Polska w czołówce postępu

ET
opublikowano: 2009-11-30 10:35

Lubimy sobie wszystko obrzydzać, taka już nasza uroda. Ale mamy podstawy do optymizmu – przekonują najwięksi polscy biznesmeni: Leszek Czarnecki, Janusz Filipiak, Andrzej Czernecki.

Roman Młodkowski, TVN CSBC Biznes, moderator
Jaki jest świat rok po rozpoczęciu kryzysu?

Marcin Piątkowski, starszy ekonomista Banku Światowego
 Jest na pewno wiele lepiej niż można było się spodziewać na początku roku,. Wydawało się wówczas, że gospodarka wpadnie w głęboki dół, z którego długo nie wyjdzie. Teraz wydaje się, że sytuacja jest całkiem dobra, ale jest zdecydowanie za wcześnie żeby być optymistą. Największym zagrożeniem jest to, że wzrost gospodarczy, czy coraz wolniejszy spadek, ma bardzo niestabilne fundamenty. Trzy czynniki, które ciągnął wzrost są bowiem przejściowe:
- wydatki budżetowe – państwa od czasu wojny nigdy tyle nie wydawały. One muszą się skończyć. Może nie w 2010 r., ale kraje będą musiały zacząć zaciskać pasa.
- najniższe stopy we wszystkich gospodarkach świata,. To też będzie musiało się skończyć, bo nie można cały czas pompować pieniędzy w gospodarkę nie obawiając się inflacji
- gospodarce pomaga to, że giełda odreagowała, że ceny surowców są jak sprzed kryzysu. Sytuacja może się jednak zmienić, co pokazuje sytuacja funduszu inwestycyjnego z Dubaju, któremu grozi niewypłacalność.
Sektor finansowy to ostatni czynnik. Nie w Polsce, ale na świecie jest w bardzo niestabilnej sytuacji. Straty banków w USA, Europie Zachodniej i w Polsce będą rosnąć, bo będzie rosnąć bezrobocie, zmniejszy się siła nabywcza, a to przełoży się na kondycję przedsiębiorstw.

Jaka sytuacja jest na zagranicznych rynkach?

Janusz Filipiak, prezes Comarchu
Ostatnio najwięcej czasu spędzam w Niemczech. Może nie jesteśmy dużą, miedzy narodową korporacją, ale firmą 500-osobową, ale możemy przyglądać się jak wyglądają firmy niemieckie. Otóż podlegają one dużej restrukturyzacji. Zatem nie należy oczekiwać, że rok 2010 będzie rokiem wzrostu gospodarczego. To będzie rok porządkowania gospodarki niemieckiej. Niemcy robią w tym kierunku bardzo konkretne kroki, są duże redukcje w przemyśle jest duża odpowiedzialność tego narodu. Myśmy zredukowali zatrudnienie o 50 osób, tylko trzy z nich złożyły odwołanie do sądu, reszta przyjęła wypowiedzenia. Rząd niemiecki wprowadza regulacje, o których np. Francuzi tylko mówią. Jeśli chodzi zarządy spółek i rady nadzorcze: nie może być programów opcyjnych krótszych niż 4 lata oraz, że opcji na akcje nie mogą dostać rady nadzorcze. Zarządy nie mogą mieć terminów rozliczenia premii krótszych juz trzy lata. Czyli widać, że zmierza to do ukrócenia takich praktyk, gdy duże firmy tworzyły wynik papierowy, zarząd brał premię i znikał.
Zmiany jednak jeszcze potrwają., gospodarka jest ociężała, prawo pracy nie jest liberalne, jest socjalne, korzystne dla pracownika. Ciekawostką jest, że nie można zwolnić pracownika dobrego, młodego, ale kawalera, jednak ktoś może być kiepskim pracownikiem, co jest udokumentowane, ale jeśli ma rodzinę, żonę, dzieci, to zwolnić go nie można.
Skala mikro jaką ja się zajmuję, wskazuje, że restrukturyzacja firm niemieckich jeszcze trochę potrwa. Dla nas miarodajne są analizy Gartnera, z których wynika, że priorytetem dla prezesów korporacji, tak odpowiedziało 68 proc. z nich, jest cięcie kosztów. Zatem nie ma co oczekiwać na rynku dóbr inwestycyjnych dużego ożywienia

