Polscy specjaliści do spraw jakości nie odwiedzają sieci

Krzyżaniak Bartosz, Surmacz Wojciech
opublikowano: 2000-11-07 00:00

Polscy specjaliści do spraw jakości nie odwiedzają sieci

Krajowi certyfikatorzy mają 10 witryn w Internecie

TRUDNOŚCI: Zdaniem Józefa Gila, odpowiedzialnego za systemy jakości w Dębicy, o wyborze certyfikatora decydować powinna jego aktywność, pozycja na rynku i uznanie, jakim się cieszy, a nie ilość przyznanych certyfikatów. Trudno jednak znaleźć takie informacje na internetowych stronach jednostek certyfikujących. fot. Grzegorz Kawecki

W polskim Internecie funkcjonuje 10 stron jednostek certyfikujących, które mają w Polsce swoją siedzibę. Mimo to, osoby odpowiedzialne za zapewnienie jakości w swych przedsiębiorstwach nie odwiedzają ich. Niejednokrotnie przyczyna takiego stanu rzeczy jest banalna: osoby te po prostu nie mają dostępu do Internetu.

Wydaje się, iż Internet jest dzisiaj pomocnym, jeśli nie nieodzownym narzędziem w pracy. Jak się jednak okazuje, w wielu przedsiębiorstwach pracownicy, nawet wysokich szczebli, mają do niego ograniczony dostęp lub używają go sporadycznie.

— Trudno wypowiadać mi się na temat internetowych stron firm certyfikujących ze względu na fakt, iż nie korzystam w swej pracy z Internetu. Oferty certyfikatorów trafiają do mnie drogą pocztową. Jesteśmy jednak od lat związani z jedną firmą, z którą współpraca układa nam się dobrze, dlatego nie planujemy zmian w tym zakresie — zapewnia Krzysztof Florczak, kierownik działu zapewnienia jakości w Izolacji ze Zduńskiej Woli.

Dla wybranych

— Nie korzystam z Internetu, gdyż w naszej firmie dostęp do niego mają tylko nieliczne osoby. W 1997 r., kiedy dokonano u nas pierwszego auditu certyfikującego, o Internecie nie było jeszcze zbyt głośno, więc wybór certyfikatora przeprowadzono bez pomocy sieci. Gdybym jednak w swej pracy korzystała z tego medium, na stronach firm certyfikujących interesowałyby mnie przede wszystkim informacje dotyczące ilości przyznanych certyfikatów ze szczególnym uwzględnieniem certyfikowanych zakładów o profilu spożywczym, a także zasięgu, doświadczenia i akredytacji firmy certyfikującej — wyjaśnia Teresa Bagińska, menedżer ds. technologicznych w Elbrewery Company.

Jej zdaniem, istotnym czynnikiem podwyższającym atrakcyjność witryn są także informacje dotyczące struktury organizacyjnej certyfikatora, adresy i telefony jego ośrodków w Polsce, a także ewentualne koszty przeprowadzenia auditu certyfikacyjnego. Informacje te powinny być podane w sposób wyraźny i logiczny.

Wątpliwości

O bogatych zasobach Internetu i jego pomocniczej roli w pracy zdają się być przekonani nieliczni. Jednak także i oni powątpiewają w przydatność witryn certyfikatorów.

— Nie odwiedzam stron internetowych jednostek certyfikujących, a nawet gdybym tak robił, nie wpłynęłoby to na wybór certyfikatora. Decyzje te podejmowane są bowiem przez zarząd. Wydaje mi się, że ogólne informacje, jakie mogą być na nich zamieszczone, nie są zbyt interesujące, a o szczegółach certyfikacji dyskutuje się i tak indywidualnie — tłumaczy Józef Gil, pełnomocnik zarządu ds. jakości w Dębicy.

Zaznacza on, iż informacjami, które mogłyby zwrócić jego uwagę przy odwiedzaniu takich stron, byłyby te opisujące pozycję danej jednostki względem innych certyfikatorów na rynku międzynarodowym. Nie chodzi przy tym o ilość przyznawanych certyfikatów, lecz raczej o wiarygodność danej firmy, a także stopień jej aktywności na rynku.

— W swojej pracy korzystam najczęściej z fachowej prasy i podręczników, Internetu używam sporadycznie. Z informacji zamieszczonych na stronach certyfikatorów najbardziej interesuje mnie zakres ich działalności. Mimo wszystko uważam, że najbardziej wartościowy jest bezpośredni kontakt z firmą — uważa Helena Siuda, pełnomocnik zarządu ds. systemu jakości w Zakładach Chemicznych Alwernia.