Ostatnie dwie dekady to okres, w którym polska gospodarka importowała kapitał. Żeby inwestować i rozwijać się, nasze firmy i rząd musiały mocno zadłużać się u zagranicznych inwestorów. Dług zewnętrzny Polski — czyli dług publiczny i dług sektora prywatnego wobec podmiotów z innych państw — urósł w tym czasie o 72 proc. PKB. To był jeden z najwyższych wskaźników w regionie i nie przynosił nam chluby na świecie.




— Przez długie lata to była pięta achillesowa polskiej gospodarki. Byliśmy mocno uzależnieni od zagranicznego kapitału. To uzależnienie, zwłaszcza pod koniec minionej dekady, rosło. Taka sytuacja budziła np. zaniepokojenie agencji ratingowych — tłumaczy Piotr Bujak, ekonomista PKO BP.
Ostatnio jednak Polska zaczęła korygować tę wadę. W 2012 r. zadłużenie zagraniczne wreszcie lekko spadło (do 70 proc.), a w 2013 r. ta pozytywna tendencja była kontynuowana — dług spadł do 699 proc. A to dopiero początek. Według prognoz EY i Oxford Economics, do 2018 r. zagraniczne zadłużenie spadnie nam o 7 pkt proc.
Wejście w pełnoletniość
Co sprawiło, że Polska przestała zwiększać dług zagraniczny, a zaczęła go spłacać? Przyczyn jest kilka, ale głównym powodem wydaje się fakt, że polska gospodarka po prostu dojrzewa. Doszliśmy już do takiego etapu rozwoju, w którym nie musimy importować kapitału z zagranicy. Zaczęły nam wystarczać krajowe zasoby.
— Przez pierwsze dwie dekady transformacji polska gospodarka zmagała się z problemem chronicznego niedoboru krajowego kapitału. Obecnie potencjał eksportowy naszej gospodarki jest już tak duży, że własny kapitał zaczął nam wystarczać — wyjaśnia Piotr Bujak.
Tę fundamentalną przemianę widać też w danych o bilansie płatniczym. Przez ponad dwie dekady od początków transformacji mieliśmy stale duży deficyt na rachunku obrotów bieżących, co oznaczało, że zdecydowanie więcej kapitału napływało do Polski, niż stąd wychodziło. Od około roku ten deficyt znacznie stopniał, a nawet czasem wychodzimy na plus. Co więcej, w handlu zagranicznym zaczęliśmy odnotowywać w końcu trwale nadwyżki. To znaczy, że nasza gospodarka więcej wytwarza, niż sama konsumuje, więc nie musi się zadłużać na zewnątrz, żeby sfinansować własne potrzeby.
— Nasza gospodarka pod względem przepływów kapitałowych zbliża się do równowagi. Kapitał odpływa z Polski już właściwie tylko w bilansie dochodów, czyli zagraniczne firmy wypłacają sobie dywidendy od wpompowanych wcześniej w naszą gospodarkę pieniędzy. To jednak naturalne, że czerpią teraz zyski z dwóch dekad inwestycji — mówi Piotr Bujak.
Nowe warunki
Ponadto, zdaniem Marcina Mroza, głównego ekonomisty Grupy Copernicus, spadające zadłużenie zagraniczne polskiej gospodarki to skutek rosnącej wiarygodności polskiego państwa na rynkach długu.
— Polskiemu rządowi jest coraz łatwiej pozyskiwać krajowe finansowanie, w krajowej walucie. Nie musimy robić droższych i bardziej ryzykownych emisji obligacji na zagranicznych rynkach — przekonuje Marcin Mróz.
Zdaniem Piotra Pękały, ekonomisty EY, są jednak jeszcze dwa czynniki, które będą obniżać nam zagraniczne zadłużenie. Po pierwsze, zagraniczny kapitał może być coraz trudniej dostępny, więc będzie zmniejszać się zagraniczny dług publiczny.
— Rynki zaczęły już wyceniać podwyżki stóp procentowych w USA. To znaczy, że inwestowanie pieniędzy w Stanach będzie coraz bardziej opłacalne, a więc relatywna atrakcyjność Polski będzie się zmniejszać. Co więcej, poprawia się ocena ryzyka krajów peryferyjnych strefy euro, dla których Polska stanowiła w ostatnich latach ciekawą alternatywę— twierdzi Piotr Pękała. Po drugie, będzie zmniejszać się zadłużenie zagraniczne polskich banków, bo ich klienci będą słacać kredyty walutowe. — Zaostrzenie regulacji Komisji Nadzoru Finansowego ograniczyło skalę udzielania przez banki kredytów hipotecznych denominowanych w obcych walutach, a nowa rekomendacja komisji właściwie wyeliminujeten produkt z polskiego rynku — tłumaczy Piotr Pękała.
Koniec życia na kredyt
Spadek zagranicznego zadłużenia oznacza, że polska gospodarka staje się makroekonomicznie nieco bardziej bezpieczna. Robimy się mniej uzależnieni od wstrząsów w globalnej gospodarce — im niższy dług zagraniczny, tym mniej groźne są dla nas ewentualne zawirowania kursu złotego czy tąpnięcia na globalnym rynku długu.
— To duży sukces polskiej gospodarki. Dość wcześnie udaje nam się zejść z drogi, którą poszło wcześniej wiele innych gospodarek wschodzących, np. Grecja czy Argentyna. Stale, przez długi czas pożyczały kapitał za granicą, aż wpadły w spiralę zadłużenia i stały się niewypłacalne — mówi Piotr Bujak.
Wygląda na to, że my tego błędu nie popełnimy — pożyczany przez dwie dekady kapitał dobrze wykorzystaliśmy.
— Zbudowaliśmy za te pieniądze sprawnie działającą machinę eksportową, dzięki której zaczynamy odnotowywać nadwyżki handlowe. Z wypracowanych w ten sposób zysków spłacamy zaciągany przez dwie dekady dług wobec zagranicy — mówi Piotr Bujak.
JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 26 lutego 2014 r.
TRZECI ELEMENT: O pozytywnych przemianach, jakich doświadcza polska gospodarka, pisaliśmy już wielokrotnie. Dotychczas jednak było to widać głównie w danych o handlu zagranicznym i przepływach kapitałowych. Teraz do tego obrazka dołącza zadłużenie zagraniczne.