Andrzej Czernecki, prezes HTL Strefa
Rząd Tuska chciał żebyśmy w miarę szybko weszli do strefy euro. To, że nie weszliśmy, dla eksporterów na początku roku było błogosławieństwem, bo koszty Polsce były dużo niższe i zagraniczne rynki stały się dla nich atrakcyjne. Ale wahania kursów złotego są przekleństwem jeśli chodzi o planowanie biznesu. Gdy złoty się gwałtownie umocni, to wbrew temu co sądzą niektóre media, że jest nam fantastycznie, to nam jest bardzo niedobrze. W związku z tym, sądzę, że z punktu widzenia eksporterów priorytet numer to cięcie kosztów i staranie się o to by być jak najbardziej konkurencyjnym. Jeżeli miałbym wolne pieniądze to przede wszystkim przeznaczyłbym je na zwiększenie produktywności, po drugie: przeznaczył pieniądze, żeby spełnić życzenia klientów, bo ważne jest to żeby nie stracić rynku. Po trzecie nie inwestowałbym w przyszłym rok w nowy pomysł, który jest w jakikolwiek sposób ryzykowny, tylko bym akumulował pieniądze, żeby zobaczyć co się będzie działo i dopiero w połowie roku podejmował decyzje.

Leszek Czarnecki, główny akcjonariusz Getin Holding
Komentarz do źródeł kryzysu i niestabilnych fundamentów ożywienia. Jednym  z głównych powodów tak wielkiej skali kryzysu i wydatków budżetowych był pewien zapis wprowadzony w regulacjach bankowych, nazywany potocznie Bazylea II, który mówi, że bank powinien w swoich bilansach wyceniać aktywa według ceny rynkowej, czyli po cenie po jakiej mogą je sprzedać. Zapis jak najbardziej logiczny, niemniej nikt się nie spodziewał, że w warunkach dostatecznie dużej bańki rynki mogą się tak przerazić, że rynek może w skali globalnej zniknąć, może zniknąć na bardzo powszechne obligacje, bardzo powszechne papiery, generalnie na wszystkie aktywa i powstanie sytuacja, że nikt nie będzie nic kupować.  Sytuacja nieprawdopodobna. Co to oznaczało w bilansach wszystkich banków i instytucji finansowych, ubezpieczalni, funduszy inwestycyjnych, otóż one zgodnie z Bazyleą muszą wszystkie te aktywa spisać na straty, ponieważ nie mogą ich sprzedać. To powodowało gigantyczne, niewiarygodne straty finansowe i konieczność natychmiastowego dofinansowania, nacjonalizacji bądź ogłaszania bankructwa. Niespecjalnie to miało wielki związek z ich rzeczywistymi stratami, bo trudno przypuszczać, że rynek nigdy się nie odbuduje i że aktywów nie  będzie można sprzedać. To jest przyczyną dlaczego tak dużo banków notuje wspaniałe wyniki, bo rynek znowu się pojawił, zaczęto aktywa wyceniać powyżej zera. Dlaczego o tym mówię? Bo znaczna część tej pomocy państwa w znacznym stopniu do budżetów wróci bądź już wróciła. Oczywiście  na pewno będziemy mieli do czynienia z bardzo silnym impulsem inflacyjnym, bo znaczna część tych strat była, ale ja nie wiem czy to było 2o -25 proc., a może tylko 15, co i tak w globalnych kwotach daje gigantyczną stratę, bo jeżeli ilość wpompowanego w sektor pieniądza wnosi kilka bilionów dolarów, to nawet te 20 proc, daje kwotę kilkuset miliardów dolarów, ale niemniej nie jest to Az tak duża suma jakby się wydawało. W związku z tym nie do końca zgodziłbym się, że fundamenty ożywienia są tak kruche i niespecjalnie wierze w drugą falę kryzysu. Odnośnie stabilności kursu złotego do euro: w sektorze finansowym w regionie ponad 50 proc. aktywów finansowych w regionie, i to tych długich, czyli kredytów hipotecznych mamy denominowane czy to we frankach czy euro, czy dolarach. Przy tak niestabilnym kursie i wahaniach jest przekleństwem i naprawdę chwilami wręcz niemożliwością planowanie rozsądnego budżetu na przyszły roku. Banki muszą planować ogromy budżet rezerwy na potencjalne wahania kursu co niewątpliwie nie ułatwia i na pewno będzie czynnikiem hamulcowym.

