Wynika to z trzech cech naszej gospodarki: wysokiej energochłonności, wysokiej inflacji i wysokiej ekspozycji eksportowej. Jednocześnie trzeba podkreślić, że o ile wstrząsy zewnętrzne mogą mocno zatrząść krajem, o tyle nie determinują jego ścieżki rozwoju, jeżeli ma on solidne instytucje.
Firma EY opublikowała w minionych dniach ciekawą analizę dotyczącą wrażliwości krajów na wstrząsy związane z wydarzeniami geopolitycznymi. Tego typu estymacje rzadko pojawiają się w przestrzeni publicznej, więc sądzę, że są warte przytoczenia. Zespół dr Marka Rozkruta (odpowiedzialnego za analizy makro dla całej Europy) oszacował* wpływ dwóch wstrząsów: nagłego wzrostu cen energii, który może pojawić się w efekcie m.in. zaostrzenia konfliktu na Bliskim Wschodzie, oraz ewentualnej wojny handlowej między Chinami a światem zachodnim UE i USA. Szacunki są wykonane na podstawie modeli strukturalnych, które imitują w uproszczony sposób działanie gospodarki, i jak podkreślają autorzy, służą celom ilustracyjnym.
W przypadku obu wstrząsów widać, że wrażliwość Polski jest wyższa niż średnia dla Unii Europejskiej.
Nagły wzrost cen energii o 30 proc., wraz z towarzyszącym mu istotnym wzrostem awersji do ryzyka, doprowadziłby do wzrostu inflacji w Polsce aż o ponad 5 pkt proc. w ciągu roku oraz obniżenia PKB łącznie o niemal 2 proc. w ciągu dwóch lat (w obu przypadkach zmiana wobec scenariusza bazowego). Analogiczne wartości dla UE wynoszą + 2,2 pkt proc. w inflacji oraz 1,7 proc. w PKB, a dla Stanów Zjednoczonych są niemal trzykrotnie niższe.
Natomiast nagły wzrost taryf handlowych nałożonych na siebie wzajemnie przez Chiny i blok UE/USA o 20 pkt proc. doprowadziłby do obniżenia w krótkim okresie wzrostu PKB Polski o nieco ponad 0,3 pkt proc., średnio UE o niecałe 0,3 pkt proc., a Stanów Zjednoczonych o ok. 0,2 pkt proc. Co ciekawe, efekt w tym przypadku nie jest duży, a największym stratnym takiego konfliktu byłyby Chiny, które nie tylko doświadczyłyby największej straty we wzroście w krótkim okresie (0,8 pkt proc.), ale największych efektów długookresowych.
Istotne w tych szacunkach są nawet nie konkretne liczby, co fakt, że Polska jest generalnie bardziej narażona od innych krajów. Widać zresztą, że jest to cecha regionu Europy Środkowej – wysoką wrażliwość na wstrząsy w tych estymacjach wykazują również Czechy, Węgry, Słowacja, Rumunia.
Dostrzegam trzy tego powody. Przede wszystkim, wszystkie kraje cechują się wysoką wrażliwością na wstrząsy surowcowe. Mają wysoki udział energii i żywności w konsumpcji, duży udział przemysłu i transportu, a więc branż energochłonnych, w PKB. Co więcej, są to kraje mocno powiązane z Niemcami, które również cechują się dużym uprzemysłowieniem i wrażliwością na zmiany cen energii.
Ponadto Polska i jej sąsiedzi cechują się podwyższoną inflacją na tle średniej światowej, a tym samym mogą być bardziej wrażliwe na wstrząsy cenowe. W warunkach podwyższonej inflacji ceny są mało sztywne, szybciej reagują na zmiany kosztów, a tym samym łatwiej może dojść do zaburzenia gospodarki tym kanałem.
Wreszcie trzeba podkreślić, że wszystkie kraje regionu są małymi gospodarkami otwartymi, które są uzależnione od koniunktury na rynkach eksportowych, zarówno poprzez kanał bezpośredniej sprzedaży przez firmy eksportujące, jak też przez inwestycje eksporterów. Dla Europy Środkowej wojny handlowe i zaburzenia w globalizacji będą na pewno bolesne.
Natomiast analizując ryzyko geopolityczne warto przypomnieć pewien paradoks. Kiedy podzielimy historię powojenną Europy na dwie części – od lat 50. do 80., czyli okres zimnej wojny, dużych napięć geopolitycznych, silnych wewnętrznych konfliktów społecznych, oraz od lat 90. do 2010/20 roku, czyli okres tzw. wielkiego umiaru (great moderation), niespecjalnie dostrzeżemy, by relatywny spokój sprzyjał rozwojowi. Przez prawie trzy dekady po wojnie Europa rozwijała się bardzo szybko, mimo że otoczenie polityczne nie było stabilne. I nie była to wyłącznie zasługa odrabiania strat po wojnie. Później nastąpiła era triumfu globalizacji i neoliberalizmu (traktuję to pojęcie neutralnie), która jednak nie wiązała się z szybszym tempem wzrostu. Wręcz przeciwnie, udział inwestycji w PKB stopniowo malał, narastały nierówności społeczne, aż w końcu nastąpił wybuch populizmu po kryzysie finansowym.
Co chcę przez to powiedzieć? Istnieje powszechne przekonanie, że ryzyko i niepewność ograniczają rozwój. Ale to może być błędne spojrzenie. Dopóki kryzysy nie prowadzą do wojen i fizycznej destrukcji, kraje o solidnych instytucjach i ugruntowanych nawykach kapitalistycznych mają bardzo dużą zdolność adaptacji. Zagrożenia geopolityczne nie determinują długookresowo losów ekonomicznych. Wstrząsy bywają często przejściowe i jeżeli nie prowadzą do trwałej inflacji (jak w przypadku krajów Ameryki Łacińskiej od lat 80.) nie muszą po sobie pozostawiać trwałych śladów.
* Źródło: “European Economic Outlook. October 2023”, EY

