Polska reklama konserwatyzmem stoi

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2014-04-29 00:00

Epatowanie „gołą babą” postrzegane jest w naszym środowisku jako droga na skróty, która często prowadzi w chaszcze — mówi Roman Jędrkowiak.

WYWIAD Z ROMANEM JĘDRKOWIAKIEM, TWÓRCĄ WIELU KAMPANII REKLAMOWYCH I SZEFEM BUTIKU ADHD WARSAW

Puls Biznesu: Zakładam, że jako przedstawiciel „tych złych”, czyli z reklamy, będzie pan bronił środowisko w kwestii roznegliżowanych kobiet na billboardach.

Roman Jędrkowiak*: Lubimy się zajmować ideologią, obyczajowością, zamiast wziąć się za robotę nad esencją państwa, której naprawienie pchnęłoby Polskę do przodu. Kwestia nagości w reklamie to nie temat pierwszorzędny.

Rzecznik Praw Obywatelskich być może nie jest tylko od kluczowych dla Polski projektów. Poza tym Ewa Lipowicz uzasadnia, że dostaje wiele listów i skarg w sprawie niemoralnych reklam w przestrzeni publicznej.

Wie pan co? Ja też mam dosyć skąpo odzianych dziewczyn wyzierających z wielkiej siatki reklamowej w centrach naszych miast. Ale podobnym odruchem — wymiotnym — reaguję na kolejną promocję tostera czy pomarańczy, które koniecznie muszą być wybite na billboardach rozsianych nawet po najcichszych zakątkach miast. Ten reklamowy śmietnik nadaje się do zbadania i uporządkowania. Całościowo.

Z tego śmietnika outdoorowego nieobyczajnie ubrane, uprzedmiotowione kobiety wybijają się jednak najmocniej.

Wybijają się, ale niech pan spojrzy na kampanie reklamowenajwiększych marek w Polsce. Są przebadane do szpiku kości, stonowane, wręcz zachowawcze. Nudne. O prowokacjach golizną nie ma mowy. Polscy marketerzy są dość konserwatywni, wiedzą, że to, co przechodzi i być może działa na Zachodzie, nad Wisłą wzbudzi co najwyżej niesmak. Epatowanie „gołą babą” postrzegane jest w naszym środowisku jako droga na skróty, która w opinii większości prowadzi w chaszcze. Chyba że mówimy o reklamie bikini.

Nie trzeba was — marketingowców — przycinać, kontrolować, karać?

Obostrzenia prawne nic nie dadzą, wolny rynek zawsze jest sprytniejszy, jak będzie chciał poświecić golizną, to poświeci. A np. branżowa Rada Etyki Reklamy wyłapuje skrajne przypadki. Wie pan, co trzeba przycinać? Ten natłok reklam w przestrzeni publicznej. Tu kalkulacja jest prosta: 99 proc. z nas tego bałaganu nie lubi, ale on jest, bo zarabia na nim pozostały 1 proc. Może pani rzecznik weźmie to na celownik?

*twórca wielu kampanii reklamowych i szef butiku ADHD Warsaw