O ile wzrośnie PKB w 2010 r.?

Łukasz Zalicki, partner w Ernst&Young
Nie jestem makroekonomistą, ale jestem optymistą – co najmniej 1,5

Janusz Filipiak
1,5

Jacek Siwicki z Enterprise Investors
Ja jestem optymistą, ale obstawiałbym 2-3

Andrzej Czernecki
Nie mam danych, nie ma sensu zgadywać

Leszek Czarnecki
Minimum 1 proc, więcej niż w tym roku

Marcin Piątkowski
2,0, ale są szanse, ze będzie szybciej.

Jak przygotowywać budżet na 2010 r.: ciąć koszty i poprawiać produktywność, czy można sobie pozwolić na nieco swobodniejsze wydatki?

Andrzej Czernecki
Ja myślę, że w tej sytuacji szczególnie trzeba ciąć, bo nie wiemy gdzie będziemy za rok. Sadzę że ten kto będzie miał konkurencyjność cenową i dobry produkt będzie wygrywał. A ten kto będzie oczekiwał, że klientów przyniesie mu Mikołaj z nieba może się w przyszłym roku ciężko sparzyć.

Łukasz Zalicki
Nie sposób nie wspomnieć jeszcze o jednej specyfice tego roku. Przypomnijmy sobie początek 2009 r.: problemy z dostępnością kredytów, problemy na rynku walutowym i słynne opcje, perspektywa spadku eksportu. Było wiele predykcji, które mówiły, że będziemy mieli do czynienia z wieloma bankructwami. Mamy natomiast listopad i jak widać bankructw nie było. Zdarzyły się, ale relatywnie nie było wiele takich przypadków. Część z nich nie wynikała z trudniejszego rynku, ale z tego, że metody finansowania były zbyt agresywne. Przedsiębiorcy przyjmowali agresywny model wzrostu, finansując go krótkim, łatwo dostępnym kredytem, nie do końca dopasowanym do profilu aktywów. To pokazuje, że przedsiębiorstwa świetnie sobie poradziły i sądzę, że rok 2010 będzie dla nich znacznie łatwiejszy. Oczywiście droga jest wyboista, ale z dużo większym komfortem można planować niż w rok temu.

Jacek Siwicki
Ja się dziwie, że nie mówimy jeszcze o naszym cichym bohaterze walki z kryzysem: o polskim konsumencie. Tak naprawdę mamy dwóch bohaterów, na których oparta jest duża część wzrostu gospodarczego. Jeden to przedsiębiorca-eksporter, drugim konsument, który  parł do sklepu i wydawał tam pieniądze.

Według ostatnich danych sprzedaż detaliczna wzrosła tylko o 2,1 proc.

Łukasz Zalicki
Ale gdyby powiedzieć europejskiemu czy amerykańskiemu detaliście, że u nas jest beznadziejne dwa procent to on by zemdlał, bo u nich jest minus ileś tam. Mnie się zdaje, że powinniśmy stawiać na to, że nasz konsument zachowa się w sposób patriotyczny i nadal będzie się przyczyniać do wzrostu. Boże daj żeby dalej pieniądze wydawał, bo to nam pozwoli utrzymać wzrost gospodarczy w przyszłym roku.

