To, co Ministerstwo Energii dotychczas zapowiadało, właśnie zostało zapisane. W polskim miksie energetycznym, czyli strukturze produkcji energii w podziale na źródła, węgiel nadal ma stanowić większość. — Zakładamy, że do w 2030 r. udział węgla kamiennego i brunatnego będzie stanowił minimum 60 proc. — oświadczył wczoraj Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii odpowiedzialny za górnictwo.

Minimum, czyli ile?
Wiceminister ogłosił to po zakończeniu posiedzenia dwóch zespołów trójstronnych, zajmujących się węglem kamiennym i brunatnym. Konsultował z nimi założenia programu dla obu branż. Zespoły poparły jego propozycje, co — jak podkreśla minister — otwiera drogę do ustalenia miksu, a następnie całej polityki energetycznej. Sformułowanie „minimum 60 proc.” nie musi oznaczać rewolucyjnych zmian w stosunku do stanu obecnego. Dziś na węglu opiera się blisko 90 proc. krajowej energetyki. Ten udział na pewno będzie spadał, głównie ze względu na wyłączenia starych bloków, zamykanie kopalni i unijną politykę klimatyczną. Ale do ilu — nie wiadomo. Grzegorz Tobiszowski oświadczył wczoraj, że w 2030 r. w zwalniane przez węgiel miejsce wejdą odnawialne źródła energii i energetyka gazowa. W procentach prognozowanych udziałów nie przedstawił.
— To będzie przestrzeń dla morskich farm wiatrowych, klastrów, spółdzielni energetycznych i dla gazu — podkreślała wiceminister energii. W dalszej perspektywie, do 2050 r., Grzegorz Tobiszowski widzi też miejsce dla elektrowni atomowej.
— Atom nie koliduje z naszymi planami węglowymi — podkreślał wiceminister.
Ile kosztuje odkrywka?
Ta deklaracja skierowana jest prawdopodobnie do węglowych związków zawodowych, które krytycznie reagują na rządowe plany związane z wydaniem kilku lub kilkudziesięciu mld zł (szacunki zmieniają się dynamicznie) na budowę pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Węglowe związki wolą widzieć miliardy w węglu. Grzegorz Tobiszowski im to obiecuje, bo w programie dla węgla kamiennego zapisał inwestycje w zwiększenie wydobycia w Polskiej Grupie Górniczej, a w programiedla węgla brunatnego — inwestycje w nowe odkrywki w Złoczewie (projekt PGE) i w Ościsłowie (ZE PAK). Plan inwestowania w węgiel brunatny budzi kontrowersje, bo przeciwko odkrywkom są społeczności lokalne, ekolodzy, nieoczywista jest też gotowość np. PGE do ponoszenia potężnych kosztów.
— Nie zdecyduję się na szacowanie kosztów takiej inwestycji. Analizy zrobi PGE, ale mam od nich informacje, że kopalnia jest im potrzebna — przekonuje Grzegorz Tobiszowski. Wtórował mu Mariusz Orion Jędrysek, wiceminister środowiska i główny geolog kraju, który odpowiada za udzielani koncesji.
— To inwestycja na tak wiele lat, że trudno o precyzyjny szacunek kosztów — podkreślał Mariusz Orion Jędrysek.
Środowisko też ma plan
Główny geolog kraju też uczestniczył w węglowym spotkaniu, bo prezentował propozycję nowej polityki surowcowej. — W tej chwili jest opiniowana przez resort rozwoju. Gotowa będzie zapewne w ciągu trzech lat, kiedy zatwierdzi ją cały rząd, a może nawet parlament. Taki konsensus będzie miał kolosalne znaczenie, skoro dokument może wpłynąć np. na wartość nieruchomości zlokalizowanych w okolicach niektórych złóż — uważa Mariusz Orion Jędrysek.