Giełda Papierów Wartościowych, stojąca okrakiem na barykadzie między rynkami rozwijającymi się i rozwiniętymi, dołączyła w pewnym momencie do rozwijających się. Od początku roku indeksy w Turcji, Indiach czy Brazylii osuwają się, a powodem jest wysoka inflacja. Zdaje się, że nas też tak zaczęto klasyfikować, a do tego doszła planowana zmiana zasad działania OFE, co na pewien (krótki) czas może zniechęcić zagraniczny kapitał. W trakcie rewolucji libijskiej widać było jednak, że byki za wszelką cenę chcą ocalić na WIG20 trend boczny (2600-2800 pkt). Udało im się to, a na początku marca nasz rynek przeszedł metamorfozę. WIG20 szturmował górne ograniczenie kanału pięciomiesięcznego trendu bocznego. Najwyraźniej jakiś kapitał zawitał do nas z zagranicy. Mówiło się, że przechodziły do nas fundusze uciekające z Turcji.
Widać to było również na naszym rynku walutowym. Złoty bardzo niechętnie reagował na niepokoje wynikające nie tylko z arabskich rewolucji, ale i np. z obniżenia ratingu Grecji przez agencję ratingową Moody’s. Nawet to, że Rada Polityki Pieniężnej postanowiła nie zmieniać wysokości stóp procentowych, tylko chwilowo osłabiło naszą walutę. Wszyscy jednak wiedzą, że podwyżki nas wcześniej czy później czekają, więc takie osłabienie z powodu decyzji RPP było chwilowe. Problem w tym, że my przede wszystkim importujemy inflację (surowce, a głównie ropa, towary rolne). Podwyżka stóp nie zahamuje tego trendu, a jeśli inflacja będzie rosła, to gospodarce i akcjom w końcu musi zaszkodzić. l