Marcin Piątkowski
Można być optymistą. Światowa gospodarka przeżyła odpowiednik zawału serca. Jak się okazało, udało się, reanimacja przyniosła wielki sukces. Nikt nie spodziewał się, że rządy i banki centralne tak łatwo poradzą sobie z kryzysem, który mógł być tak wielki jak wielka depresja. Z tego punktu widzenia można być zadowolony. Z drugiej strony, gdyby przed rokiem ktoś powiedział, że mamy się cieszyć się z 2 proc. to sprawa wygląda inaczej.  Przecież to jest pełzający wzrost. Polskie doświadczenia pokazują, że przy tempie 2-3 proc. cały czas rośnie bezrobocie, spada realna siła nabywcza. Zresztą, biorąc pod uwagę inflację,  realnie już wydają mniej. W przyszłym roku nie będzie dodatkowych stymulantów konsumpcji, jak obniżki podatków. Poza tym wcześniej czy później czeka nas podwyżka stóp procentowych i może podatków. Nie chce żeby to było takie pesymistyczne, ale chcę pokazać że nie ma powodów do hurra optymizmu.

Andrzej Czernecki
Ja się z tym nie zgadzam. Przede wszystkim to że u nas konsumpcja nie tylko nie zmalała, ale wzrosła, to niewątpliwie zasługa zachęt podatkowych. Ale musimy się zgodzić, że nastrój strachu kreowany przez zagranicę, media, opozycję, spowodował, że ludzie nie wydali wszystkich pieniędzy. A mimo wszystko konsumpcja wzrosła. Ten strach, który spowodował ograniczenia wydatków w przyszłym roku będzie znacznie mniejszy. Pan wspomniał o inflacji, ale również proszę nie mówić, że nie będzie wzrostu płac w Polsce, bo on jest immanentny, generyczny. W związku z tym inflacja zostanie skompensowana przez wzrost płac, o ile on nie będzie wyższy jak to zwykle bywało. Ja bym się nie bał o konsumpcję, bo nie widzę fundamentalnych powodów.

A czy będzie Pan w stanie dać pracownikom podwyżki?

Andrzej Czernecki
To nie jest kwestia w stanie bądź nie. Jeśli ja chcę utrzymać pracowników, muszę dać im dobre pensje.

Kto z Panów będzie w tym roku zatrudniał?

Wszystkie ręce w górze

Kto będzie dawał podwyżki?

Wszystkie ręce w górze

Leszek Czarnecki
Jestem przekonany, że w przyszłym roku będziemy mieli lepsze wyniki niż w tym w związku z tym płace będą lepsze. Co do braku obaw o sprzedaż. Musimy pamiętać, że jeśli sprzedaż nie zmalała, to podaż kredytu spadła niemal o połowę. Kredyty zaczynają szeroką ławą wracać na rynek i w przyszłym roku będzie ich zdecydowanie więcej. To dlaczego sprzedaż ma spaść?

Jacek Siwicki
Będzie się zmieniała struktura zatrudnienia. Jeśli chcemy utrzymać dobrych pracowników musimy dać im podwyżki. Zwolnionych zastępujemy pracownikami czasowymi. Już kilkadziesiąt procent pracowników zatrudnieni są na określony czas. Pojawiają się w okresie nasilenia produkcji. Ta polaryzacja będzie odczuwalna. Jest pytanie psychologicznej natury: jeśli pracownik czasowy będzie miał przekonanie, że za kilka miesięcy do pracy wróci, to czy on powstrzyma się przed wydatkami.

Łukasz Zalicki
Zatrudnienie w Polsce spadło relatywnie niewiele w stosunku do reszty Europy i do spowolnienia lat 2001-03. Można więc oczekiwać, że popyt powinien zostać zachowany. Po drugie, jeśli utrzymamy dobrą predykcję dla gospodarki, przy dobrej strukturze kosztowej, przy zdolnościach kadry menedżerskiej, powinniśmy być dobrym miejscem lokowania oszczędności. Wielkie koncerny zwalniały w innych krajach, Polsce do wielkich zwolnień nie doszło. Relatywne nasze zakłady, koszty były atrakcyjne.

