Polityka RPP wyróżnia się w regionie

opublikowano: 02-04-2019, 22:00

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieni dziś wysokości stóp procentowych — uważają analitycy. Banki centralne w regionie prowadzą bardziej jastrzębią politykę

Unijne kraje środkowo-wschodniej Europy, szczególnie pozostające poza strefą euro, mają nie tylko wspólne cechy gospodarek, ale są też niejako na siebie skazane, ponieważ wciąż wielu inwestorów postrzega region jako wspólny byt. Rzut oka na bieżącą sytuację potwierdza tę tezę — Polska, Czechy, Węgry czy Rumunia to motory napędowe europejskiej gospodarki, zmagające się z kryzysem demograficznym, hamowane chaosem brexitu i niemieckim spowolnieniem.

Ten sam wózek

Według raportu centrum analitycznego SpotData prognozowany wzrost gospodarczy w tych czterech środkowoeuropejskich państwach w 2019 r. wyniesie od 3 proc. w Czechach do 3,7 proc. w Polsce. Mimo powszechnego spowolnienia bezrobocie pozostaje w tych krajach wyjątkowo niskie — od 3,8 proc. w Rumunii do 1,9 proc. w Czechach. Jest to wynik strukturalnych niedoborów siły roboczej w regionie. Inaczej mówiąc, wiele osób po wejściu do UE zdecydowało się kontynuować karierę za granicą.Aby radzić sobie z pogarszającą się koniunkturą, kraje regionu zdecydowały się na zwiększenie wydatków socjalnych i podwyżki dla sektora publicznego, co zwiększyło prognozy inflacyjne na najbliższe dwa lata.

Tymczasem jednak ostatnie lata to wręcz skrajnie odmienna polityka monetarna tych państw. W Polsce od marca 2015 r. stopa referencyjna wynosi 1,5 proc., tymczasem w Czechach 2018 r. upłynął pod znakiem podwyżek stóp procentowych — między lutym a listopadem stopa referencyjna wzrosła z 0,75 do 1,75 proc. Podobnie jest w Rumunii, gdzie podstawowy instrument polityki monetarnej w 2018 r. jest na poziomie 2,5 proc. Wyjątkiem są Węgry, które z kryzysem radziły sobie w niekonwencjonalny sposób, wobec czego od grudnia 2011 r. konsekwentnie obniżały oprocentowanie głównej operacji otwartego rynku z 7 do 0,9 proc. obecnie.

Zielona wyspa

Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, przyczyn innej postawy NBP upatruje w różnej kondycji państw regionu w trakcie globalnego kryzysu.

— Są trzy główne cechy odróżniające naszą gospodarkę od innych krajów regionu. Po pierwsze, po kryzysie Polska nie przeżyła recesji, m.in. dzięki stymulacji fiskalnej. Po drugie, sektor bankowy się nie wywrócił, w przeciwieństwie do Węgier. Po trzecie, waluta po kryzysie się osłabiła, a nie umocniła. Czesi mieli problem ze zbyt mocną walutą — po upadku Lehman Brothers korona się umocniła, podczas gdy złoty w stosunku do dolara osłabł z 3,20 do 4,90 zł, co ostatecznie, dzięki temu, że gospodarka i sektor bankowy zdołały wytrzymać tak gwałtowną deprecjację, było formą wielkiej stymulacji fiskalnej — puentuje ekspert ING Banku Śląskiego.

Jakub Borowski natomiast, główny ekonomista Credit Agricole, źródeł wyjątkowości polskiej gospodarki każe szukać w przybyszach z Ukrainy.

— W Polsce inflacja jest wyraźnie niższa niż w innych krajach regionu. Jest sporo czynników antyinflacyjnych związanych z globalizacją, ale one co do zasady działają we wszystkich krajach z różną siłą. Był jednak jeden czynnik specyficzny dla Polski — chodzi o bardzo duży napływ imigrantów zarobkowych w stosunku do siły roboczej i w porównaniu z innymi krajami. Dzięki temu mimo niskiego bezrobocia presja zarobkowa została stłumiona. Pozostaje pytanie, czy w dłuższej perspektywie da się to utrzymać. Według nas tak, choć w ograniczonej skali, co niebawem będzie miało swoje odbicie we wzroście płac — komentuje analityk Credit Agricole. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu