Po wejściu do UE krajowi inwestorzy nie rzucą się na zagraniczne giełdy. Na to trzeba poczekać do wymiany złotego na wspólną walutę.
Polscy inwestorzy nie garną się do giełd zagranicznych. Nie ma więc obaw, że akcesja spowoduje masowy ich odpływ na rynki zachodnioeuropejskie. Jeśli już, to raczej za Atlantyk, choć też w ograniczonym wymiarze.
— Wejście do Unii nic nie zmienia, bo inwestować za granicą można już od dawna. Ci, którzy się tym interesują, inwestują raczej w USA, a nie na rynkach unijnych — uważa Roland Paszkiewicz, kierownik zespołu rozwoju produktów CDM Pekao SA.
Zdaniem Dariusza Włodarczyka, menedżera projektów strategicznych DM BZ WBK, inwestorzy chętniej wybierają Amerykę z sentymentu do dolara i z powodu większej płynności tamtejszych rynków.
Są blokady
— Zainteresowanie inwestorów byłoby większe, gdyby ujednolicono system podatkowy przy zawieraniu transakcji na naszej giełdzie i za granicą (inwestycje zagraniczne są opodatkowane według skali progresywnej — do 40 proc.). Potrzebna jest również lepsza oferta biur maklerskich, zwłaszcza pełna oferta internetowa — podkreśla Paweł Kolek, dyrektor usług internetowych DM BOŚ.
Kolejnym powodem omijania przez inwestorów zagranicznych parkietów jest trwająca od wielu miesięcy zwyżka na GPW. Tylko w tym roku indeks WIG zyskał ponad 18 proc.
— Sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby na GPW zagościły długotrwałe spadki. Teraz większość graczy decyduje się raczej na inwestowanie za granicą poprzez rodzime fundusze. Pojedynczemu inwestorowi trudno jest ogarnąć dużą liczbę często niezrozumiałych informacji napływających z innych rynków. Ci, którzy obecnie tam inwestują, grają głównie na kontraktach terminowych na indeksy — przyznaje Ryszard Sikora, ING Securities.
Przeszkodą nie powinny być prowizje.
— Minimalne prowizje są wyższe niż przy transakcjach krajowych, ale skoro inwestorzy mają zazwyczaj duże portfele, to nie ma to aż takiego znaczenia — uważa Roland Paszkiewicz.
Klucz w internecie
Zdaniem brokerów, kluczem do inwestowania za granicą jest internet.
— Jako pierwsi w kraju umożliwiliśmy inwestorom zawieranie tą drogą transakcji na światowych giełdach. Jeśli biuro myśli o odniesieniu sukcesu w tym segmencie rynku, musi mieć dobrą platformę i wiarygodnego partnera za granicą. Postawiliśmy na CSFB — tłumaczy Dariusz Włodarczyk.
DM BZ WBK obsługuje około 130 rachunków inwestorów chcących lokować za granicą, z tego kilkudziesięciu jest aktywnych. Także w innych placówkach brokerskich trafiają się tacy gracze.
— Obserwujemy stały wzrost zainteresowania. Obsługujemy kilkaset takich rachunków, ale jest to zjawisko raczej niszowe — ocenia przedstawiciel CDM Pekao SA.
Długi marsz
Specjaliści są zgodni, że na efekty trzeba cierpliwie poczekać.
— Wychodzenie za granicę będzie długotrwałym procesem. Nie sądzę, by sama akcesja do UE cokolwiek tu zmieniła — twierdzi Ryszard Sikora.
Niektórzy szansy na szybszy rozwój upatrują w załamaniu się koniunktury na warszawskiej giełdzie.
— Być może koniec hossy na rodzimym parkiecie nieco przyśpieszy ten proces. Wówczas inwestorzy mogą zacząć szukać alternatywnych lokat kapitału — mówi Dariusz Włodarczyk.
Inni liczą, że na graczy pozytywnie podziała wejście do strefy euro.
— Inwestorom łatwiej byłoby porównywać oferty i zmniejszyłoby się ryzyko kursowe — dodaje Roland Paszkiewicz.