General Motors właśnie zapowiedział zwolnienie 9 tys. osób w Europie. Pytanie czy obejmą one również Polskę?

Łukasz Zalicki
Ale do tej pory w Polsce zwolnień nie było. Konkurencyjność gospodarski, wykształconych ludzi, popyt rynku wewnętrznego, dają podstawy, żeby sądzić, że będziemy miejscem lokowania oszczędności.

Jacek Siwicki
Nie wpadnijmy w skrajny pesymizm. W moim biurze pracują Węgrzy, Słowacy i Rumuni. Gdy oni słyszą, że mamy ledwie 2 proc. wzrostu, a u nich jest minus 5, 8, Europa cofa się o 4 proc., a my się martwimy, bo ledwie jesteśmy i 2 proc. do przodu, to nie potrafią tego zrozumieć. To jest nasza przywara, że lubimy sobie wszystko obrzydzić, ale my naprawdę jesteśmy w czołówce postępu i z tego należy się cieszyć.

Leszek Czarnecki
Podam inny przykład. O ile łącznie w naszej grupie na Białorusi, w Rosji na Ukrainie zwolniliśmy około 500 osób, to w  tym samym czasie zatrudnienie w moich spółkach w Polsce wzrosło prawie 600 osób. To nie jest tak, że mamy brak skłonności do zwalniania tylko w Polsce niespecjalnie jest to potrzebne

Andrzej Czernecki
Mam jedno pytanie do Leszka. My jako przedsiębiorcy nierzadko, albo w ogromnej większości, żeby utrzymać wzrost musimy podpierać się kredytami. W  sytuacji możliwej inflacji, nie wiadomo jak szybkiej i jak głębokiej, czy powinniśmy brać kredyty, czy wstrzymać się. To, jest wielkie ryzyko, że bierze się kredyt przy niskim oprocentowaniu, a potem łup dostaje się w głowę wysokimi odsetkami i nie będzie wiadomo jak to spłacić.

Leszek Czarnecki
To nie jest kwestia czy brać kredyty, to jest kwestia sposobu finansowana inwestycji, to jest kwestia, czy inwestować czy nie. Jeżeli ktoś sobie zada pytanie, czy w dany projekt inwestować swoje prywatne pieniądze, pożyczone od rodziców i jest przekonany, że na tym zarobi to jest w zasadzie drugorzędne, czy to są pieniądze moje, moich rodziców, czy pożyczone z banku. Jeśli więc sam sobie odpowiedziałem na pytanie, czy warto zainwestować, to warto wziąć kredyt.

Andrzej Czernecki
Ja rozumiem, ale mnie chodzi o inną rzecz: można zainwestować dziś, albo odłożyć decyzję. Co mamy robić: inwestować ryzykując, że inflacja wyskoczy czy poczekać.

Leszek Czarnecki
Moje zdanie jest takie: mamy ogromny kryzys zaufania, bo moim zdaniem kryzysu nie ma, jest spowolnienie, i to powoduje, że, obecnie trochę mniej, bo Polska się odbija od innych krajów, ale wciąż jest ogromna, nieprawdopodobna obawa zagranicznych inwestorów przed lokowaniem w Polsce, a już w sektorze finansowym to w ogóle, bo im nie wolno, w znaczniej mierze muszą się wycofywać. Wydaje się, że mamy niezwykłe okno i niezwykłą możliwość inwestycyjną, żeby w tym czasie zwiększyć udziały w rynku, wejść w nowy biznes, praktycznie bez, albo przy bardzo obniżonej zagranicznej konkurencji. I to za rok za dwa się zmieni.

Jacek Siwicki
Proszę pamiętać o cyklu inwestycyjnym. Jeżeli cykl jest 12-, 18-, 24-miesięczny to moim zdaniem ryzyko jest większe, że się przegapi okazję. Jeżeli dzisiaj nie zaczniemy inwestować, a rzeczywiście około 2011-12 r.  będzie porządne odbicie gospodarcze to nie damy rady.

