Polsce brak kultury innowacyjności

Sylwester SacharczukSylwester Sacharczuk
opublikowano: 2014-08-26 00:00

Nauka i biznes potrzebują siebie nawzajem. Jednak sobie nie ufają — mówi prof. Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego w rozmowie z „PB”

Puls Biznesu: Pani minister, środowiska naukowe i przedsiębiorcy rzadko mają ze sobą po drodze, a jeśli już dochodzi do współpracy, często idzie ona jak po grudzie. Jaka jest przyczyna?

NA POCZĄTKU DROGI: — Liczę, że w ciągu 4-5 lat uda się stworzyć w Polsce kulturę innowacyjną. Powoli zmienia się nastawienie, a pomogą też narzędzia prawne i finansowe — mówi prof. Lena Kolarska- Bobińska, minister nauki. [FOT. WM]
NA POCZĄTKU DROGI: — Liczę, że w ciągu 4-5 lat uda się stworzyć w Polsce kulturę innowacyjną. Powoli zmienia się nastawienie, a pomogą też narzędzia prawne i finansowe — mówi prof. Lena Kolarska- Bobińska, minister nauki. [FOT. WM]
None
None

Prof. Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego: To jedna z konsekwencji braku zaufania społecznego. Środowiska naukowe i przedsiębiorstwa nie widzą potrzeby takiej współpracy, nie dostrzegają, jakie ogromne znaczenie może ona mieć dla realizacji ich celów. Inaczej mówiąc, nie czują, jak bardzo są sobie nawzajem potrzebni. Uczelnie przecież chcą dobrze edukować studentów, tak aby byli kreatywni i znajdowali po studiach pracę. Przedsiębiorstwa też chcą być bardziej konkurencyjne, rozwijać lepszą, bardziej nowoczesną ofertę. Ale każde z tych dwóch środowisk sądzi, że może osiągnąć to samemu. A ich współpraca jest kluczowa.

Jaki jest główny grzech przedsiębiorców i naukowców, który przeszkadza w skutecznej kooperacji?

Biznes i nauka kierują się odmienną logiką. Przedsiębiorcy chcą mieć szybko zwrot z inwestycji, wiedzieć, kiedy i jakie będą efekty włożonych pieniędzy. Chcą łatwo przeliczalnych i przewidywalnych efektów.

Natomiast w świecie nauki zakłada się, że praca badaczy nie musi przynosić konkretnych i szybkich efektów. Ma tworzyć idee, a nie przynosić łatwo kwantyfikowalne produkty. W pracę naukową wpisany jest duży stopień niepewności i niepowodzenia.

Jak zatem połączyć te dwa światy?

Trzeba zacząć współpracę od walki ze stereotypami, że naukowiec to ten, który uprawia naukę dla nauki i traktuje pieniądze podatnika niefrasobliwie. Naukowcy natomiast muszą uwierzyć, że przedsiębiorcy godzą się na przyszłe, ale odległe korzyści. I nie tylko szybki zysk się liczy. Biznes i nauka kierują się inną logiką, ale muszą zobaczyć, gdzie ich drogi się przecinają, a interesy zazębiają. Zachęcenie obu środowisk do współpracy to największe wyzwanie, jakie przed nami stoi. Jeśli się uda, Polska wykorzysta ogromną szansę, jaką stwarzają pieniądze europejskie. Warunkiem jest zmiana sposobu myślenia, wzorów zachowań i sprawne działanie instytucji pośredniczących. Naukowcom trzeba pomagać we wdrażaniu wyników badań.

A może brakuje łączników między tymi środowiskami?

Jest ich coraz więcej. Chociażby centra transferu technologii (CTT), które zyskują na znaczeniu. Niektóre z nich bardzo dobrze prosperują. Rolę pośredników spełniają też np. brokerzy innowacji. Powinniśmy wzmacniać takie rozwiązania instytucjonalne i wykorzystać zbliżającą się perspektywę nie tylko na tworzenie kultury innowacyjnej,ale też takich mechanizmów wsparcia. Musimy być gotowi na to, że w przyszłości pieniądze europejskie będą mniejsze, a my powinniśmy mieć własne koła zamachowe napędzające innowacje.

Polska wypada słabo w rankingach innowacyjności. Kiedy może nastąpić poprawa sytuacji i lepsza komercjalizacja?

