Lider telewizji w internecie rośnie jak na drożdżach. Szukając zysków, coraz chętniej wychodzi z komputerów.
W dziewięć miesięcy tego roku Ipla, aplikacja do oglądania telewizji w internecie, podwoiła liczbę widzów. Co nie znaczy, że może czuć się niezagrożona, bo po piętach depcze jej serwis wideo na żądanie Onetu. Już wkrótce jednak Ipla przestanie być inwestycją, a stanie się dla właściciela, czyli Polsatu, źródłem zarobku.
— Zbliżamy się do rentowności. W połowie przyszłego roku będę mógł powiedzieć właścicielom grupy Polsat: "od dziś przynoszę tylko zysk" — przekonuje Marcin Pery, prezes spółki Redefine, zarządzającej projektem Ipla.
Kolejnym krokiem milowym flagowego okrętu Redefine będą przychody na poziomie 100 mln zł rocznie. Taki wynik ma pojawić się za dwa lata.
— Zakładam, że w 2012 r. będziemy mieli trzecią część rynku wartego około 300 mln zł — wylicza Marcin Pery.
Dobre wyniki Ipli w 2010 r. to nie tylko efekt popularności aplikacji w komputerach. Przez ostatnie kilka miesięcy intensywnie rozmnaża ona wersje. Jest nie tylko w kilkudziesięciu tysiącach iPhone’ów, ale i na tysiącach komórek nowej generacji wszystkich liczących się producentów. Do tego wkrótce trafi na iPada i inne popularne tablety.
W najbliższych miesiącach okaże się, czy internetowy biznes Polsatu poradzi sobie w... telewizorach. Przez ostatnie kilka tygodni Polacy kupili dziesiątki tysięcy plazm Samsunga i Panasonica, w których po podłączeniu do internetu dostępna jest aplikacja Ipla.
— Sposób konsumpcji mediów zmienia się tak dynamicznie, że trudno do końca przewidzieć, która wersja Ipli rozwinie się najszybciej — mówi prezes.
Twórcy aplikacji w najbliższych miesiącach stawiają na popularyzację własnych produkcji, rozwoju największej w Polsce płatnej wypożyczalni filmów i wprowadzaniu treści od zewnętrznych nadawców. W listopadzie aplikacja udostępni programy, m.in. z Cartoon Network, a niecierpliwym i chętnym do płacenia pozwoli na oglądanie seriali Polsatu jeszcze przed ich telewizyjną premierą.