Politycznie wybuchow e moce Ignalin a

RB
opublikowano: 08-03-2007, 00:00

Skoro Łotysze i Estończycy krzywią się na polski udział w elektrowni, to... może ich zabraknąć.

Skoro Łotysze i Estończycy krzywią się na polski udział w elektrowni, to... może ich zabraknąć.

Litewscy politycy chcą zmniejszyć liczbę uczestników projektu budowy mocy elektrowni atomowej w Ignalinie na Litwie. Z czterech udziałowców (Litwy, Polski, Łotwy i Estonii) mają pozostać dwa pierwsze. Obecność aż czterech stron mocno skomplikowałaby i wydłużyłaby realizację projektu. Powód jest prosty: każde z państw ma odmienne priorytety. Eligiusz Masiulis, litewski poseł, twierdzi, że znacznie korzystniejsza jest współpraca wyłącznie Litwy i Polski. Przez nasz kraj energia elektryczna mogłaby być dostarczana do Europy Zachodniej. Dwa pozostałe państwa mają być zastąpione przez zagranicznych inwestorów. Propozycja będzie dyskutowana w litewskim parlamencie.

Pierwotnie w budowę elektrowni miały być zaangażowane firmy z Litwy, Łotwy i Estonii. Potem, przy ostrym sprzeciwie Łotwy i Estonii, zaproponowano udział Polsce.

— O wszelkich zmianach powinny zdecydować trzy republiki bałtyckie, ale do 5 marca nie osiągnięto żadnego porozumienia — oświadczyła Helen Sabrak, przedstawicielka estońskiej Eesti Energia, jednej z firm, które miały brać udział w budowie elektrowni.

Budowa elektrowni na Litwie ma potrwać do 2015 r. Powstanie w pobliżu istniejącej siłowni w Ignalinie, na którą przypada ponad 70 proc. litewskiej produkcji energii. Planowana moc elektrowni wynosi 3200 MW, a jej koszt ma się zamknąć w 6 mld EUR.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu