Zarówno lewicowy rząd Leszka Millera, jak i prawicowy Jarosława Kaczyńskiego w sposób wyraźny przestały się zajmować gospodarką, na rzecz całkiem innych zainteresowań i priorytetów. Odległe od gospodarki okazały się zwłaszcza rządy PiS. Najważniejsza była lustracja, podsycanie fobii międzysąsiedzkich i oczywiście obrona kraju przed urojonymi najeźdźcami — a nie budowa gospodarki opierającej się na funduszach unijnych. Siłę kraju utożsamiono z budową tarczy antyrakietowej.
Wprawdzie rząd Donalda Tuska wytargował od Amerykanów pewne rekompensaty, ale nieprzekładające się na gospodarkę, a wręcz przeciwnie — narażające budżet na dodatkowe wielomiliardowe wydatki. Poza tym, porozumienie o budowie tarczy doprowadziło do schłodzenia stosunków z Rosją, co nie pozostanie bez wpływu na naszą gospodarkę. Gdy dodamy polityczne sprzeciwy wobec zastąpienia złotego przez euro, to perspektywa zbudowania silnej polskiej gospodarki nie przybliża się, lecz oddala.
A przecież wydawać się mogło, iż polskie elity polityczne mają świadomość, że tzw. stara Unia pomyślność i dobrobyt obywateli zawdzięcza przede wszystkim temu, że od zakończenia drugiej wojny światowej priorytetem była tam gospodarka, nie zaś odgrzebywanie historycznych waśni czy uprzedzeń. Miejmy nadzieję, że obecny kryzys nauczy także polską klasę polityczną pokory wobec praw ekonomii.
Adam L. Kalus
prawnik, Baupol Consulting