Janusz Filipak
Z naszych obserwacji za granicą, a przeprowadziliśmy akwizycję w Niemczech, przymierzamy się do akwizycji we Francji, działamy w wielu krajach, sytuacja polskich przedsiębiorców jest inna niż krajów zawansowanych. Ogólnie rzecz biorąc, zarówno firmy jak i ludzie są o wiele mniej zadłużone. Z tego może wynikać przewaga Polski. Ja jestem bardzo ostrożny jeśli chodzi o wzrost PKB w przyszłym roku, jestem bardzo ostrożny w prognozach, natomiast jeśli chodzi o konsumentów i firmy jestem dobrej myśli. Skąd to wynika? Ponieważ jeśli mówimy o spadku konsumpcji w Niemczech i Francji polegającej na tym, że jeśli ktoś ma kupić kolejną parę butów zadłużając się jeszcze bardziej to nie kupi. U nas konsumpcja jest prosta, powiedziałbym bazowa, i ona się będzie utrzymywać, bo ona jest potrzebna do przetrwania rynku. Podobnie z firmami. Zagraniczne firmy są niesamowicie zadłużone, wiele z nich ma problem jak wyjść z długów. Polski przedsiębiorca, nie mówię o korporacjach międzynarodowych. Korporacje będą nam ciążyć. Polski sektor będzie się rozwijać, bo polskie firmy mają gotówkę. Nie dlatego, że są takie mądra, tylko dlatego, że w Polsce tradycyjnie kredyt ciężko było dostać. Większość polskich firm rozwijała się w oparciu o własną gotówkę, dlatego jest w stosunkowo dobrej kondycji i jest przygotowana do inwestowania. Jeśli ktoś ma teraz gotówkę, którą mądrze gospodarując zebrał, to teraz jest idealny czas  do inwestowania we wszystkich obszarach zarówno powiększania oferty produktowej, sieci sprzedaży, kapitału ludzkiego. Myślę, że sporo polskich przedsiębiorstw tak funkcjonuje i ma taka szansę.

Marcin Piątkowski
Chciałem powiedzieć o czymś co może być naszą szansą, patrząc z globalnej perspektywy. Otóż zmienia się globalna struktura popytu. W przyszłym roku i kolejnych latach relatywnie mniej będą wydawać Amerykanie i Europejczycy, a więcej Chińczycy, Hindusi, Brazylijczycy. Struktura produktów, na które jest popyt się zmieni. Mówiąc obrazowo, będzie więcej popytu na samochody typu fiat, a nie BMW, na instrumenty medyczne HTL Strefa a nie Siemensa, na Zelmera a nie Elektroluxa. To może być szansa dla Polski, która się specjalizuje w produkcji na takiej średniej, średniej półce technologicznej. To może być szansa na dla wielu polskich przedsiębiorców, którzy nie mają produktów z najwyższej półki, a mogą się wstrzelić w rosnący strumień popytu.

Rady na 2010 r.

Łukasz Zalicki
Planować wzrost, planować elastyczność działania i finansowanie – dopasowanie struktury  finansowania do aktywów i pilnownie bezpieczeństwa z tej strony

Janusz Filipak
Agresywne inwestowanie, mądre, ale zdecydowane i śmiałe z wykorzystaniem własnych środków finansowych i tam gdzie się to możliwe, z wykorzystaniem kredytu.

Jacek Siwicki
Rozważnie ale na przód. Bardziej bym się martwił, żeby nie przegapić jakieś okazji, bośmy się tak bardzo wystraszyli kryzysu.

Andrzej Czernecki
Ciąć koszty, a z wielkimi inwestycjami spokojnie, bez nadmiernego zadłużania się bo złotówka może się wahnąć.

Leszek Czarnecki
Inwestować.

Marcin Piątkowski
Więcej przedsiębiorców takich jak tutaj, a będziemy mieli wzrost 3-4 proc.

Not. ET