Polowanie z nagonką

Założenie minimum – osłabienie pozycji prezesa PKO BP. Maksimum – zwolnienie

Dziś Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, będzie spowiadał się przed sejmową Komisją Finansów Publicznych z podwyżki prowizji i opłat za prowadzenie rachunków klientów detalicznych, gdyż PiS zapowiadało, że żadnych podwyżek nie będzie. Najpierw w październiku 2015 r.

Zobacz więcej

Interpelacje, krytyczne analizy, wezwanie na dywanik z powodu podwyżki. Trwa obława na prezesa PKO BP Zbigniewa Jagiełłę. Przeciwnicy próbują pokonać go masą, nie dbając o to, czy zarzuty mają sens Marek Wiśniewski

Paweł Szałamacha, jeszcze tylko potencjalny kandydat na ministra finansów, powiedział, że po wprowadzeniu podatku bankowego koszty usług bankowych nie pójdą w górę, bo „wyobraża sobie sytuację”, w której prezes banku PKO BP „złoży oświadczenie publiczne, w którym zaprasza klientelę konkurencji w przypadku, gdy tamte banki próbowałyby podwyższyć swoje opłaty. Wówczas, działając w takiej logice, stracą biznes. Po to skarb państwa ma narzędzia, jakimi są jego aktywa, aby osiągać rozsądne cele gospodarcze”. Przed świętami Barbara Bubula, posłanka PiS, prezentując projekt ustawy o podatku bankowym, powtórzyła to samo niemal słowo w słowo.

Uderz w stół

Nowa taryfa opłat i prowizji w PKO BP została przygotowana na początku grudnia, ale informacja do mediów przedostała się 25 stycznia, stając się do razu newsem dnia. Bardzo szybko zareagował Andrzej Jaworski, szef sejmowej Komisji Finansów Publicznych, ogłaszając na twitterze, że wezwie Zbigniewa Jagiełłę na dywanik. Janusz Szewczak, partyjny kolega szefa komisji, powiedział wręcz „Super Ekspresowi”, że szef banku dopuścił się niesubordynacji wobec ministra skarbu, co powinno zakończyć się wyciągnięciem konsekwencji personalnych. Wystarczyło uderzyć w stół i odezwał się resort.

„Sposób komunikowania się ze strony władz banku pozostawia bardzo wiele do życzenia. Jest przedmiotem naszej troski, że doszło do takiego zaniedbania” — wyznało ministerstwo portalowi RMF, zapowiadając zmiany w radzie nadzorczej PKO BP, która ma wykazać się „większą wrażliwością” na decyzje zarządu.

Ostro powiedziane, ale na razie to tylko słowa, bo nic nie wskazuje na to, żeby szef PKO BP miał dać głowę za podwyższenie klientom opłat. Dlaczego resort skarbu, który przewietrzył już tyle gabinetów prezesowskich w spółkach skarbu państwa, jeszcze nie dobrał się do Zbigniewa Jagiełły? To pytanie od dawna krąży po rynku i standardowa odpowiedź brzmi, że to Mateusz Morawiecki, wicepremier i szef resortu

rozwoju, chroni swojego przyjaciela. Bo to, że są zaprzyjaźnieni od lat, wiadomo chociażby z książki „Twierdza — Solidarność Walcząca — Podziemna Armia”. Paweł Zalewski, poseł PO, zdiagnozował na twitterze burzę wokół podwyżek w PKO BP jako wojnę między Grzegorzem Biereckim, senatorem i twórcą systemu SKOK, a wicepremierem Morawieckim. Wieloletni prezes Kasy Krajowej SKOK nie może rzekomo darować byłemu szefowi BZ WBK, że optował za systemowym rozwiązaniem problemu spółdzielczych kas, kiedy dwa lata temu załamały się pod ciężarem nieprawidłowości i niegospodarności. Czas pokazał zresztą, że miał rację.

Zaangażowanie środowiska spółdzielczych kas po stronie oponentów prezesa PKO BP jest rzeczywiście bardzo wyraźne: Andrzej Jaworski, szef komisji finansów, od lat jest z nim blisko związany, a poseł Janusz Szewczak przed wyborami był głównym ekonomistą Kasy Krajowej.

