczy. "Wzrosły ceny, koszty życia, a nie ma to odzwierciedlenia we wzroście płac" - ubolewa Giertych. Podobnego zdania jest przewodniczący Samoobrony Andrzej Lepper: "Jak była bieda, tak jest bieda".
Podkreślają oni, że to, co mogło być szansą dla Polski - liberalizację unijnego rynku usług i otwarcie rynku pracy - zablokowały państwa "starej" Unii.
Zdecydowana większość rozmówców przyznaje, że najbardziej skorzystali na członkostwie rolnicy, którzy najbardziej obawiali się Unii. Europoseł PSL Janusz Wojciechowski uważa jednak, że z członkostwa mogą być zadowoleni tylko niektórzy rolnicy, bo np. "gorzej mają rolnicy towarowi, dlatego że spadły ceny i ten bilans jest bliski zera, a w niektórych przypadkach nawet niekorzystny".
Z kolei przedstawiciele LPR i Samoobrony uważają, że korzyści wsi z członkostwa w UE są krótkotrwałe. Ich zdaniem, na dłuższą metę nasze rolnictwo straci, bo - m. in. przez nierówny poziom dopłat bezpośrednich - nie wytrzyma konkurencji rolników zachodnioeuropejskich. "Sumując cały rok, to na pewno rolnictwo nie skorzystało na wejściu do Unii" - mówi Andrzej Lepper.
Zdecydowana większość rozmówców PAP uważa, że członkostwo wzmocniło pozycję Polski na arenie międzynarodowej, a udział w rozwiązanie kryzysu na Ukrainie nadał nowy impuls unijnej polityce wschodniej.
"Gdyby Polska nie zmieniła dwustronnych relacji między Kijowem a Warszawą w wielostronną mediację Unii Europejskiej, prawdopodobieństwo rozlewu krwi (na Ukrainie) byłoby znacznie większe, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla Unii" - uważa Marek Belka.
Ale i w tej sprawie zdarzają się głosy przeciwne. W opinii b. prezydenta Lecha Wałęsy, członkostwo Polski w UE nie miało żadnego wpływu na pozycję międzynarodową naszego kraju. Z kolei według europosła LPR Bogusława Rogalskiego, nasza postawa wobec Ukrainy raczej wzbudziła krytykę w Unii.
Zróżnicowanie ocen widać nawet w ramach jednej partii. "Polska wcale, jak podają media, nie odniosła sukcesu na Ukrainie" - mówi lider Samoobrony. Tymczasem europoseł z jego partii - Ryszard Czarnecki - uważa, że "gdyby nie nasza obecność w Unii, to Europa nie zajęłaby tak jednoznacznego stanowiska w kwestii Ukrainy".
Większość rozmówców łączy też przekonanie, że jednym z większych sukcesów pierwszego roku członkostwa jest dobra praca polskich posłów w Parlamencie Europejskim. Przyznają to nawet eurosceptycy. "To powoduje, że nasz głos w Europie jest bardziej słyszalny, to forum, gdzie Polacy mogą się wypowiadać" - mówi Roman Giertych.
A porażki pierwszego roku członkostwa? Wielu rozmówców ma kłopoty z ich znalezieniem. "Porażki? Tu miałbym kłopot... " - mówi prezydent Kwaśniewski. Podobne kłopoty mieli m.in. Jan Kułakowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Borowski. "Wpadek" nie zauważyli też Józef Oleksy i Jarosław Pietras.
Zdaniem części polityków, jednym z nielicznych niepowodzeń pierwszego roku w UE jest brak Polaków na wysokich stanowiskach w Komisji Europejskiej. Inni za porażkę minionego roku uznają pewne "zamknięcie" Piętnastki na nowych członków UE - objawiające się zarówno blokowaniem liberalizacji rynku usług, jak i niezrozumieniem historycznych doświadczeń nowych państw.
Zamknięcie to dostrzegają nawet zwolennicy integracji. "Psychologicznie i politycznie rozszerzenie UE zostało przegrane" - ocenia europoseł UW prof. Bronisław Geremek. "To rozszerzenie nie zostało dobrze sprzedane wszystkim obywatelom Unii. Politycy, instytucje unijne nie stanęły na wysokości zadania" - wtóruje komisarz ds. polityki regionalnej Danuta Huebner.
Większość rozmówców PAP jest zdania, że największym wyzwaniem dla Polski i dla całej UE w najbliższym czasie jest Traktat Konstytucyjny. Tyle że jedni zgodę polskiego rządu na treść eurokonstytucji uważają za największą porażkę pierwszego roku Polski w UE, inni zaś za sukces.
Niemal wszyscy rozmówcy zastrzegają, że rok to zbyt krótki okres, by dokonać wiarygodnych, pełnych podsumowań. Dodają, że konsekwencje członkostwa będą się ujawniać jeszcze przez wiele lat. Jakie one będą, pokaże czas. Następny bilans już za rok.