Polityczne przepychanki nie służą notowaniom złotego

Marek Nienałtowski, Krzysztof Rup
opublikowano: 2004-04-06 00:00

Złoty rozpoczął nowy tydzień od spadku. Wraz z postępującą deprecjacją kursu EUR/USD cena dolara wzrosła do 3,9345 zł. Nieco zwyżkowała też cena euro. Kurs EUR/PLN chwilowo sięgnął poziomu 4,7245. Odchylenie naszej waluty wzrosło do 1,85 proc. po jego słabej stronie. Powód przeceny naszej waluty był jeden — sytuacja na krajowej scenie politycznej. Na rynku już chyba tylko niewielka garstka osób wierzy w to, że Markowi Belce uda się utworzyć nowy, skutecznie działający rząd. Mówi się także o przedterminowych wyborach. W takich warunkach szanse na realizację planu Hausnera są praktycznie równe zeru.

Po godzinie 13.00 ogłoszono wyniki przetargu bonów skarbowych. Ministerstwo Finansów nie miało problemów ze sprzedażą papierów za 1,1 mld zł — popyt wyniósł 2,328 mld zł. Ceny bonów jednak nieco spadły. Wcześniej resort podał, że w najbliższą środę zaoferuje obligacje 2-letnie o wartości 2,2 mld złotych. O godzinie 16.55 dolar wyceniany był na 3,9240 zł, a euro na 4,7110 zł (odchylenie +1,72 proc.).

Na rynku nie brakuje prognoz, że w trudnej sytuacji politycznej notowania złotego przed świętami mogą się ustabilizować. Naszym zdaniem, o wiele bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym wartość naszej waluty spadnie i to znacząco.

Początek tygodnia zdecydowanie należał do amerykańskiej waluty. Jeszcze w piątek po południu notowania EUR/USD zniżkowały w okolice 1,21 na fali reakcji inwestorów po bardzo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy. W pierwszych godzinach poniedziałkowej sesji wspólna waluta odrobiła część strat, jednak publikacje kolejnych słabych danych makroekonomicznych ze strefy euro przyczyniły się do powstrzymania dalszych wzrostów.

Wartość indeksu PMI dla sektora usług spadła znacznie niżej, niż oczekiwali tego inwestorzy. Również dane o sprzedaży detalicznej nie zachwyciły (spadek w lutym o 0,8 proc.). Dużo zamieszania na rynku wywołał artykuł o tym, że podczas zeszłotygodniowego posiedzenia obiecana przez Jean-Claude Tricheta, szefa Europejskiego Banku Centralnego (ECB), obniżka kosztów pieniądza w Eurolandzie została zablokowana m.in. przez głównego ekonomistę banku Otmara Issinga i szefa holenderskiego banku centralnego Nouta Wellinka.

W kolejnych godzinach sesji przewagę na rynku zdobyli zwolennicy dolara, a kurs EUR/USD spadł poniżej istotnej psychologicznie bariery 1,2000, czyli do 1,1998. Po południu okazało się, że indeks ISM dla sektora usług w Stanach Zjednoczonych zanotował zdecydowanie wyższy wynik od oczekiwań, co pogłębiło spadek wartości wspólnej waluty.

Notowania EUR/USD pokonały istotny poziom 1,2000. Coraz lepsze dane makroekonomiczne zza Atlantyku oraz słabe dane ze strefy euro służą amerykańskiej walucie, szczególnie, jeśli znów na sile przybiorą spekulacje o możliwej podwyżce stóp procentowych w USA.