Polska poszła na kompromis

Mira Wszelaka
opublikowano: 2004-12-23 00:00

Podział Bałtyku, obcięte kwoty dorszy i śledzi — takie warunki zaakceptowali w Brukseli krajowi negocjatorzy.

To totalna porażka polskiej dyplomacji — tak warunki wczorajszego kompromisu komentują rozżaleni rybacy. Krajowi negocjatorzy zaakceptowali zarówno podział Bałtyku na wschodni i zachodni, obcięty limit do 12 tys. ton na połów dorszy i do 6 tys. ton na śledzie (na zachodnim Bałtyku). Dodatkowo kwota na dorsze w 2005 r. zostanie pomniejszona o nadwyżki złowione w 2003 r. Wydłużono także okres ochrony na ten gatunek ryb z dwóch do czterech i pół miesiąca. Teraz będzie on trwał od 15 maja do 30 września. Z połowów będą wyłączone głębie gdańska, bornholmska i gotlandzka.

— To czyste targi biurokratów z administracjami poszczególnych krajów. Obie strony nie mają pojęcia o rybołówstwie. Sam limit na dorsze, negocjowany z proponowanych przez Brukselę 21 do 39 tys. ton, ujawnia brak naukowych podstaw do ich określania. Nowe warunki będą nas kosztować od 75 do 100 mln zł. Rybakom poławiającym śledzie na zachodnim Bałtyku trudno będzie się utrzymać — twierdzi Marek Gzel, sekretarz Stowarzyszenia Armatorów Rybackich.

Negocjatorzy są zadowoleni.

— Chcieliśmy, żeby kwota połowowa dorszy dla Unii wyniosła nie mniej niż 40 tys. ton, a ustaliliśmy 39 tys. ton. Przy obowiązującym podziale jest to dla Polski prawie tyle, ile chcieliśmy, czyli niewiele mniej niż 12 tys. ton — twierdzi Andrzej Kowalski, wiceminister rolnictwa.

Na razie ze względu na sztorm rybacy nie będą protestować.

— Liczymy na to, że w rozporządzeniu znajdzie się aneks o tymczasowym charakterze postanowień dotyczący tylko 2005 r. Wtedy do sprawy powrócimy — mówi Marek Gzel.