W Polsce właściwie nie ma kultury innowacyjności. Niektórzy nazywają to ekosystemem innowacji, ale tu chodzi o całą kulturę — bo to nie są tylko narzędzia czy rozwiązania prawne. Trzeba zmieniać sposoby myślenia, zachowania już od najmłodszych lat. Pobudzenie kreatywności w poszukiwaniu własnych rozwiązań, technologii czy większa gotowość ryzykowania są kluczowe. Jesteśmy teraz na początku drogi. Innowacyjność dotychczas mało znaczyła, a teraz stała się głównym hasłem, myślą, która powinna napędzać rozwój. Coraz więcej przedsiębiorców zastanawia się, że może wyczerpała się droga rozwoju, którą szła ich firma i może jednak warto sięgnąć po nowe rozwiązania. I na takie zmiany i innowacje będzie coraz więcej pieniędzy. Liczę, że w ciągu 4-5 lat uda się stworzyć w Polsce kulturę innowacyjną. Powoli zmienia się nastawienie, a pomogą też narzędzia prawne i finansowe.

Jakie finansowe zachęty czekają na innowatorów?

Mamy dwa ogromne strumienie pieniędzy. Pierwszy to największy w historii ramowy program unijny wspierający badania i rozwój, czyli Horyzont 2020. Badacze mają coraz większą świadomość oferty, możliwych korzyści i tego, że nie uczestnicząc w programie, coś ważnego można przegapić. Aby ich zmotywować, przygotowaliśmy „Pakt dla Horyzontu”, czyli zespół działań aktywizujących uczelnie i inne jednostki. Podpisało go już 336 podmiotów. W pakcie są zawarte bardzo konkretne zobowiązania i działania, które mają podjąć uczelnie, ministerstwo, jak i nasze agencje.

Już zaczęliśmy to robić. Chodzi np. o pieniądze z programu „Granty na granty”, po które mogą sięgać naukowcy. We wrześniu zmieniamy całą sieć informacyjną Krajowych Punktów Kontaktowych, które teraz mają w większym stopniu wspierać projektodawców. Jesienią powstanie portal o wszystkich dostępnych programach finansowych — aby badacze wiedzieli o nich z wyprzedzeniem i mogli się przygotowywać. Chcemy, aby na tym portalu ci, którzy wygrali, prowadzili mentoring z tymi, którzy starają się o fundusze. Będzie też cykl 11 konferencji regionalnych na temat Horyzontu 2020. Cele są dwa — po pierwsze zwiększyć liczbę ośrodków, które będą składały wnioski, a po drugie — zwiększyć liczbę wygranych projektów.

Z całego budżetu 7. Programu Ramowego, czyli poprzednika Horyzontu 2020, do polskich badaczy trafiło zaledwie 1,7 proc. To bardzo niewiele. Jaką poprzeczkę stawiamy przy okazji nowego programu?

Na pewno chcemy podwoić polski udział. Wniosków z Polski było nawet dużo, ale liczba wygranych jest jednak bardzo niska. Warto pamiętać, że drugi raz tak dużej szansy, jaką daje Horyzont 2020, już nie będzie. Ale oprócz programów ramowych jest jeszcze drugi strumień — pieniądze z funduszy strukturalnych. Duża ich część jest przeznaczona dla przedsiębiorstw. Wielu firmom brakuje wiedzy, jak wykorzystać te pieniądze. Nie umieją poruszać się wśród procedur, nie wiedzą, jak wypełniać dokumenty. A do tego boją się współpracy z naukowcami, którą często postrzegają bardziej jak kulę u nogi niż coś, co nobilituje, pomaga i rozwija. Jeśli chodzi o nakłady firm w całości wydatków kraju na B+R, obecny poziom w Polsce wciąż jest jeszcze bardzo niski w porównaniu z wieloma krajami Zachodu, choć powoli zaczął się wzrost.

Mamy nowe prawo dla uczelni, które wprowadza nowe przepisy dotyczące uwłaszczenia naukowców. To może wiele zmienić, jeśli chodzi o wdrażanie wynalazków. Na czym polegają nowe zasady?

Po długich dyskusjach udało się wynegocjować, moim zdaniem, najlepsze rozwiązanie, które ułatwia innowacyjność i, co ważne, zostało zaakceptowane przez różne środowiska. Naukowiec i uczelnia razem będą podejmowali decyzję, co zrobić z wynalazkiem, jak go komercjalizować. Mogą od razu usiąść do stołu i podpisać umowę, która określi, kto jest właścicielem pomysłu. Mogą się też umówić, że wspólnie będą działali na rzecz wdrożenia. Jeśli się nie porozumieją, uczelnia ma trzy miesiące na podjęcie decyzji o ścieżce komercjalizacji. Po tym terminie własność pomysłu przechodzi w całości na naukowca i on może zdecydować się na komercjalizację, np. z centrami transferu technologii. Jest więc dużo swobody i możliwości bezkonfliktowego porozumienia. Teraz, kiedy zasady są już znane, naukowcy mogą spokojnie pracować nad wynalazkami. Mam nadzieję, że tych innowacyjnych rozwiązań dzięki nowemu prawu będzie coraz więcej.