Można się było obawiać, że jeśli ceny ropy będą ciągle rosły, to inwestorzy w USA się zaniepokoją. Wczoraj pozornie był taki właśnie dzień, ale podejrzewam, że był to jedynie pretekst. Przeceniał się sektor producentów leków — spadkowi przewodziły Merck i Pfizer. Ten ostatni musiał bronić jednego ze swoich leków przeciwbólowych przed zarzutami o wywoływanie chorób serca. Po Merck to już druga spółka z takimi zarzutami. Poza tym obniżono rekomendację Juniper Network, a Corning utworzył duże rezerwy. To ciążyło sektorowi wysokich technologii. DJIA i NASDAQ prawie dotykały górnego ograniczenia kanału trendu spadkowego, czekaliśmy na wystąpienie Alana Greenspana, szefa Fed, (nic nie powiedział o obecnej sytuacji gospodarczej) oraz na dane z rynku pracy. Część inwestorów postanowiła na wszelki wypadek zrealizować zyski. Dlaczego twierdzę, że to był pretekst? Dlatego, że jeśli grałyby rolę wynikające ze wzrostu ceny ropy obawy o stan gospodarki, to dolar mocno by osłabł, a rentowność obligacji by spadła. Tymczasem wartość dolara prawie się nie zmieniła, a rentowność wzrosła. Rynki finansowe nadal wierzą w ożywienie gospodarcze. Indeksy mocno spadły, ale do przełomu technicznego nie doszło — wszystko jest jeszcze możliwe.
Dzisiaj inwestorzy będą mieli trochę emocji. Wszyscy będą czekali na miesięczne dane z rynku pracy. Są to ostatnie tego typu informacje przed wyborami prezydenckimi. Gdybym miał wierzyć w spiskową teorią dziejów, to musiałbym założyć, że będą znakomite. Podaje je agenda rządowa, a dobre dane pomogłoby bardzo prezydentowi Bushowi, bo wieczorem odbędzie się debata Bush — Kerry, i będzie to debata o gospodarce. Kerry będzie miał utrudnione zadanie, jeśli dane będą dobre, a można się złożyć, że prezydent będzie znał je z wyprzedzeniem. Już od wtorku Biały Dom robi akcję propagandową, rozsyłając ekonomistom informację o tym, że ilość miejsc pracy, które zyskała gospodarka od marca 2003 r. do marca 2004 r., zostanie dzisiaj zweryfikowana z 709 tys. do 997 tys. Co prawda, dla bieżącej sytuacji nie ma to żadnego znaczenia, ale za to jaki daje wydźwięk propagandowy... Tak więc, mimo że tematem debaty jest gospodarka, na którym to polu John Kerry jest dużo lepszy od obecnego prezydenta, to nie jest powiedziane, że ją wygra. Co prawda w zeszły piątek, mimo debaty dramatycznie przegranej przez prezydenta Busha indeksy wzrosły, ale z pewnością byłoby jeszcze lepiej, gdyby wynik był odwrotny. W tej sytuacji dane z rynku pracy są dzisiaj bardzo ważne i tym razem mogą rzeczywiście wywołać większe ruchy indeksów. Przed sesją wyniki kwartalne podaje General Electric uważany za gospodarkę USA w pigułce, ale od dawne już jego wyniki nie budzą najmniejszych emocji, więc pewnie i teraz tak będzie.
U nas wczoraj widoczna była wyprzedaż akcji (szczególnie mniejszych spółek, ale Prokom też do nich dołączył) i to bez względu na ich wartość fundamentalną. W dobrej formie utrzymywały rynek jak zwykle KGHM i PKN. Generalnie spychany w dół był nadal cały TechWig. Wyraźnie widać, że fundusze szykują środki na ofertę PKO BP. Nie jest wykluczone, że są nawet zmuszone sprzedawać, bo inwestorzy z całą pewnością wycofują gotówkę, by akcje banku móc kupić. Taka sytuacja może się jeszcze utrzymać przez cały październik, choć zdecydowanie osłabnie po terminie zapisów na lokaty prywatyzacyjne.
Może się więc zdarzyć, że spółka, która mamy w portfelu, zacznie nieoczekiwanie i gwałtownie tanieć. W przypadku wielu dużych firm jest widoczny zagraniczny popyt, a to nie pozwala na przeceny. Ciągle tylko martwią techniczne sygnały sprzedaży na wykresach indeksów. Gdyby to była inna giełda, wiedziałbym, że trzeba redukować pozycje i przeczekać korektę. Na naszej to znaczy jedynie tyle, że trzeba zachować ostrożność. Trzeba grać tymi spółkami, które rosną, i czekać na ruchy innych sektorów.