Zabawa? Raczej nie, bo sprawa jest poważna. Nie wierzyliśmy na słowo drobnym inwestorom giełdowym, że największe publiczne firmy traktują ich po macoszemu, że kontakty są utrudnione, telefony nie odpowiadają, a oficjalne adresy internetowe przypominają czarną dziurę. Postanowiliśmy więc to sprawdzić. No i co? No i nic. Okazuje się, że tak demonstracyjnie pielęgnowana polityka informacyjna spółek publicznych jest fikcją. Wygląda na to, że pieniądze akcjonariuszy, które przez zarządy spółek przeznaczane są na budowanie tzw. działów relacji inwestorskich oraz public relations (cokolwiek to znaczy), to w wielu przypadkach inwestycja chybiona. Dowody?
Proszę bardzo. 30 września wysłaliśmy pocztą elektroniczną trzy pytania do 50 największych spółek giełdowych. Nasza korespondencja trafiała na adresy, które dedykowane były tzw. relacjom inwestorskim, a w przypadku ich braku — na oficjalny adres spółki. Oczywiście zdarzały się wśród nich nieaktualne, ale kogo to obchodzi? Dla drobnego inwestora, który próbuje skontaktować się z firmą, która jest także jego własnością, nie ma to żadnego znaczenia. Jeśli zaś adres nie jest prawidłowy, to znaczy, że ktoś, kto bierze za to pieniądze, nie odrobił lekcji. No i jeszcze jeden przypadek — martwy adres, czyli taki, pod który nikt ze spółki nie zagląda. Czekaliśmy na odpowiedzi. Pełne dwa tygodnie.
Wyniki testu powaliły nas na kolana. Otrzymaliśmy tylko 9 (słownie: dziewięć) odpowiedzi, z czego dwie to informacje, że nasze pytania przesłano dalej — do osób bardziej kompetentnych. Ale i one nas zawiodły, bo milczą do dzisiaj, czyli już miesiąc. Wniosek jest jeden — bessa niczego nie nauczyła emitentów. Brak szacunku do inwestorów, zarządu giełdy oraz twórców zasad ładu korporacyjnego jest w tym przypadku oczywisty. Giełdowe spółki po prostu nie szanują swoich właścicieli.
Ale to dopiero początek. „Puls Biznesu” zamierza regularnie testować gotowość spółek do komunikowania się z inwestorami. Ale uwaga! W trakcie pierwszego badania nie za bardzo kryliśmy się z faktem, że jesteśmy dziennikarzami. Kolejnym razem nie będzie już jednak tak łatwo... Mamy nadzieję, że reakcja spółek na pytania anonimowego inwestora będzie bardziej spontaniczna.