No i stało się. Ministerstwo Gospodarki ogłosiło, że wycofuje się z zamiaru połączenia POT z PAIZ. Niestety, kolejne zwycięstwo koncepcji branżowej promocji Polski przedłuży jedynie funkcjonowanie kiepskiego obrazu naszego kraju w świecie. Charakterystyczne, że batalia toczy się o zewnętrzną reprezentację Polski. To losy zagranicznych placówek POT i finansowanie promocji zagranicznej są główną osią gniewu środowiska. Liderzy branży podstępnie wykorzystują środowisko samorządów do wzmocnienia obrazu klęski nowej koncepcji. Jak rozumiem, z punktu widzenia resortu gospodarki proponowane zmiany nie naruszają statutowej funkcji POT względem wsparcia dla struktur krajowych. Istotą zmian miała być możliwość innego kształtowania wizerunku Polski w świecie.
Tu nie chodzi o turystykę, w której Polska nigdy nie była i nie będzie potęgą na miarę przywoływanych w dyskusji Hiszpanii, Francji czy Węgier. Dyrektor Instytutu Turystyki, omawiając dane roku 2006 w turystyce, wskazał, że statystyczne 200 dolarów pozostawione przez cudzoziemca w Polsce (wynik najniższy w UE) to rezultat naszego siermiężnego wizerunku. Polska promuje turystykę wiejską, dla której zasadniczą treścią jest folklor. Tymczasem ponad połowa „turystów” to ludzie interesu — motywem ich przyjazdu nie są walory turystyczne. Ponad 70 proc. naszych przychodów w turystyce z taką dumą podkreślanych przez działaczy to przychody z gości biznesowych.
Rozwój turystyki jest więc funkcją wzrostu gospodarczego. Sukces naszego kraju w pozyskiwaniu inwestorów leży w interesie tych wszystkich, którzy protestują przeciw zmianie koncepcji promocji kraju. Potrzebna jest prezentacja Polski jako nowoczesnego, zmieniającego się szybko kraju, do którego przyjeżdżają nie tylko ornitolodzy i grotołazi. To wymaga nakładów znacząco przekraczających obecny budżet POT, ale też wysokiego profesjonalizmu wykonawców projektu. Dlaczego tylko ludzie środowiska mają mieć patent na realizację zawansowanego projektu? Myślę że ostatnie lata pokazały — także ludziom turystyki — jak mizerne są tego skutki. Przecież nikt nie uwierzy, że turystyczny sukces Krakowa czy Wrocławia to rezultat działań POT, jak przypisywało sobie poprzednie kierownictwo tej instytucji. Ponownie proponuję, być może nowym reprezentantom środowiska, rzeczową dyskusję o przyszłości promocji Polski, wolnej od modelu historycznego.
Maciej
Grelowski
przewodniczący rady głównej BCC