Nowe prawo dewizowe ułatwi m.in. nabywanie walorów zagranicznych spółek. A to z kolei powinno dać impuls do rozwoju programów motywacyjnych wykorzystujących obce akcje.
Prawo dewizowe otwiera nie tylko nowe możliwości pomnażania pieniędzy, ale — niejako na marginesie — wkłada do ręki pracodawców doskonałe narzędzie motywowania pracowników.
Wynagradzanie pracowników akcjami spółek zagranicznych pozwala ograniczyć koszt programu motywacyjnego. Władze skarbowe i ZUS traktują bowiem takie wynagrodzenie nie jako przychód ze stosunku pracy (jak to ma miejsce w przypadku akcji polskiego pracodawcy), ale jako przychód z innych źródeł.
Nie wchodzi on do podstawy obliczania składek ubezpieczeniowych, co oznacza zmniejszenie kosztów zarówno po stronie pracownika, jak i firmy. Poza tym, od takiego przychodu pracodawca nie musi obliczać ani wpłacać zaliczek na PIT pracownika, ograniczając tym samym koszty administracyjne programu.
Przeszkodą w szerszym wykorzystaniu zagranicznych akcji były jednak restrykcje przewidziane przez wciąż jeszcze (choć to tylko jeden dzień) obowiązujące prawo dewizowe. Zgodnie z nim, w nabywaniu zagranicznych akcji musi pośredniczyć polskie biuro maklerskie. Na odstąpienie od tego obowiązku obecne prawo dewizowe wymaga uzyskania zezwolenia NBP.
— Mimo że przy większych operacjach koszt pośrednictwa może być negocjowany, jest on i tak bardzo duży. To ogranicza opłacalność wdrażania takich programów — tłumaczy Michał Grzybowski, starszy konsultant w dziale globalnych rozwiązań dla pracodawców firmy Ernst & Young.
Znowelizowane prawo dewizowe zakłada niemal pełną liberalizację obrotów kapitałowych z Unią Europejską oraz państwami należącymi do Europejskiego Obszaru Gospodarczego i OECD. Są to kraje, z którymi łączą nas najsilniejsze związki gospodarcze, tak więc utrzymanie restrykcji w stosunku do pozostałych krajów nie jest aż tak istotne.
— Wynagradzani akcjami i opcjami zagranicznych spółek polscy menedżerowie mogą stać się znaczącą grupą krajowych graczy na światowych giełdach — uważa Michał Grzybowski.
Zainteresowanie takimi planami może być jednak mniejsze w związku z aferami na zagranicznych giełdach, które poważnie nadszarpnęły zaufanie inwestorów.
— Z drugiej strony, obecna sytuacja na giełdach w Polsce i za granicą jest dogodnym momentem na uruchomienie programu opartego na opcjach. Kiedy opcja jest realizowana, cena nabycia akcji wyznaczana jest według kursu z dnia przyznania opcji. Stosunek zysku do kosztów jego uzyskania może zatem okazać się bardzo korzystny — wyjaśnia Michał Grzybowski.