Polsce potrzebne są szybkie reformy

Jacek Pochłopień
opublikowano: 2002-01-29 00:00

Leszek Balcerowicz, prezes NBP, przekonuje, że powodem kłopotów Polski jest spowolnienie wdrażania reform.

- Joanna Wrześniewska (Polsat): Moim gościem jest Leszek Balcerowicz, prezes NBP, któremu obiecałam, że nie będziemy rozmawiać o stopach procentowych ale o najnowszym raporcie Banku Światowego. Dotyczy on transformacji w krajach postkomunistycznych. Jak wypadła Polska na tle innych państw?

- Leszek Balcerowicz: Bardzo istotne są wnioski generalne. Te kraje, które bardziej poszły w ostatniej dekadzie do przodu, osiągnęły większy przyrost dochodu narodowego, niższą inflację, poprawę w dziedzinie ochrony środowiska. Kraje te w większym stopniu zreformowały gospodarkę, a co się z tym wiąże, państwo przestało szczegółowo interweniować, pozwoliło ludziom, przedsiębiorcom, działać w lepszych warunkach. Polska, jeżeli chodzi o dotychczasowe wyniki wzrostu gospodarczego, jest liderem. W 2000 r. PKB w porównaniu z rokiem 1990 wzrósł o 27 proc., na Węgrzech o 4 proc., a w Rosji sięgnął 63 proc. wielkości sprzed 10 lat

- Jeżeli jest tak dobrze, to w takim razie dlaczego jest tak źle?

- Wszystkie kraje, które należą do czołówki, w ciągu 10 lat odnotowały okresy spowolnienia. Na Węgrzech w roku 1996 i 1997 tempo wzrostu gospodarczego spadło do blisko 1 proc. Czechy w latach 1997-99 odnotowały bezwzględny spadek — in minus. W każdym przypadku, tam, gdzie się gromadziły problemy, dochodziło do spowolnienia wzrostu, rosła strefa ubóstwa, bezrobocie, nie wynikało to z nadmiaru reform, czyli odchodzenia od poprzedniego systemu. Powodem był brak określonych przemian. Na Węgrzech, które są liderem w reformowaniu, mimo wszystko spowolnienie brało się ze zbyt małej dyscypliny w wydatkach publicznych. Doszło do narastania luki budżetowej, i Węgrzy podjęli naprawę finansów publicznych. W Czechach, których dochód narodowy spadał w latach 1996-99, problemy wynikały głównie z tego, że zakres zmian w przedsiębiorstwach okazał się za mały. W Polsce mamy okres wolniejszego wzrostu. Trzeba podkreślić, że towarzyszy temu poprawa bardzo ważnych wskaźników. Idzie tu np. o inflację. Po drugie, obniżyliśmy inny bardzo ważny wskaźnik, a mianowicie deficyt w rozliczeniach z zagranicą. Przekraczał on kilkanaście miesięcy temu 8 proc., teraz jest poniżej 4 proc. Ale sytuacja w Polsce byłaby lepsza, gdyby pewne reformy, o które osobiście zabiegałem w swojej poprzedniej roli, udało się zrealizować. Chodzi głównie o usunięcie barier w tworzeniu miejsc pracy. To jest kwestia uelastycznienia prawa pracy i przepisów pośrednich, szybszych reform w tych dziedzinach, w których mamy jeszcze dużo własności państwowej i mało konkurencji. Wreszcie jest to kwestia uzdrowienia finansów publicznych i poprawy obsługi prawnej gospodarki.

- Ale przecież rząd premiera Buzka rozpoczął cztery reformy i o to jest oskarżany — że zaczął za dużo przemian.

- Reformy emerytalnej nikt nie kwestionuje, reforma oświaty jeszcze się na dobre nie zaczęła, ale na pewno Polsce jest potrzebna. Reforma służby zdrowia — tu było najwięcej dyskusji. Nie byłem entuzjastą tego modelu, który jednak poparły wszystkie główne siły polityczne, z wyjątkiem jednej. Nie było możliwości, aby pójść inną drogę. I wreszcie reforma samorządowa — nie te przemiany są przyczyną, że w Polsce tempo wzrostu się obniżyło, a bezrobocie rośnie. Powodem jest zablokowanie innych określonych reform. I o tym mówi raport Banku Światowego, a także np. EBOR.

- Reforma finansów publicznych, walka z zaległościami wobec ZUS, z niewłaściwym ustawieniem systemu ubezpieczeń społecznych, z nierentownymi przedsiębiorstwami — czy to rząd Leszka Millera będzie rzeczywiście gabinetem reformatorskim?

- Bardzo istotne, by te słabości, które wynikają z braku reform, usunąć. Jeśli wdrożymy zalecenie Banku Światowego i innych raportów, to sytuacja będzie się poprawiać. Nie tylko w moim przekonaniu — mówię o dorobku badawczym bardzo poważnych instytucji — wiadomo, co trzeba zrobić. W Hiszpanii jeszcze kilka lat temu bezrobocie wynosiło 22 proc. Wcielono reformę polegającą na uelastycznieniu odpowiednich przepisów, uzdrawiano finanse publiczne. Bezrobocie spadło do 12 proc. Gdyby w Polsce — to wynika z badań NBP — od 1993 r. istniały elastyczne przepisy, to bezrobocie wynosiłoby dziś nie ponad 17 proc., ale około 7. A dzięki wzrostowi legalnego zatrudnienia mielibyśmy w budżecie większe wpływy z podatków.

- Polacy mają wrażenie, że ciągle muszą zaciskać pasa.

- Czy poprawianie prawa, umożliwiające przedsiębiorcom tworzenie miejsc pracy da się nazwać zaciskaniem pasa? Czy usuwanie wydatków bez pokrycia jest zaciskaniem pasa? Dla przykładu — starałem się w poprzedniej roli przekonać ówczesny parlament, że Polski nie stać na wydłużanie urlopów macierzyńskich. Niestety, miałem za małą siłę przekonywania. Okazało się, że trzeba było przywrócić stan pierwotny i tak było z wieloma innymi rzeczami.