Połowa firm jest przeciwna unijnym dotacjom

  • Jacek Kowalczyk
05-12-2012, 00:00

Bezpośrednie wsparcie z UE trafia tylko do niespełna 9 proc. przedsiębiorstw. Pozostałe na tym tracą.

Kiedy rząd ogłaszał, że zamierza w kolejnych latach ograniczyć wartość bezzwrotnych unijnych dotacji dla firm, a w zamian zwiększyć skalę pożyczek, wydawało się, że decyzja ta spotka się z ogromnym zawodem przedsiębiorców. Skoro unijną pomoc i tak trzeba będzie oddać, to przestanie ona być tak pożądana przez pracodawców. Okazuje się jednak, że jest całkiem duża grupa szefów firm, którzy z nowego podejścia rządu są zadowoleni. Jak wynika z badania PKPP Lewiatan przeprowadzonego na grupie 1,5 tys. małych i średnich przedsiębiorstw (zatrudniających od 10 do 250 pracowników), tylko połowa z nich (52 proc.) deklaruje, że w przyszłości unijna pomoc powinna trafiać do firm w ramach bezzwrotnych dotacji. Druga połowa jest innego zdania.

Według 21 proc. przedsiębiorców, wsparcie powinno mieć charakter zwrotnej pożyczki, a według 11 proc. unijne pieniądze w ogóle nie powinny płynąć do firm. Pozostałe 16 proc. nie deklaruje poparcia dla żadnej z tych form pomocy. Skąd ta niechęć połowy przedsiębiorstw do bezpośrednich dotacji? Prawdopodobnie stąd, że unijne wsparcie trafia obecnie tylko do niewielkiej grupy przedsiębiorców.

Według badania PKPP Lewiatan, w latach 2004-12 po jakiekolwiek unijne pieniądze sięgnęło zaledwie 8,6 proc. małych i średnich firm. Pozostałym przedsiębiorcom pomoc z UE nie tylko nie pomaga, ale wręcz — przynajmniej w krótkim horyzoncie — szkodzi. Jeśli jeden z konkurentów dostaje dotację, a drugi nie, pozycja na rynku tego drugiego słabnie.

— Dojrzeliśmy jako gospodarka już do tego, by ograniczać skalę dotacji na rzecz instrumentów zwrotnych. W zdecydowanej większości przypadków wsparcia dla firm, np. przy prostym zakupie maszyn czy postawieniu hali produkcyjnej, powinno się stosować zwykłe pożyczki, na nieco preferencyjnych zasadach — przekonuje Jerzy Kwieciński, wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości, były wiceminister rozwoju regionalnego.

Jego zdaniem, dotacje bezzwrotne powinny być przekazywane firmom w wyjątkowych przypadkach.

— Dotacje powinny trafiać tam, gdzie wolny rynek szwankuje, np. przy wsparciu działalności badawczo-rozwojowej, lub na pomoc firmom, które ucierpiały na skutek klęsk żywiołowych — twierdzi Jerzy Kwieciński.

Zwrotne pożyczki, oprócz tego, że w mniejszym stopniu niż dotacje szkodzą konkurencji na rynku, mają jeszcze jedną ważną zaletę — są bardziej wydajne. Na przykład, za 100 tys. EUR dotacji dla jednej firmy można udzielić kilku pożyczek o podobnej wartości (firma będzie stopniowo oddawać pieniądze, które można pożyczać kolejnej). Czyli wsparcie trafi nie do jednej, ale do kilku firm. Co więcej, na koniec pieniądze i tak wrócą do programu. Ekonomiści przekonują jednak, że z punktu widzenia całej gospodarki dotacje dobre spełniają swoją rolę.

— Nie ulega wątpliwości, że w skali makro bezpośrednie wsparcie z Brukseli płynące do polskiego sektora przedsiębiorstw pomaga naszej gospodarce. Podnosi zaawansowanie technologiczne naszych firm i zwiększa ich konkurencyjność za granicą. Wewnętrzne zaburzenia w konkurencji rynkowej to po prostu koszt tej pomocy — mówi Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Połowa firm jest przeciwna unijnym dotacjom