J&S nie wejdzie do naszych rafinerii, choć chciał. Nie dostarczy też więcej ropy, choć mógłby. Za to po raz pierwszy ujawni swoje finanse.
Burza polityczna, towarzysząca obradom sejmowej komisji śledczej ds. Orlenu, wywiera coraz większy wpływ na działalność i plany jednego z głównych aktorów dramatu — spółki J&S. Jarek Astramowicz, prezes J&S Holding, przyznaje, że mimo wstrzymania dostaw ropy do polskich rafinerii przez Petroval (spółkę zależną Jukosu), ze względu na uwarunkowania polityczne jego firma nie chce zwiększać dostaw ropy do polskich rafinerii.
— W związku z tą sytuacją Orlen nieznacznie zwiększył u nas zamówienia. Zapewniliśmy też zarząd płockiej rafinerii, że przejściowo możemy wypełnić nawet całą lukę, powstałą po wstrzymaniu dostaw przez Petroval. Docelowo nie chcemy jednak zwiększać obecnego poziomu naszych dostaw, które stanowią mniej więcej 50 proc. ogółu ropy przerabianej w gdańskiej rafinerii i Orlenie. Głównie ze względu na zbyt dużą ingerencję polityki w decyzje dotyczące strategii zakupu ropy — nie kryje Jarek Astramowicz.
Rzecznik PKN Orlen nie chciał skomentować informacji podanych przez prezesa J&S Holding.
Więcej przejrzystości
To właśnie olbrzymie zainteresowanie opinii publicznej, spowodowane aferą wokół Orlenu, sprawiło zapewne, że J&S deklaruje, że chce stać się bardziej przejrzysty. Mają temu służyć zmiany organizacyjne w grupie. W 2004 r. dwaj główni udziałowcy J&S — Grzegorz Jankilewicz i Wiaczesław Smołokowski — powołali spółkę J&S Holding, do której trafiło kilkanaście firm działających na całym świecie, a należących wcześniej do nich jako dwóch osób fizycznych. W kwietniu 2005 r., po raz pierwszy w historii, J&S zamierza przedstawić bilans skonsolidowany grupy. Wstępne szacunki mówią o osiągnięciu w 2004 r. niemal 100 mln USD czystego zysku przy około 10 mld USD obrotów. Tak duże obroty (w 2003 r., według nieoficjalnych informacji, były prawie o połowę niższe) to przede wszystkim efekt wysokich cen ropy.
Ile zatem J&S wart jest obecnie?
— Oszacowanie wartości całego holdingu jest bardzo trudne, bo jesteśmy firmą typowo handlową. Jedyna pewna wartość to wycena według kapitału akcyjnego holdingu, a ten wynosi 50 mln USD — mówi Jarek Astramowicz.
Giełda? Nieaktualna
Działająca w naszym kraju J&S Energy, zajmująca się handlem produktami ropopochodnymi i chemikaliami (jej obroty w 2004 r. to blisko 3 mld zł), miała trafić na polską giełdę.
— Wynajęliśmy nawet bank inwestycyjny, który przeprowadził odpowiednie analizy. Rekomendacja doradcy była jednak jednoznacznie negatywna. Powód? J&S Energy jest, jak cała grupa, spółką handlową, nie posiadającą aktywów produkcyjnych. Podobne firmy na świecie wyceniane zaś są poniżej wartości księgowej. Dlatego zrezygnowaliśmy — tłumaczy prezes J&S Holding.
Czy w celu zwiększenia wyceny nie ma więc planów wejścia kapitałowego do firm z polskiego sektora chemicznego i rafineryjnego? J&S starał się już o zakup eksportującego siarkę Siarkopolu Gdańsk, jego prywatyzację jednak unieważniono.
— Kiedyś, gdy były pierwsze przymiarki do prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej, byliśmy tym projektem zainteresowani. Dziś, ze względów politycznych, nie rozważamy nawet takiej możliwości. To samo dotyczy Orlenu — przyznaje szef J&S Holding.
Gry nadmorskie
Zwiększanie obecności kapitałowej w polskich firmach nie wchodzi więc raczej w grę. Wprost przeciwnie. Kilka dni temu J&S zgodził się na odsprzedanie państwowemu Przedsiębiorstwu Eksploatacji Rurociągów Naftowych Przyjaźń dwóch z trzech posiadanych udziałów w Naftoporcie, spółce zajmującej się przeładunkiem ropy w porcie gdańskim. Zdaniem prezesa Astramowicza, Naftoport można wyceniać na 200-300 mln zł (według tej wyceny PERN zapłaciłby J&S między 2,5 a 4 mln zł).
— Zmiany w akcjonariacie Naftoportu nie były konieczne. Ale, zgodnie z tym, co wcześniej deklarowaliśmy, przystaliśmy na wariant zaproponowany przez skarb państwa — wyjaśnia Jarek Astramowicz.
Nie tylko z Rosji
Ma swój pomysł na dywersyfi- kację dostaw ropy naftowej do Polski.
— Ropa rosyjska jest dużo tańsza niż surowiec typu Brent (z Morza Północnego — przyp red.). Jedną z możliwych form dywersyfikacji jest zasadnicze obniżenie akcyzy na paliwa wytworzone z ropy Brent. Wtedy jej import przez Orlen czy Lotos stałby się opłacalny. To jednak kompetencje Ministerstwa Finansów — mówi szef J&S Holding.
Zapewnia przy tym, że kierowana przez niego spółka jest w stanie dostarczać do polskich rafinerii nie tylko rosyjską, ale także każdy inny gatunek ropy.
Okiem WICEMINISTRA
Różnicowanie akcyzy nie ma sensu
Obniżenie akcyzy na paliwa produkowane z ropy Brent nie wydaje się dobrym pomysłem na dywersyfikację źródeł dostaw ropy naftowej. Nasi inspektorzy musieliby stać przy każdej instalacji i pilnować, co jest produkowane z ropy rosyjskiej, a co z pochodzącej z innych źródeł. Mogłoby się też okazać, że koncerny naftowe produkowałyby paliwa z droższej ropy tylko po to, by korzystać z ulg w podatku akcyzowym. I jeszcze jedno. W jaki sposób mielibyśmy uzupełnić powstały w ten sposób ubytek w budżecie?
JAROSŁAW NENEMAN wiceminister finansów