Ponad tysiąc pracowników grupy Mittala nie dostało zgody na odejście z pracy. Bywa, że chcą odejść ci, na których spółce zależy.
Programy dobrowolnych odejść (PDO) w Mittal Steel Poland cieszą się dużą popularnością. Problem w tym, że często zgłaszają się nie ci, których firma chciałaby odprawić. Koncern zakończył właśnie weryfikację wniosków pracowników, chcących skorzystać z PDO. Spółka ma już wstępne dane.
— Otrzymaliśmy 2200 wniosków, pozytywnie zostało rozpatrzonych 1210 — szacuje Andrzej Krzyształowski, rzecznik spółki.
W samej spółce matce złożono 664 wnioski, a zgodę na odejście otrzymało 268 pracowników. W zależnej grupie serwisowej było to odpowiednio 989 i 650 osób, a w pozostałych spółkach ze 100- -procentowym udziałem Mittala 572 i 283 pracowników. Odchodzący otrzyma średnio około 80 tys. zł. Część pracowników nie dostała zgody, bo spółka nie zamierza pozbywać się specjalistów.
Z drugiej jednak strony blokowanie odejść powoduje, że grupa może nie osiągnąć stanu zatrudnienia przewidzianego w biznesplanie uzgodnionym z Komisją Europejską. Zapisano w nim, że na koniec 2006 r. Mittal Steel Poland ma zatrudniać razem ze spółkami ze 100-procentowym udziałem 10 411 osób. Tymczasem obecnie w spółce matce zatrudnienie sięga 12 929 osób, a w kontrolowanych w 100 proc. spółkach — 7846 osób.
— Podczas jednego z posiedzeń Komisji Trójstronnej przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki poinformowali nas, że Komisja Europejska nie powinna mieć zastrzeżeń co do wysokości zatrudnienia — mówi Władysław Molęcki, szef Solidarności w Hucie Katowice (oddział Mittala).
Pojawiają się informacje, że komisja oceni osiągnięte wskaźniki rentowności, a zatrudnienie jest tylko elementem wpływającym na ich wysokość. Mittal musi przede wszystkim poprawić wydajność produkcji. Tu jednak wracamy do punktu wyjścia, bo to może oznaczać cięcia w administracji.
— Nie jesteśmy zadowoleni z PDO. Zgłaszają się bowiem młodzi, dobrze wyszkoleni specjaliści — dodaje Władysław Molęcki.