W marcu Robert Parker, namawiał do kupowania polskich akcji. Sam chętnie wrzucał je do portfela swoich funduszy. Kto posłuchał, nie żałuje — indeksy wzrosły o ponad 80 proc. Teraz przestrzega inwestorów, że czas schłodzić rozpalone hossą głowy.
— Do lutego spodziewamy się zahamowania wzrostów, a nawet korekty, ale w całym 2010 r. to akcje będą najlepszą inwestycją. Wzrosty powrócą w marcu-kwietniu, a na koniec roku indeksy będą wyżej niż teraz. Spodziewam się wzrostu giełdy amerykańskiej o 10-15 proc., w krajach strefy euro o 15-20 proc., a rynków wschodzących o 20-30 proc — mówi Robert Parker.
To dobre wieści dla krajowych inwestorów, bo GPW zaliczana jest do rynków wschodzących.
— Z grona rynków wschodzących najlepiej prezentuje się Azja, tu właśnie będzie następna bańka spekulacyjna, która może pęknąć na przełomie 2010 i 2011 roku. Interesujące są też rynki na Bliskim Wschodzie. Trzecia grupa to kraje, które do tej pory odstawały. W 2010 r. inwestorzy będą dużo uważniej patrzyli na regiony i kraje, będą wybierali mocne gospodarki, a nie kupowali wszystko z rynków wschodzących. A że Polska ma dobre perspektywy, to spodziewam się, że giełda w Warszawie będzie najlepsza w regionie — mówi Robert Parker.
Podobne zaklęcia słyszeliśmy w 2009 r. Ale o ile nasza gospodarka nie miała sobie równych, to giełda wcale nie była prymusem.
W 2010 r. ma być lepiej.
— Kurs złotego się ustabilizuje, spodziewamy się tylko nieznacznego umocnienia, więc będzie neutralnym czynnikiem. Niskie stopy procentowe i wzrost zaufania sprawią, że na rynek powrócą inwestorzy indywidualni — mówi Robert Parker.
Giełdowym graczom z pomocą przyjdzie też skarb państwa, który na giełdę rzuci gigantów: PZU, Taurona czy Polkomtela.
Więcej w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu"