Dwie spółki są już w trakcie tworzenia prospektów emisyjnych i powinny zadebiutować w Warszawie w przyszłym roku
Dziesiątki ukraińskich
spółek chce zdobyć kapitał
polskich inwestorów.
To duża szansa dla GPW.
Warszawska giełda w najbliższych latach może stać się centrum kapitałowym dla spółek z Ukrainy. To nie tylko znacznie podniosłoby kapitalizację naszego parkietu, ale również zwiększyłoby jego prestiż i atrakcyjność na arenie międzynarodowej.
Ostrożny optymizm
Z naszych informacji wynika, że dwie ukraińskie spółki już tworzą prospekty emisyjne. Debiutów można spodziewać się realnie w drugiej połowie przyszłego roku. Chodzi o Agroton i Sintal Agriculture, spółki z sektora rolno-spożywczego. O debiucie w 2010 r. mówi też cukrowy Dakor Agro Holding. Kapitalizację tych firm można szacować na 300-500 mln zł każda (miejsce w pierwszej setce firm z GPW), a wartość pojedynczych emisji — na około 100 mln zł.
Naszym rynkiem kapitałowym zainteresowane są dziesiątki innych przedsiębiorstw z Ukrainy, w tym z sektora chemicznego i energetycznego. GPW uważa jednak, że jest jeszcze za wcześnie, by ogłosić sukces.
— Wiele projektów ruszyło jeszcze przed kryzysem, ale nic z nich w końcu nie wyszło. Wiele spółek z Ukrainy jest po prostu nieprzygotowanych na wejście na tak dojrzały rynek, jak polski — mówi nam Ludwik Sobolewski, prezes GPW.
Dlatego nie ma zbyt wygórowanych oczekiwań.
— Byłbym zadowolony, gdyby w 2010 r. zadebiutowały na GPW przynajmniej dwie spółki z Ukrainy, a w tamtym regionie ugruntowałoby się przekonanie, że Warszawa to bardzo dobry wybór — uważa szef naszej giełdy.
Warszawa wygrywa
Poprawie pozycji GPW w regionie sprzyja kryzys na Ukrainie, co może wydać się zaskakujące.
— Tak jednak jest. Na rynku pozostały tylko dobre spółki, a kryzys obnażył słabość ukraińskiego systemu bankowego. Firmy mają ciekawe plany rozwojowe, ale napotykają teraz problemy z finansowaniem (oprocentowanie kredytów to aż około 35 proc. rocznie), więc szukają szansy na rynku kapitałowym. To sytuacja podobna jak w Polsce na początku lat 90. ubiegłego wieku — mówi Jarosław Chałas, partner zarządzający w kancelarii Chałas i Wspólnicy, która obsługuje przyszłych debiutantów z Ukrainy.
Jego zdaniem, GPW ma największe szanse ze wszystkich giełd, by to wykorzystać.
— Do Londynu idą tylko bardzo duże spółki ze Wschodu, głównie rosyjskie. Wiedeń czy Frankfurt to już inny krąg kulturowy i językowy. Na Ukrainie rynek kapitałowy jest rozbity (działa 8 giełd), co nie służy jego rozwojowi. Na dodatek ludzie nie myślą tam jeszcze o inwestycjach giełdowych — mówi Jarosław Chałas.
Droga przetarta
Wśród 25 zagranicznych spó-łek notowanych na GPW dwie pochodzą z Ukrainy. Jesienią 2006 r. zadebiutowała cukrowa Astarta, a w 2007 r. — olejowy Kernel. Firmy te potrafią zachować standardy rozwiniętych rynków kapitałowych i efektywnie wykorzystały pieniądze uzyskane na naszym rynku. Kurs Astarty wzrósł od debiutu o blisko 140 proc. (pomaga drożejący cukier), a Kernela — o 75 proc. Od dołka z początku roku krajowi inwestorzy mogli na tych dużych spółkach (kapitalizacja 1,1 i 2,8 mld zł) zarobić już odpowiednio 460 i 240 proc.
Adrian Boczkowski