Politykom trudno będzie wskoczyć na billboardy

Karol Jedliński
opublikowano: 2010-04-22 00:00

Nie ma kandydatów, nie ma klipów, nie ma czasu na antenie i miejsca na plakatach. Kampania ruszy w czerwcu.

W tegorocznych wyborach prezydenckich nie będzie wojny na plakaty

Nie ma kandydatów, nie ma klipów, nie ma czasu na antenie i miejsca na plakatach. Kampania ruszy w czerwcu.

Marszałek Sejmu ogłosił termin wyborów prezydenckich, ale tuby propagandowe partii milczą. Do czasu. Przedstawiciele Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości i Sojuszu Lewicy Demokratycznej już wysłali do stacji telewizyjnych i firm zajmujących się reklamą zewnętrzną sondujące zapytania co do wolnych miejsc i terminów. Firmy nie mają dla nich dobrych wieści.

Większość najlepszych kąsków na najbliższe tygodnie, zarówno na wizji, jak i billboardach, już dawno została rozprzedana. W tym czasie nie będziemy więc bombardowani wizerunkami mężów stanu pod krawatem, ale jogurtów i proszków do prania.

— W radiu czy internecie dobrą kampanię można uruchomić niemal z dnia na dzień. Ale najciekawsze outdoory zostały zajęte już w lutym — tłumaczy Daniel Lenarczyk, dyrektor zarządzający domu mediowego ZenithOptimedia.

Zapomnij o maju

Dla polityków może zabraknąć miejsca, choć podczas poprzednich wyborów prezydenckich i samorządowych w 2005 r. zostawili oni — według szacunków — na billboardach 24 mln zł. Do tego więcej niż drugie tyle w telewizji. W sumie około 50 mln zł. W tym roku takie budżety mogły trafić do tych mediów już podczas wyborów prezydenckich. Mogły, gdyby nie krótsza kampania.

— W poprzednich wyborach niektórzy kandydaci omijali ordynację. Dlatego na plakatach byli obecni przed ogłoszeniem kampanii wyborczej. Pojawiali się już na 3-4 miesiące przed głosowaniem —przypomina Daniel Lenarczyk.

— Prognozowaliśmy na ten rok 5-procentowy wzrost segmentu out of home, po zeszłorocznym 14-procentowym spadku. Teraz oceniam, że o takie odbicie będzie trudno —dodaje Andrzej Knigawka, analityk ING Securities.

Zdaniem Jakuba Bierzyńskiego, szefującego Omnicom Media Group w Polsce, o kampanii prezydenckiej w maju trzeba zapomnieć. Propagandowa tuba na dobre ruszy dopiero w czerwcu.

— Przecież trzeba mieć kandydata, zaplanować działania, dobrać do tego czas, miejsce, wyprodukować materiały, filmy. A najlepsze bloki reklamowe w głównych kanałach telewizyjnych są już w dużym stopniu wyprzedane — podkreśla Jakub Bierzyński.

Drożej w czerwcu

Jesienne wybory samorządowe dają nadzieję, że outdoor i telewizja odbiją sobie stra- ty wynikające z obecnej sytuacji.

— Wybory nie nałożą się na siebie, jak to miało być pierwotnie. A i tak będą trzy tygodnie intensywnej kampanii w czerwcu — uwa- ża prezes Omnicom Media Group.

Nie ma też obawy, że wzorem USA duża część budżetów partii nagle wyemigruje do sieci. Partie ani myślą porzucać sprawdzonych nośników reklamy.

— Co jakiś czas pojawiają się głosy, że kampanie polityczne będą omijać billboardy. Według moich informacji, w tych wyborach największe partie chcą być widoczne na plakatach — zaznacza Lech Kaczoń, prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej.

Najbardziej prawdopodobnym efektem rychłych wyborów będą chwilowe skoki cen. Zdaniem analityków, billboardy w dobrych miejscach mogą w czerwcu zdrożeć nawet o kilkanaście procent. Podobna może być skala wzrostu w cennikach stacji telewizyjnych. Po drugiej turze wyborów emocje opadną. A wraz z nimi ceny.

Karol Jedliński