Odkurzanie diamentu

Z naszych ustaleń wynika, że grupa spod znaku SKOK jest tylko jedną z frakcji zainteresowanych pozbyciem się Zbigniewa Jagiełły albo przynajmniej znaczącym osłabieniem jego pozycji w banku dzięki wymianie najbliższych współpracowników. Choć od wyborów parlamentarnych na rynku było cicho o potencjalnych zmianach w sektorze bankowym podległym rządowi (PKO BP, Bank Pocztowy, BOŚ Bank), to w rzeczywistości gra o posady i wpływy toczyła się od samego początku. „Puls Biznesu” jest w posiadaniu dokumentu zatytułowanego „Bank PKO BP SA — zakurzony diament skarbu państwa”, który jest „syntetyczną analizą pozycji rynkowej PKO BP i rozwoju w latach 2009-2014”.

Z naszych informacji wynika, że dotarł on co najmniej do jeszcze jednej redakcji. Autorzy: dr hab. Mirosław Bojańczyk, dr Jerzy Zdrzałka, mgr Grzegorz Mizerski, na kilkunastu stronach udowadniają, że kadencja Zbigniewa Jagiełly to czas straconych szans dla PKO BP, którego udziały rynkowe się kurczą, spadają zyski i rentowność. Dr hab. Mirosław Bojańczyk jest profesorem w Akademii Vistula. Jerzy Zdrzałka to były prezes PZU (2000-01). W 2008 r. zgłosił kandydaturę w konkursie na prezesa PKO BP. Grzegorz Mizerski pracował przed laty w PKO BP, był też m.in. wiceprezesem PTE Skarbiec i PTE Norwich Union.

Autorzy opracowania dość swobodnie zestawiają dane tak, by pasowały do postawionej tezy o zakurzonym diamencie bez odnoszenia się do specyfiki banku (wrażliwość na spadki stóp), sytuacji rynkowej (spadek przychodów odsetkowych) i działań regulatora (dodatkowe domiary kapitałowe). Zdrzałka i Mizerski to natomiast bliscy współpracownicy Wojciecha Kwiatkowskiego, byłego wiceprezesa PKO, szykowanego teraz na następcę Zbigniewa Jagiełły. Opracowanie datowane jest na listopad 2015 r. Po rynku zaczęło jednak krążyć dopiero teraz. Dystrybucja dokumentu zbiegła się w czasie z nienotowanym wcześniej wzmożeniem poselskim wobec PKO BP. W styczniu do ministra skarbu trafiło sześć interpelacji w sprawie banku, z czego tylko między 21 a 28 aż pięć.

Tylko jedną złożyła opozycja (posłanka PO), pytając o podwyżkę opłat w banku. Przedstawiciele PiS interpelowali cztery razy w sprawach poważniejszego kalibru. Interpelacja z 12 stycznia: „W sprawie sytuacji w PKO Banku Polskim SA dotyczącej programu zwolnień pracowników WINDA”, z 21 stycznia „W sprawie możliwych nieprawidłowości w PKO BP SA”, z 26 stycznia „W sprawie powodów i okoliczności zarejestrowania przez PKO BP spółki PKO Finance AB z siedzibą w Sztokholmie, nadzoru PKO BP nad tą spółką oraz sprzedaży eService, spółki zależnej PKO Bank Polski”, z 27 stycznia „W sprawie sposobu zarządzania wierzytelnościami w PKO Banku Polskiego” oraz z 28 stycznia „W sprawie projektu WINDA PKO BP”.

Interpretacja interpelacji

Uwagę zwraca szczególnie interpelacja w sprawie możliwych nieprawidłowości w banku — ze względu na fachowy język, pytania pełne terminów technicznych, których nie powstydziłby się analityk bankowy. Złożył ją do niedawna radny Wrocławia, prawnik z wykształcenia. Choć zaczyna się ona od stwierdzenia, że w banku są nieprawidłowości, z lektury trudno wyczytać, na czym one polegają.

W interpelacji padają pytania o zarządzanie płynnością w banku, o ocenę „Zarządu Banku dotyczącą ALM zarówno w krótkiej (12 miesięcy), jak i dłuższej perspektywie (3 do 5 lat)”, wyników „generowanych na ALM” oraz „co warunkowało poziom tych wyników”, „jak wynik na ALM oraz poziom płynności będzie się przedstawiał w perspektywie w kolejnych latach”.

