Polska kręci lody... coraz szybciej

Włoskie gelato nie mają sobie równych, ale warto podkreślić, że Polska jest już piątym producentem lodów w UE

Producenci lodów oferują dziś tysiące nowych smaków (od whisky po kalafiora), ale walka na tym polu odbywa się nie tylko na linii tradycja kontra innowacja albo sorbet kontra lody kremowe. Rywalizacja robi się jeszcze ciekawsza, gdy wejdziemy na poziom narodowy.

Dla niejednego Europejczyka dolce vita ma swój synonim w języku włoskim — jest to słowo „gelato”. Tradycyjne włoskie lody w sezonie wakacyjnym można zjeść niemal przy każdej ulicy w Rzymie (słynna jest m.in. lodziarnia Giotti, którą w filmie „Rzymskie wakacje” odwiedzili Audrey Hepburn i Gregory Peck, lody zamawiał tam również podobno znany z miłości do słodkich deserów Jan Paweł II), choć warto też zgubić się gdzieś na mniej obleganych włoskich szlakach, gdzie rodzinne lodziarnie oferują jedyne w swoim rodzaju smaki. Ale czy włoskie gelato rzeczywiście są najlepsze na świecie? Protestować mogą mieszkańcy Paryża, Berlina, Kopenhagi czy brytyjskich miasteczek, których cukiernie z lodami są wymieniane w przewodnikach na liście „koniecznie trzeba odwiedzić” obok najbardziej znanych zabytków.

— Włoskie lody są bardziej kremowe i mają głębszy smak niż francuskie — ocenia przypadkowy turysta w rozmowie z Bloombergiem. Co ciekawe — Francuz.

W Chorwacji za najlepsze uchodzą lody oferowane przez jedną z lodziarni w Dubrowniku — latem ustawiają się tam długie kolejki. Wszyscy chcą spróbować słynnego w tym kraju smaku z włoską nazwą „dolce vita”, choć nikt nie wie, co tak naprawdę się znajduje w kolorowej gałce (mało który turysta zna chorwacki).

„Dolce vita to najlepsze lody w Chorwacji, jednak nie mogą się równać z włoskimi” — napisał jeden z internautów na portalu tripadvisor.

Choć włoska gospodarka może nie kręci się najlepiej, to Włosi kręcą lody lepiej niż jakakolwiek nacja w Europie. Prawda jest taka, że nigdzie indziej w Europie nie ma tak dużego apetytu na ten zimny deser jak w Italii.

— W sezonie letnim jesteśmy w stanie sprzedać do 300 kg lodów dziennie — mówi Alberto Manassei, założyciel Gelateria dei Gracchi, sieci lodziarni, która w tym roku otworzyła cztery filie w Rzymie. W tym roku hitem są lody imbirowe.

Przeciętny Włoch zjada ponad 100 gałek (kulek) rocznie, najwięcej w Europie. Rynek jest wart 1,4 mld EUR — na rynku działa ponad 19 tys. lodziarni, zatrudniających prawie 70 tys. osób. Mekką lodziarzy jest region Lombardii, wśród miast najwięcej lodziarni jest w Rzymie.

Według Eurostatu, w 2016 r. Włosi wyprodukowali 598 mln litrów lodów, najwięcej w UE. Wyprzedzili Niemcy, lidera sprzed kilku lat, które dziś muszą zadowolić się drugim miejscem — z produkcją na poziomie 514 mln litrów (w ciągu 5 lat spadła o ponad 70 mln litrów). Na trzecim miejscu jest Francja z 453,5 mln litrami crème glacée.

Poza zmianą na pozycji lidera w pierwszej trójce, która w ubiegłym roku wyprodukowała prawie połowę lodów w UE, na wyróżnienie zasługuje m.in. Polska. Produkcja lodów rośnie tak dynamicznie, że w ciągu 5 lat wyprzedziliśmy dwóch lodowych potentatów — Wielką Brytanię i Belgię.

Polska plasuje się dziś na piątym miejscu w UE, za Hiszpanią, z produkcją 263,6 litra lodów rocznie. W ciągu pięciu lat rosła ona średnio o 20 mln litrów rocznie. W tym tempie za rok możemy dogonić Hiszpanię, gdzie produkcja systematycznie spada — średnio o 10 mln litrów rocznie.

Jest o co walczyć — według portalu statysta.com wartość globalnego rynku lodów do 2022 r. wzrośnie do 70 mld USD (obecnie wynosi 54 mld USD) i są to jedne z najmniej optymistycznych szacunków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Polska kręci lody... coraz szybciej