Polnord wesprze Fadesę w naszym regionie

KSA
opublikowano: 2008-10-10 00:00

Deweloper ma do dyspozycji 300 mln zł. Zamierza rozpocząć współpracę z Fadesą przy zagranicznych projektach.

Deweloper ma do dyspozycji 300 mln zł. Zamierza rozpocząć współpracę z Fadesą przy zagranicznych projektach.

Hiszpański gigant deweloperski Martinsa Fadesa boryka się z problemami finansowymi, ale przedstawiciele spółki przekonują, że nie ma to negatywnego wpływu na jej zagraniczne podmioty zależne.

— Kondycja finansowa Fadesy Prokom Polska (FPP) jest bardzo dobra — mówi jej prezes Javier Rubio Dominguez.

49 proc. w FPP kontroluje giełdowy Polnord. Adam Dąbkowski, wiceprezes FPP, wyjaśnił, że spółka realizuje obecnie trzy projekty: dwa w Warszawie i jeden we Wrocławiu. Z budowanych teraz około 1000 mieszkań 90 proc. jest sprzedanych.

— Nie widzimy takiej sytuacji, by klienci chcieli odstępować od umów — tak Adam Dąbkowski odpowiada na pytanie o rezygnacje.

Dodaje, że średnia cena 1 mkw. w Miasteczku Wilanów to 7,9 tys. zł.

— Tymczasem koszty budowy nie przekraczają 3,7 tys. zł, więc FPP ma dużą swobodę w ewentualnym dostosowywaniu cen — mówi Wojciech Ciurzyński, prezes Polnordu.

W 2007 r. FPP wypracowała 26 mln zł zysku netto, z czego proporcjonalnie 49 proc. przypisano Polnordowi. W tym roku spółka spodziewa się 36 mln zł czystego zarobku, a w 2009 r. — około 60 mln zł.

— Nie ma w tej chwili mowy o tym, żebyśmy się rozstali czy zaprzestali współpracy —twierdzi Wojciech Ciurzyński.

Polsko-hiszpańska spółka wkrótce ma zmienić nazwę na Fadesa Polnord Polska. Co więcej — Polnord zamierza zacieśnić współpracę z hiszpańskim partnerem. Wesprze go kapitałowo w Europie Środkowej i Wschodniej.

— Będziemy chcieli wejść na zagraniczne rynki tam, gdzie Martinsa Fadesa ma projekty i grunty. Chodzi głównie o Rumunię, Bułgarię i Węgry — mówi Wojciech Ciurzyński.

Polnord jest zainteresowany 50-procentowym zaangażowaniem w poszczególne inwestycje. To głównie projekty mieszkaniowe, ale też wielkopowierzchniowe mieszane (np. na Węgrzech).

— Jeśli umowa byłaby skonstruowana podobnie jak w Polsce — nie spodziewałbym się ryzyka związanego z kondycją partnera. Polnord mógłby wtedy wykupić jego udziały. Jest natomiast pewne ryzyko związane z rynkiem — bo inaczej działa się na własnym podwórku, a inaczej za granicą. Pozostaje też kwestia ogólnej sytuacji w tych krajach — dochodzą różne sygnały, chociaż działający tam deweloperzy mówią, że sytuacja jest dobra —mówi Michał Sztabler, analityk DM PKO BP.

Skąd Polnord weźmie pieniądze?

— Mamy teraz do dyspozycji 300 mln zł — informuje Wojciech Ciurzyński.

Dodaje, że jedna trzecia tej kwoty to pieniądze Polnordu, a dwie trzecie pochodzi z kredytów i emisji obligacji. Deweloper nie zapomina też jednak o Polsce. Prezes poinformował, że być może już w tym tygodniu kupi działkę pod biurowiec w Gdyni.