Polska chce trochę wolniej

opublikowano: 12-03-2012, 00:00

GRY UNIJNE

Gospodarcze przyczyny wstrzymania przez Polskę unijnego biegu do redukcji emisji gazów są oczywiste, na łamach „PB” pisaliśmy o nich wielokrotnie. Duńska prezydencja Rady Unii Europejskiej ma ambicję przeforsować już w tym półroczu tzw. kroki milowe, które w swojej analizie wskazała Komisja Europejska. W stosunku do poziomu z roku 1990 UE zobowiązałaby się do redukcji dwutlenku węgla: do 2030 — o 40 proc., do 2040 — o 60 proc., a do 2050 — o 80 proc. My na razie trzymamy się przyjętego dawno celu: 20 proc. do roku 2020.

Według polskiego rządu, na posiedzeniu ministrów środowiska UE nie byliśmy osamotnieni. A jednak pod duńskimi wnioskami w finale znalazło się 26 podpisów, z wyjątkiem polskiego. Czyli skapitulowała reszta Grupy Wyszehradzkiej, republiki bałtyckie oraz bałkańskie. Na tym ważnym przykładzie widać, jaką fikcją jest mocarstwowość Polski w naszym regionie. Premier Donald Tusk pozycjonuje się jako lider dziewiątki najbiedniejszych członków UE, ale w chwili próby nikt tego nie traktuje poważnie.

Rozgrywka o emisję dwutlenku węgla ma jeszcze jeden kontekst. Traktat z Lizbony wprowadził zasadę łączenia półrocznych prezydencji Rady UE w tzw. trójki, aby można było koordynować priorytety. Polsce trafiła się trójka z Danią i Cyprem. W co najmniej dwóch strategicznych kwestiach Warszawa i Kopenhaga znalazły się na przeciwnych biegunach. Utrzymująca w obiegu koronę Dania w pełni akceptowała pomysł, by w szczytach Eurolandu uczestniczyły tylko państwa używające wspólnej waluty — co było nie do przyjęcia dla naszego rządu. Zaś w sprawie emisji dwutlenku węgla unijna komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard (rzecz jasna Dunka) postawiła sobie za punkt honoru złamanie oporu Polski…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane