Polska hamuje, Litwa lobbuje

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-10-16 22:00

Kraje łączy marzenie o niezależności od Rosji, dzieli zaś wybór modelu dla energetyki. Dlatego budowa mostu energetycznego idzie opornie.

Kabel elektroenergetyczny pomiędzy Polską i Litwą często nie działa, a jak działa, to prądu płynie nim mało, kiedy zaś już płynie, to trzy razy więcej z Litwy do Polski niż na odwrót. Podobnie jest z relacjami energetycznymi tych krajów — są, ale rozwijają się powoli, a pcha je głównie Litwa. Trwają analizy i do końca roku powinna zapaść decyzja co do tego, czy integrujemy się dalej czy nie. To dobry test dla partnerów.

JEDNOSTRONNA RADOŚĆ Z KABLA
JEDNOSTRONNA RADOŚĆ Z KABLA
LitPol Link to linia elektroenergetyczna o napięciu 400 kV, łącząca polski Ełk z litewskim Alytusem. Ruszyła w grudniu 2015 r., a na oficjalne otwarcie wybrał się wicepremier Mateusz Morawiecki. Na razie trzy razy więcej prądu płynie z Litwy do Polski niż na odwrót. Polski to nie cieszy, Litwa namawia zaś na rozbudowę.
Magdalena Graniszewska

Zabrać Moskwie stery

— Jesteśmy gotowi do dalszych inwestycji w LitPol Link — zadeklarował w piątek polskim dziennikarzom Daivis Virbickas, prezes Litgrid, litewskiego operatora sieci elektroenergetycznej, odpowiednika PSE.

Kabel, czyli LitPol Link, działa od 10 miesięcy i ma 500 MW mocy przesyłowej, a rozbudowa miałaby go poszerzyć do 1000 MW. Litwie bardzo na tym zależy, podobnie jak na budowie LitPol Link 2, czyli kolejnego kabla, oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów od pierwszego. Motywacja nie dziwi — filarem litewskiej polityki energetycznej jest uniezależnienie się od Rosji. To wyzwanie, bo Litwa, podobnie jak Łotwa i Estonia, nadal jest częścią systemu przesyłowego zarządzanego centralnie z Moskwy.

W praktyce oznacza to, że np. decyzja Rosji o zwiększeniu produkcji w elektrowni w Petersburgu, a zmniejszeniu w Smoleńsku, owocuje niekontrolowanymi przepływami prądu z północy na południe, poprzez sieć krajów bałtyckich. Nie mogą tego zablokować, a chciałyby. Do blokady potrzebna jest desynchronizacja z Rosją i synchronizacja z Polską, a to oznacza koszty inwestycji, a także konieczność rozmów z Rosją.

— Z Europą łączy nas Unia, wartości, polityka. Dlatego potrzebujemy synchronizacji z Polską, czyli de facto z Europą — przekonuje Daivis Virbickas.

Węglowe serce boli

Chęć uniezależnienia się od Rosji może i budzi w Polsce zrozumienie, ale na kolejne łącza z Litwą nasz rząd patrzy niechętnie. Po pierwsze, Litwa, importująca tańszy prąd ze Szwecji, ma ceny niższe niż w Polsce. Dlatego na tani prąd z LitPol Linku skarży się polska energetyka węglowa, m.in. PGE. Z tego powodu PSE, polski operator systemu, często blokuje przepływy z kabla, z „przyczyn technicznych”, a Krzysztof Tchórzewski, polski minister energii, wspomniał niedawno, że „serce go boli”, kiedy widzi, w którą stronę płynie prąd.

Po drugie, Polska obawia się, że polsko-litewskim kablem przypłynie do Polski prąd z Rosji, np. z Kaliningradu (jest połączony z Litwą), gdzie rozważane jest postawienie elektrowni atomowej. — To, co w przyszłości zrobimy z rosyjskim prądem, to temat do rozmów i wypracowania wspólnej decyzji — zauważa jednak Daivis Virbickas.

Wreszcie po trzecie, Polsce przeszkadza to, że Litwa zwleka z budową własnej dużej elektrowni (w 2010 r. wyłączyłaelektrownię atomową w Ignalinie). Litewska strategia energetyczna opiera się na licznych interkonektorach, wielu źródłach importu i pobieraniu opłat za przesył prądu, a polska — na własnym wytwarzaniu, które wiąże się z kosztami i ryzykiem ekonomicznym. Na przełom się nie zanosi. A rozbudowa LitPol Link? Piotr Naimski, pełnomocnik ds. infrastruktury strategicznej, zapowiadał ostatnio, że nie planuje kolejnych inwestycji w interkonektory energetyczne. Apelował też o większe zrozumienie dla specyfiki polskiej energetyki.

Gaz popłynie, ale później

Litewska strategia łączenia się z sąsiadami dotyczy też gazu, a jej celem — podobnie jak w prądzie — jest uniezależnienie się od Rosji, czyli Gazpromu. Litwa zainwestowała już w jeden z pierwszych na świecie pływających terminali LNG (stoi w Kłajpedzie) i bardzo sobie go chwal. — Dzięki niemu Gazprom zaoferował Litwie istotną obniżkę ceny — mówi Saulius Bilys, prezes Amber Grid, odpowiednika naszego Gaz-Systemu. Z Polską Litwa na razie jednak nie pohandluje, bo budowa interkonektora (GIPL) się opóźnia.

Gaz-System postanowił zmienić trasę gazociągu w Polsce, więc termin jego ukończenia (koniec 2019 r.) się przesunie. Mimo opóźnienia, Polska wydaje się GIPL zainteresowana. Na zeszłotygodniowej konferencji, poświęconej LNG, Piotr Naimski podkreślał, że litewski interkonektor jest ważny i ma służyć m.in. dostarczaniu gazu na Ukrainę i dalej na południe Europy.