Polska ma 3 bln zł długu

Bartosz Krzyźaniak
opublikowano: 2010-07-08 00:00

Całkowite zadłużenie

Finanse publiczne są na dłuższą metę niestabilne

Całkowite zadłużenie

Polski przekracza 220

proc. PKB — uważa Janusz

Jabłonowski z Narodowego

Banku Polskiego.

Oficjalnie zadłużenie skarbu państwa wynosiło w kwietniu ponad 644 mld zł. To około 17 tys. zł na przeciętnego Polaka i około połowy produktu krajowego brutto (PKB). Tymczasem według Janusza Jabłonowskiego z departamentu statystyki Narodowego Banku Polskiego, rzeczywistość jest znacznie bardziej ponura: do jawnego powinniśmy doliczyć dług ukryty sięgający 180 proc. PKB.

— Całkowity dług Polski przekracza 220 proc. PKB — twierdzi Janusz Jabłonowski w rozmowie z portalem obserwatorfinansowy.pl.

Przyznaje, że jego obliczenia obarczone są "jakimś warunkowym ryzykiem", ale podstawowy wniosek pozostaje jeden: na dłuższą metę finanse publiczne są niestabilne.

Inni mają gorzej

— Nie jesteśmy kolejną Grecją — uspokaja Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Banku.

Tłumaczy, że inne państwa też mają problem ukrytego długu, najczęściej związanego z zobowiązaniami emerytalnymi państwa.

— W wielu państwach składki, które płacą dziś obywatele, nie wystarczą do opłacenia emerytur w przyszłości. Ukryty dług to zestawienie tego, ile państwo otrzyma ze składek, z kwotą, którą będzie musiało wydać — mówi ekonomistka Raiffeisen Banku.

Jak się okazuje, to nie emerytury z nowego systemu są najsłabszym ogniwem polskich finansów. Wręcz przeciwnie — badania Janusza Jabłonowskiego dowodzą, że w długim terminie właśnie one najbardziej stabilizują finanse (dzięki temu, że jako jedni z nielicznych przeprowadziliśmy reformę emerytalną). Co więc odpowiada za gigantyczny dług ukryty?

— To ochrona zdrowia oraz system rentowy, w którym obniżono składkę i nie ma zależności między wpłaconymi składkami a otrzymywanymi świadczeniami. Tych systemów jest jeszcze kilka: system rolniczy, służb mundurowych, zabezpieczenia społecznego. Chcieliśmy zwrócić uwagę, że nie warto koncentrować się na systemie emerytalnym —wylicza Janusz Jabłonowski.

Drogie zdrowie

Zwraca uwagę na ochronę zdrowia, gdzie wartość świadczeń otrzymywanych przez obywateli jest znacznie większa niż wartość składek wpłaconych do systemu, które w tej chwili nie pozwalają na pokrycie kosztów leczenia.

— Im więcej starszych ludzi i im bardziej państwo będzie angażowało się w opiekę nad nimi, tym gorsza sytuacja w finansach i większa luka niestabilności — tłumaczy Janusz Jabłonowski.

A prognozy demograficzne nie napawają optymizmem: w nadchodzących latach będzie nas ubywać — do 2035 r. liczba ludności stopnieje według Głównego Urzędu Statystycznego poniżej 36 mln z 38 mln obecnie. Mniej też będzie osób, które na narastający dług będą pracować (z 24,6 mln osób w wieku 18-59/64 lata w 2035 r. zostanie 20,7 mln). Przybędzie natomiast o połowę ludzi starszych: kobiet powyżej 60. i mężczyzn powyżej 65. roku życia (zamiast 6,4 mln będzie 9,6 mln).

Sposobem na załatanie dziury w służbie zdrowia mogłoby być podniesienie składki.

— Miałaby do 2050 r. wzrosnąć prawie dwukrotnie, do blisko 16 proc. Gdyby jednostkowe koszty leczenia rosły szybciej, niż założyliśmy — do 20 proc. — mówi ekspert NBP.

Prawdopodobnie tym tropem pójdą państwa, szukając rozwiązania narastającego zadłużenia. Jak zauważa Marta Petka-Zagajewska, procesy demograficzne, które będą przybierały na sile, wymuszą na rządach działania polegające na zwiększaniu składek z jednej strony i zmniejszaniu wydatków państwa z drugiej.

— Chyba żadne państwo nie pozwoli sobie na brak reakcji — uważa ekonomistka.