Kończące się dziś ostatnie posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w 2001 roku będzie zarazem pierwszym o bardzo spokojnym przebiegu. Rada obniżając stopy przed miesiącem dała do zrozumienia, że w tym roku nie podejmie już takiej decyzji. Obrady powinny więc przebiegać w miłej i sympatycznej atmosferze.
Świąteczny nastrój próbuje zburzyć premier Leszek Miller z pomocą PSL. Politycy wywierają ogromną presję na radę, by ta obniżała stopy procentowe. Jednak rada wielokrotnie udowodniła, że jest odporna na naciski zewnętrzne. Nawet decyzja Sejmu, który pozbawił prezesów NBP i NIK prawa do uczestnictwa w posiedzeniach rządu nie wpłynie na jej decyzję.
W opinii ekonomistów, na zmianę poglądów członków rady nie wpłyną także ostatnie informacje makroekonomiczne. Nie dojdzie więc do konfrontacji gołębi z jastrzębiami. Tym razem zwolennicy łagodnej polityki monetarnej oddadzą pole bez walki. Przy tradycyjnym opłatku RPP postanowi „utrzymać parametry polityki pieniężnej na dotychczasowym poziomie oraz neutralne nastawienie w polityce pieniężnej”.
Ta decyzja na pewno nie zaskoczy rynku ani premiera. Spowoduje jednak, że wojna pomiędzy politykami a RPP wkroczy w kolejną fazę. Możliwe jest, że premier przejdzie od słów do czynów i rozpocznie działania zmierzające do ograniczenia suwerenności banku centralnego. Paradoksalnie, szef gabinetu zaszkodzi wówczas sam sobie i prowadzonej przez swój rząd polityce gospodarczej. Od kilku tygodni politycy licytują się, jaki jest optymalny kurs naszej waluty. W jednym tylko panuje zgoda — złoty powinien być słabszy. Jednak ciągłe groźby szefa SLD pod adresem rady powodują umacnianie się polskiego pieniądza. Inwestorzy zagraniczni spekulując pod kolejne obniżki stóp utrzymują bardzo wysoki kurs złotego. W lipcu wypowiedź Leszka Millera skutecznie osłabiła złotego, choć nie miał on takiego zamiaru. Teraz, gdy premier robi wszystko, by notowania złotego spadły, osiąga skutek odwrotny, a dolar kosztuje mniej niż 4 zł.