Środowa sesja w USA była kolejną, podczas której rynek sygnalizował, że jedynie czeka na pretekst do zwyżki. Reakcji rynku na ciągle rosnące ceny ropy praktycznie nie było. Wiara we wzrosty jest zbyt duża i to jest pozytyw, ale w krótkim okresie. Przyjdzie za to zapłacić szczególnie, jeśli cena ropy będzie nadal rosła. A jak widać, spekulanci wykorzystują każdy pretekst do wywołania zwyżki. Od środy był nim mniejszy niż oczekiwano przyrost zapasów ropy w amerykańskich magazynach.
Inwestorzy tak dali sobie wmówić tezę o niewielkim wpływie ceny ropy na gospodarkę, że nawet wzmacniali dolara i sprzedawali obligacje. Widać było wyraźnie, że jest to gra pod miesięczny raport z rynku pracy, a fundamenty nie grają żadnej roli. Można nawet powiedzieć, że rosnąca cena ropy pomaga rynkowi, bo rosną ceny koncernów paliwowych. Sesja nie zmieniła obrazu rynku, ale potwierdziła sygnał kupna na indeksie S&P 500. Rynek chce kontynuować hossę, ale jeśli wzrosty cen ropy się utrzymają, to wkrótce przyjdzie moment, kiedy inwestorzy się wystraszą.
Wczoraj w Europie panował lekki optymizm, ale rosnące ciągle ceny ropy i czekanie na wystąpienie Alana Greenspana, szefa Fed, hamowały popyt. Dziś inwestorzy będą mieli trochę emocji. Być może będzie jakaś reakcja na wczorajsze wypowiedzi Alana Greenspana (o ile powie coś ciekawego na temat gospodarki). Później wszyscy będą czekali na miesięczne dane z rynku pracy. Są to ostatnie tego typu dane przed wyborami prezydenckimi. Gdybym miał wierzyć w spiskową teorię dziejów, to musiałbym założyć, że dane będą znakomite. Podaje je agenda rządowa, a znakomite dane pomogłoby bardzo prezydentowi Bushowi, bo wieczorem odbędzie się debata Bush — Kerry na tematy gospodarcze. Kerry będzie miał utrudnione zadanie, jeśli dane będą dobre. Można założyć, że prezydent będzie znał te dane z wyprzedzeniem.
Już od wtorku Biały Dom robi akcję propagandową, rozsyłając ekonomistom informację, że liczba miejsc pracy, które zyskała gospodarka w okresie marzec 2003 do marca 2004, zostanie dzisiaj zweryfikowana z 709 tys. do 997 tys. Co prawda, dla bieżącej sytuacji nie ma to żadnego znaczenia, ale za to jaki ma wydźwięk propagandowy... Tak więc, mimo że tematem debaty jest gospodarka, na którym to polu John Kerry jest dużo lepszy od obecnego prezydenta, nie jest powiedziane, że ją wygra. Co prawda w zeszły piątek, mimo dramatycznie przegranej przez prezydenta Busha debaty, indeksy wzrosły, ale z pewnością byłoby jeszcze lepiej, gdyby wynik był odwrotny. W tej sytuacji dane z rynku pracy są dzisiaj bardzo ważne i tym razem mogą rzeczywiście wywołać większe ruchy indeksów. Przed sesją wyniki kwartalne podaje General Electric uważany za „gospodarkę USA w pigułce”, ale od dawna już te wyniki nie budzą najmniejszych emocji, więc pewnie i teraz tak będzie.
W Polsce wczoraj widoczna była wyprzedaż akcji (szczególnie mniejszych spółek, ale Prokom też do nich dołączył) i to bez względu na ich wartość fundamentalną. Generalnie spychany w dół był nadal cały TechWIG. Fundusze szykują środki na ofertę PKO BP. Nie jest wykluczone, że są nawet zmuszone sprzedawać, bo inwestorzy z całą pewnością wycofują gotówkę, by akcje banku móc kupić. Taka sytuacja może się jeszcze utrzymać przez cały październik, chociaż zdecydowanie osłabnie po terminie zapisów na lokaty prywatyzacyjne. Może się więc zdarzyć, że spółka, którą mamy w portfelu, zacznie nieoczekiwanie i gwałtownie tanieć. Jeśli chodzi o duże spółki, to na wielu z nich jest widoczny zagraniczny popyt, a to nie pozwala na przeceny. Ciągle tylko martwią techniczne sygnały sprzedaży na indeksach. Gdyby to była inna giełda, to wiedziałbym, że trzeba redukować pozycje i przeczekać korektę. Na naszej to znaczy jedynie tyle, że trzeba zachować ostrożność. Trzeba grać tymi spółkami, które rosną i czekać na ruchy innych sektorów.