Polska nie jest gotowa na euro

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2002-01-02 00:00

Wprowadzenie euro do obiegu w krajach unii walutowej spowodowało sporą nerwowość u zagranicznych partnerów NBP. Podgrzało jednocześnie atmosferę dyskusji o kosztach rozszerzenia Unii. Zdaniem Andrzeja Bratkowskiego, wiceprezesa NBP, zamieszanie nie potrwa jednak długo.

Zdaniem Andrzeja Bratkowskiego, Polska jeszcze nie jest przygotowana do wejścia do unii monetarnej i na pewno nie będzie gotowa przed upływem czterech lat.

— Może to nastąpić nie wcześniej niż dwa lata po wstąpieniu do UE. Na dziś nie jesteśmy przygotowani zwłaszcza w sferze fiskalnej. Poza tym deficyt budżetu znacznie przekracza kryteria z Maastricht. Nawet tak niska inflacja, jaką mamy obecnie, wciąż jest zbyt wysoka — przypomina wiceprezes NBP.

Uspakaja, że nie ma pośpiechu. Ważniejszy jest pełny obraz polskiej gospodarki w momencie rozszerzenia UE, a nie pośpieszna realizacja kryteriów konwergencji.

Okazuje się natomiast, że wprowadzenie euro skutkuje dużą nerwowością partnerów NBP.

— Ta operacja zmniejszyła otwartość naszych partnerów do dyskusji o różnych formach rozszerzania unii monetarnej, a także zrodziła więcej wątpliwości, jeśli chodzi o koszty rozszerzenia UE. To są jednak rzeczy tymczasowe. Poprawa powinna nastąpić dość szybko — uważa Andrzej Bratkowski.

Zdaniem wiceprezesa NBP, wprowadzenie euro będzie korzystne i dla firm, i dla polskich obywateli. Oznacza bowiem zmniejszenie kosztów transakcyjnych związanych z kontaktami z zagranicą.

— Spodziewam się korzystniejszych warunków finansowania zagranicznego — mówi Andrzej Bratkowski.

Dodaje, że proces wymiany walut na euro będzie oznaczał wzrost konkurencji. Wprawdzie w krótkim okresie ta operacja może nawet utrudnić warunki działania w związku z problemem dostosowania do nowych realiów, ale w średnim okresie da szansę na szybszy i bardziej efektywny rozwój gospodarczy.

— Jest kilka niedogodności bieżących, ale przede wszystkim trzeba pamiętać o korzyściach, jakie ta zmiana przyniesie w przyszłości — uważa wiceprezes NBP.

Największym problemem technicznym będzie uruchomienie systemu obrotu gotówkowego. Trzeba szybko wpompować w gospodarkę pieniądze.

— Taka operacja wiąże się z większą skłonnością do fałszowania banknotów, ponieważ nie są jeszcze powszechnie znane — ostrzega Andrzej Bratkowski.

Mimo zamiany walut dwunastu krajów na euro wiceprezes NBP uważa, że nadal walutą numer jeden na świecie pozostanie dolar. Jest to związane ze zdolnością obu obszarów walutowych do dostosowywania się do zmian na świecie.

— Gospodarka amerykańska jest bardziej elastyczna i to przesądza o jej sile. W krajach UE świadomość, że trzeba działać zgodnie z podstawowymi zasadami gospodarki rynkowej, dopiero się przebija. Unia ma też problemy w sferze decyzyjnej, które spowalniają procesy zmian ekonomicznych. Dlatego uważam, że dolar będzie walutą dominującą — uważa Andrzej Bratkowski.

Zaznacza jednak, że nie musi to oznaczać umacniania się dolara do euro.