Polska przestała być mekką inwestorów

Krzysztof Maciejewski
20-05-2002, 00:00

Wielkość inwestycji motoryzacyjnych w Polsce spada od wielu miesięcy. Może to oznaczać początek niebezpiecznej epidemii.

W ubiegłym roku zagraniczne inwestycje bezpośrednie w Polsce spadły do 7,15 mld USD, a więc blisko o jedną trzecią w porównaniu z 2000 rokiem. Spadek ten jest zaledwie jednym z syndromów grożącej Polsce epidemii. Szczególnie niepokoi brak zainteresowania Polską przedstawicieli tych branż, które jeszcze niedawno były swoistymi symbolami atrakcyjności naszego kraju. Jedną z nich jest motoryzacja.

Na medalowych miejscach rankingu największych inwestorów znajdziemy aż dwóch reprezentantów sektora motoryzacyjnego — włoskiego Fiata i koreańskie Daewoo, którzy zajmują — odpowiednio — drugie i trzecie miejsce. W latach 90. pierwsza z wymienionych firm ulokowała w naszym kraju ponad 1,5 mld USD. Niewiele mniej zainwestowali Koreańczycy — 1,42 mld USD. Ogółem firmy związane z motoryzacją wniosły do Polski kapitał wysokości 5,4 mld USD, co stanowi prawie 10 proc. całkowitej wartości zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Od pewnego czasu jednak strumyk pieniędzy z zagranicy już nie płynie — zaledwie się sączy. Inwestycyjne deklaracje już obecnych na polskim rynku koncernów także nie napawają optymizmem. Ich plany przewidują wydanie w najbliższych latach około 313 mln USD, co stanowi tylko 5,8 proc. zainwestowanej do tej pory kwoty.

Spadek zainteresowania koncernów motoryzacyjnych Polską ma wiele przyczyn.

— Firmy motoryzacyjne traktowały Polskę jako przyczółek, dzięki któremu miały zdobyć lukratywne rynki wschodnie — uważa Zygmunt Janiec, dyrektor generalny Izby Przemysłowo-Handlowej Inwestorów Zagranicznych.

Jednak sytuacja w Rosji uległa zmianie i tamtejszy rynek otworzył się. Gdy więc pojawiła się szansa bezpośrednich inwestycji za naszą wschodnią granicą, atrakcyjność Polski znacznie zmalała. Ale nie jest to wcale jedyna przyczyna stagnacji.

Antoni Styrczula, szef Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych, uważa, że przyczyną zastoju była nie tylko zła sytuacja na rynkach światowych, ale również bariery biurokratyczne stawiane w Polsce przedstawicielom zagranicznego kapitału. Również Wojciech Drzewiecki, szef firmy Samar, która analizuje polski rynek samochodowy, twierdzi, że to nadmierny formalizm jest odpowiedzialny za spadek inwestycji motoryzacyjnych.

— Polska biurokracja przeraża zagranicznych inwestorów, zwłaszcza tych, którzy mają lepsze doświadczenia zdobyte w innych krajach — przychyla się do tej opinii Zygmunt Janiec.

Zagraniczny inwestor, który chce w Polsce ulokować swój kapitał, musi przygotować się na prawdziwy bieg z przeszkodami. Wiadomo, ile trwa sama rejestracja firmy oraz załatwianie różnych formalności w urzędach centralnych i samorządowych.

Największą bolączką pozostaje jednak brak dostosowanej do unijnych przepisów ustawy o wspieraniu inwestycji. Polska jest jednym z ostatnich krajów regionu, który opracował projekt ustawy o finansowaniu inwestycji. W tej chwili pracuje nad nim Sejm.

Zdaniem dyrektora Jańca, rząd powinien wreszcie przygotować strategię inwestycyjnego rozwoju.

— Moglibyśmy, podobnie jak Czesi, skorzystać z wzorców irlandzkich — tłumaczy dyrektor IPHIZ.

CzechInvest, czeski odpowiednik PAIZ, odnosi duże sukcesy, z których najgłośniejszym było bez wątpienia pozyskanie Toyoty. Tymczasem w PAIZ trwa reorganizacja, ale żadnych konkretnych propozycji na razie nie ma. Wiadomo tylko, że planowana jest zmiana nazwy.

Karty w inwestycyjnej rozgrywce wciąż jeszcze są rozdawane. Ale pozostaje coraz mniej czasu.

Stracone szanse motoryzacji

Walka o inwestora ma swoje lepsze i gorsze odsłony. Od pewnego czasu — niestety — te ostatnie przeważają. Najbardziej dotkliwą porażką jest bez wątpienia sprawa Toyoty. Japończycy szukali miejsca, gdzie miała stanąć fabryka samochodów i wahali się między Polską a Czechami. Ostatecznie Dąbrowa Górnicza musiała ustąpić pola czeskiemu Kolinowi. Toyota zainwestuje tam około 1,5 mld EUR, a pracę znajdzie ponad 3 tys. ludzi.

Ta gorzka pigułka na razie nie dała żadnych efektów. Polska powoli przestaje być konkurencyjna w dyscyplinie, którą można określić jako średniodystansowy wyścig w przyciąganiu inwestorów. Dowodzą tego niestety także statystyki. Chociaż w liczbach bezwzględnych nadal przodujemy, to dane w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyglądają znacznie mniej optymistycznie. Wyprzedzają nas nie tylko Czechy i Węgry, ale nawet Estonia, Słowenia i Łotwa.

Jeżeli przeliczymy inwestycje motoryzacyjne w Czechach od początku lat 90., to okaże się, że motokon

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Maciejewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Polska przestała być mekką inwestorów