Zapytaliśmy autora interpelacji posła Piotra Babiarza z PiS, na czym polegają nieprawidłowości. „Chodzi przede wszystkim o nieprawidłowości, związane, w moim przekonaniu, nie przesądzam zresztą, że nieprawidłowości były, piszę o możliwych nieprawidłowościach, dotyczących właśnie kredytów”.

„W jakim sensie?” „W tym sensie, po pierwsze udzielania kredytów, po drugie zarządzania kredytami, wypowiedzenia kredytów i sprzedaż przeterminowanych kredytów, czy wypowiedzianych kredytów podmiotom zewnętrznym”. Na pytanie, gdzie czają się potencjalne nieprawidłowości, poseł proponuje: „Umówmy się w ten sposób: proszę zadać konkretne pytania mejlem, a ja odpowiem w ciągu 12 godzin”. Poseł Wojciech Zubowski, interpelujący ministra w sprawie zarządzania wierzytelnościami w PKO BP, zapytany, czego dotyczą jego wątpliwości, odpowiada: „Docierają do mnie sygnały czy też wątpliwości co do pewnych działań, w związku z tym podobnie jak w poprzedniej kadencji, zdecydowałem się, żeby je rozwiać i poprosić o wyjaśnieniei o sprawdzenie tego ministra skarbu państwa”. „Konkretnie jakie działania?” „Poprosiłbym o podanie adresu mejlowego, prześlę panu szczegóły”.

Historyczne wątpliwości

U posła Macieja Małeckiego z PiS zrodziły się natomiast wątpliwości dotyczące spółki założonej przez PKO BP osiem lat temu w Szwecji, zajmującej się wyłącznie emisją euroobligacji. Takie wehikuły posiada wiele innych spółek skarbu państwa. W drugiej części interpelacji poseł pyta także o sprzedaż agenta rozliczeniowego z grupy PKO BP, czyli eService. Transakcja została zamknięta dwa lata temu.

Wówczas Maciej Małecki nie interesował się sprzedażą. W ogóle mało w poprzedniej kadencji zajmował go PKO BP. Interpelował w jego sprawie tylko raz — w lutym 2015 r., pytając, czy bank monitoruje ryzyko na portfelu kredytów frankowych i czy informował o nim klientów. Biorąc pod uwagę fakt, że ma on ponad 80 tys. CHF kredytu hipotecznego w tym banku, co wynika z jego oświadczenia majątkowego, interpelował poniekąd we własnej sprawie.

W poprzedniej kadencji interpelował też, że bank sprzedaje nieruchomości w centrum Wrocławia, płacąc równocześnie za wynajem powierzchni biurowych. Poseł Zubowski natomiast nie przejawiał w ogóle zainteresowania bankowymi sprawami, zresztą podobnie jak cały klub PiS. Policzyliśmy, że w całej poprzedniej kadencji posłowie PiS złożyli 18 interpelacji w sprawie banku. W tym roku już pięć.

Znajomi z Dolnego Śląska

Posłów PiS interpelujących w sprawie PKO BP poza troską o bank łączy coś jeszcze: znajomość z Dawidem Jackiewiczem, ministrem skarbu. Piotr Babiarz to jego kolega ze studiów, pod jednym adresem w Miliczu mają biuro poselskie i europoselskie. Ponadto Dawid Jackiewicz oficjalnie poparł Piotra Babiarza w ostatnich wyborach.

Wojciech Zubrzycki to również poseł z Dolnego Śląska, który na stronie internetowej skrupulatnie odnotowywał wizyty w regionie wtedy europosła Jackiewicza, zamieszczał zdjęcia z nim. W poprzedniej kadencji zorganizowali konferencję w Sejmie przeciwko podatkowi miedziowemu. Maciej Małecki natomiast to kolega Dawida Jackiewicza z ław poselskich. Zasłynęli konferencją prasową z początku 2014 r. i oskarżeniem zarządu LOT o niegospodarność. Należałoby więc zapytać, skąd ta skoordynowana akcja przeciwko prezesowi PKO BP? Z naszych informacji wynika, że założenie minimum to osłabienie jego pozycji i wymiana kadr, maksimum — usunięcie z posady. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Polowanie z nagonką