Polowanie na inwestora

Agata Ałykow
opublikowano: 2007-06-27 00:00

Koreańczyka najłatwiej przekonać w jego własnym języku.

Koreańczyka najłatwiej przekonać w jego własnym języku.

Ekipa wójta Ryszarda Pacholika szczególnie starannie przygotowuje się do wizyt zagranicznych gości. Pozyskanie inwestora to nie tylko zaoferowanie mu atrakcyjnej działki. Z firmą, która chce wydać pieniądze w gminie, trzeba jeszcze umieć porozmawiać. Z koncernem ProLogis, specjalizującym się w budowie centrów przeładunkowych, negocjacje trwały aż dwa lata. Finał był imponujący. Transakcja zakupu gruntu opiewała na ponad 60 mln zł.

Z koreańską grupą LG Philips było jeszcze trudniej. Pod uwagę wzięto nawet reguły wschodniego savoir-vivre’u. Ogromne wrażenie na Koreańczykach zrobiło oficjalne powitanie w ich języku, wygłoszone przez wójta.

Szykując zakwaterowanie dla delegacji firmy, należało uwzględnić status zawodowy jej członków. Prezes firmy nie może mieszkać na tym samym piętrze co wiceprezes. Biorąc wizytówkę Koreańczyka, należy ją dokładnie obejrzeć. Natychmiastowe schowanie do kieszeni oznacza gruby nietakt. Ale nic nie było tak absorbujące, jak skrupulatne oglądanie terenów pod inwestycje. Sesje trwały kilka dni, rozpoczynały się rano, a kończyły późnym wieczorem. Koreańska delegacja chciała dokładnie sprawdzić nie tylko położenie działki, ale także system komunikacyjny, odległość od projektowanych bocznic kolejowych, sposób doprowadzenia mediów, a nawet to, kto w przyszłości będzie sąsiadował z zakładami.

Koreańczycy wymagali też od kobierzyckich urzędników absolutnej dyskrecji.

Znacznie prościej rozmowy prowadzi się z przedstawicielami koncernów, w których za realizację inwestycji odpowiadają polscy pracownicy.