Douglas Busvine
WARSZAWA (Reuters) - W środę, dzień po odejściu ministra finansów Marka Belki ze stanowiska, Polska stoi w obliczu niepewności co do reform fiskalnych. Zdaniem analityków powodem jest brak następcy, który by mógł je dalej poprowadzić pewną ręką.
We wtorek Belka niespodziewanie zrezygnował z funkcji po przegraniu batalii o przyszłoroczny budżet z premierem Leszkiem Millerem, pozbawiając rząd głównej ostoi fiskalnej rzetelności.
Chociaż wiele osób było typowanych na stanowisko ministra finansów, w tym minister pracy Jerzy Hausner, nikt nie cieszy się takim szacunkiem na rynku finansowym. Natychmiastowy spadek kursu złotego i indeksów giełdowych został wprawdzie powstrzymany, ale wciąż są duże wahania na rynkach.
Według analityków premier Miller może teraz obsadzić na stanowisku ministra finansów kogoś bardziej skorego do wybierania krótkoterminowych rozwiązań niż do długotrwałej naprawy finansów publicznych w celu przygotowania Polski na uczestnictwo w Unii Europejskiej (UE) i przyszłym wejściu do strefy euro.
"Nowy minister finansów może być postrzegany jako ktoś bliski Millerowi, czyli bardziej chętny do wspierania ekspansywnej polityki fiskalnej" - powiedział Zsolt Papp, ekonomista w ABN Amro.
Wzrost wydatków państwa spowodowałby emisję papierów dłużnych i mógłby odsunąć w czasie dzień, w którym Polska spełniłaby warunki wstąpienia do strefy euro. Odsunąłby się w czasie również zysk inwestorów, którzy kupowali polskie aktywa w nadziei na wzrost ich wartości przed zbliżającym się wejściem Polski do strefy.
TYPOWANIE HAUSNERA
Minister pracy jest typowany jako główny kandydat na nowego ministra finansów, ponieważ został publicznie namaszczony przez samego Belkę jak i wpływowego szefa gabinetu Millera - Marka Wagnera.
"Hausner jest członkiem rządu i osobą, która mogłaby sprostać zadaniu" - powiedział Wagner.
Poza Hausnerem wśród kandydatów wymienia się także byłego ministra finansów Grzegorza Kołodko oraz doradcę ekonomicznego premiera, Andrzeja Sopoćko.
Podobnie jak Belka, Hausner jest profesorem ekonomii, ale specjalizuje się w polityce socjalnej. W komunikacji z mediami brakuje mu jednak charyzmy Belki.
Rynek nie spodziewa się szybkich decyzji, jako że premier Miller jest dzisiaj na Ukrainie. Prezydent Aleksander Kwaśniewski też będzie chciał się wypowiedzieć po rezygnacji swojego byłego doradcy ekonomicznego.
WAHANIA NA RYNKU
Rynki finansowe obawiają się, że premier Miller może zwiększyć presję na bank centralny, by ten bardziej zdecydowanie obniżył stopy procentowe oraz, że poluzuje politykę fiskalną przed październikowymi wyborami samorządowymi.
Złoty zdołał odrobić część strat lecz wciąż notuje spadek rzędu 0,6 procent wobec dolara i pozostaje na prawie niezmienionym poziomie wobec euro. O godzinie 14.25 dolara wyceniano na 4,0860 złotego, a euro było warte 3,9919 złotego.
Na GPW indeks WIG20 spadł o 2,2 procent do najniższego w tym roku poziomu. Popyt jest ograniczany także przez decyzję Grupy ITI o odłożenia debiutu wobec pogarszającej się sytuacji na rynku.
Analitycy uważają, że zwiększenie przyszłorocznego deficytu do 43 miliardów złotych - czyli 5,5 procent Produktu Krajowego Brutto (PKB) - wobec 40 miliardów złotych w tym roku jest złą wiadomością, ale nie tragedią.
Kwestionują jednak gotowość Millera do wprowadzenia środków zaradczych w obliczu największego po 1989 roku spowolnienia gospodarczego i bezrobocia na poziomie 17 procent.
"Gdyby nie było kontroli ze strony UE, Bóg jeden wie, co mogłoby się wydarzyć. Miller prawdopodobnie stawia na to, że przetrwa do czasu wejścia Polski do Unii" - powiedziało jedno ze źródeł finansowych.
Polska jest największa ze 10 krajów kandydackich, które planują zakończyć negocjacje z UE w grudniu tego roku i wejść w jej szeregi przed upływem dwóch lat.
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))