— Bon energetyczny tak, mrożenie cen nie — tak na obecną strategię rządu w odniesieniu do cen energii reaguje Dariusz Bliźniak, menedżer Respect Energy, grupy obracającej energią elektryczną.
Podobne zdanie ma większość jego kolegów z branży. Mają dość rządowych interwencji w rynek energii, ale popierają wspieranie przez rząd najuboższych za pomocą bonów energetycznych. Tymczasem rząd postawił na jedno i drugie. We wtorek przyjął projekt ustawy w tej sprawie.
Polska mrozi najdłużej
Rządowe interwencje w ceny energii mają źródło w kryzysie energetycznym wywołanym przez rosyjski atak na Ukrainę. Polska, podobnie jak inne państwa Unii Europejskiej, chciała chronić odbiorców energii, indywidualnych i biznesowych, przed skutkami gwałtownego wzrostu cen. Zarządziła ich mrożenie, czyli ustaliła ceny maksymalne. Problem w tym, że robi to do dziś. Andrzej Modzelewski z E.ON, firmy sprzedającej prąd głównie na rynku w Warszawie, podkreśla, że Polska jest ostatnim krajem, który na taka skalę wciąż mrozi ceny dla odbiorców końcowych.
Sprzedawcy prądu debatowali na ten temat w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. W tym samym czasie rząd na wyjazdowym posiedzeniu przyjmował przepisy przedłużające ową zamrażarkę.
Jak z tego wyjść?
Rafał Gawin, szef Urzędu Regulacji Energetyki, uważa, że o ile interwencja kiedyś była konieczna, o tyle rząd nie powinien przedłużać jej w nieskończoność. Powinien jasno powiedzieć, kiedy i jak rynek z tego wyjdzie.
Janusz Moroz z E.ON dodaje, że przy zamrożonych cenach klienci nie mieli nawet okazji nauczyć się oszczędzania energii. Tymczasem sprzedawcy musieli zaangażować istotną część pracowników w drobiazgowe procedury rozliczania rekompensat, a to oznacza koszty.
Mariusz Caliński z fińskiej grupy Fortum przypomina, że jego firma jest w sporze z URE dotyczącym interpretacji dotychczasowych przepisów o cenach maksymalnych, co pokazuje, że wciąż trudno oszacować skutki rządowej interwencji.
— Mówimy o setkach milionów złotych, które trzeba zapłacić lub nie — podkreśla Mariusz Caliński.
Prowizorka to zło
Najsurowiej rządowe interwencje ocenia Dariusz Bliźniak. Był im przeciwny, uważa za niepotrzebne i wprowadzające bałagan na rynku. Przypomina, że miały mieć charakter prowizoryczny, a nie ma nic gorszego niż trwała prowizorka.
— Powinniśmy raczej myśleć o opracowaniu strategii na kolejne kryzysy, bo na pewno przyjdą. Ludzie w świecie pogłupieli, skaczą sobie do oczu, a my musimy być na to przygotowani — mówi Dariusz Bliźniak.
Piotr Zawistowski, szef Towarowej Giełdy Energii, też widzi ryzyko trwałej prowizorki. Przyznaje, że po zmianie politycznej należało trochę poczekać, aż nowe osoby obejmą funkcje i sytuacja, również kadrowa, się ustabilizuje. Teraz jednak należy działać i pomagać nie wszystkim po równo, ale jedynie tam, gdzie to potrzebne.
Alina Wołoszyn z KPMG dodaje, że prowizoryczne rozwiązania prawne utrudniają firmom planowanie, a inwestorów odstraszają od danej branży.
Cena niesie informację
Joanna Maćkowiak-Pandera, prezeska Forum Energii, cytuje wyliczenia wskazujące, że interwencja kosztowała już 70 mld zł, a te pieniądze można było lepiej wykorzystać.
— Forum Energii rekomendowało wprowadzenie bonu energetycznego, ale zamiast mrożenia cen, a nie oprócz mrożenia. Przecież cena to nośnik informacji, pozwala komunikować się z inwestorami — mówi Joanna Maćkowiak-Pandera.
Najlepiej z giełdy
Według Dariusza Bliźniaka przyszłość rynku energii to dążenie do elastyczności. Liczy też na dobrą kondycję TGE, by wyznaczana przez nią cena energii dobrze odzwierciedlała stan rynku. Janusz Moroz dodaje, że czeka na pełne urynkowienie sektora odbiorców biznesowych.
