Polski Bat’a

opublikowano: 25-10-2018, 22:00

Przedsiębiorcy mają misję społeczną — twierdzi Maciej Formanowicz. Ale nie tylko poglądy pozwalają na porównanie założyciela Fabryk Mebli Forte do… legend czeskiego biznesu.

Historia Forte zaczęła się w 1992 r., kiedy Maciej Formanowicz kupił, w ramach prywatyzacji, upadającą Fabrykę Mebli w Ostrowi Mazowieckiej. Niemal sto lat wcześniej w czeskim Zlínie powstała firma Bata (w oryginale Bat’a). Fabryki Mebli Forte to dziś jeden z najnowocześniejszych producentów mebli w Europie, Bata — obuwnicze imperium, które działa w 60 krajach i sprzedaje milion par butów dziennie. Co ciekawe, twórcy obu przedsiębiorstw są na swój sposób podobni.

Przedsiębiorcy mają misję społeczną - twierdzi Maciej Formanowicz, założyciel Fabryki Mebli Forte
Wyświetl galerię [1/2]

Przedsiębiorcy mają misję społeczną - twierdzi Maciej Formanowicz, założyciel Fabryki Mebli Forte Fot. Marek Wiśniewski, materiały prasowe

Bracia Tomáš i Jan Bat’a pochodzili z rodziny czeskich szewców. Ich ojciec Antonín miał w Zlínie, na wschodzie Moraw, niewielki zakład obuwniczy. Ale pierwsze wzmianki o tutejszym szewcu noszącym to nazwisko i imię Lukáš pochodzą z… 1667 r.

Korzenie rodu Formanowiczów sięgają jeszcze głębiej, bo aż 1592 r. Przodkowie twórcy Forte byli cieślami, zdunami, kołodziejami. Maciej Formanowicz w dzieciństwie mówił, że kiedyś zostanie... księdzem.

— Moja żona uważa, że pierwszy pomysł jest zawsze najlepszy, może ten też był — śmieje się przedsiębiorca.

Potem pisywał wiersze i chciał studiować polonistykę, ostatecznie jednak poszedł w ślady ojca Mieczysława, który był meblarzem. Po studiach na Wydziale Technologii Drewna poznańskiej Wyższej Szkoły Rolniczej, tuż przed Bożym Narodzeniem 1972 r., zaczął pracę w państwowej Wyszkowskiej Fabryce Mebli i Urządzeń Wnętrz.

— Jestem stolarzem — mówi o sobie żartobliwie.

Tomáš Bat’a nie miał nawet 20 lat, gdy zatrudnił trzech pracowników i zaczął robić obuwie. Szybko jednak wpadł w długi i nie miał za co kupić skóry na buty. Wtedy wymyślił, by szyć je z materiału, który ma, czyli z płótna, a z resztek skóry robić tylko podeszwy. Tanie obuwie stało się rynkowym hitem. To był początek wielkiego biznesu Bat’y.

Z brakiem materiału, zwłaszcza podstawowego surowca — płyt drewnopochodnych — borykają się też od dawna polscy meblarze. Surowiec jest racjonowany, bo na rynku działa zaledwie kilku producentów, a to oznacza oligopol.

— Gdy chce się kupić surową płytę, nieuszlachetnioną, czyli taką, jakiej potrzebuje wielu dużych producentów, trzeba też kupić określoną ilość płyty laminowanej. Ma niższą elastyczność w produkcji, ale na niej producent zarabia znacznie więcej. W najlepszym razie, w naszym przypadku, te proporcje wynosiły 70 proc. surowej i 30 proc. laminowanej — wyjaśnia Maciej Formanowicz.

Niedawno w Polsce wielkie koncerny produkujące płyty, nieprawomocnie jeszcze, otrzymały za zmowę cenową aż 135 mln zł kary, wcześniej w Niemczech — prawie 40 mln EUR. Ale dla Forte braki materiałowe to już przeszłość, od niedawna firma ma własną fabrykę płyty wiórowej.

— Potrzebujemy płyty surowej, która teraz stanowi u nas już ponad 90 proc. podstawowego surowca. Udział laminatów spada i niebawem będzie to około 3 proc. — mówi prezes Forte.

Uważa, że fabrykę płyt zbudował w ostatnim momencie.

— W końcu 2017 r. podstawowy surowiec znacznie podrożał i pojawiły się braki w dostawach. Gdyby nie nasza własna produkcja mielibyśmy problemy z zaopatrzeniem — twierdzi biznesmen.

Dziś żadnej firmy meblowej w Polsce nie stać na samodzielne postawienie takiego zakładu. Zdaniem prezesa Forte, w sytuacji, gdy tak trudno o surowiec, powinny zadziałać odpowiednie mechanizmy administracyjne. W końcu podstawowy surowiec do produkcji płyt wiórowych w 80 proc. należy do państwa.

— Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by stworzyć prywatno-państwowe konsorcja, które produkowałyby płyty na meble. Ich udziałowcami mogliby być np. prywatni meblarze i Lasy Państwowe — wskazuje Maciej Formanowicz.

Na początku XX w. w butach Bat’a chodzili nie tylko obywatele Monarchii Austro-Węgierskiej i Niemiec, nosili je też Serbowie, Albańczycy, Rumuni i Bułgarzy. Rósł eksport do Imperium Otomańskiego, a potem także do pozostałych państw Europy i do Ameryki.

Forte wysyła meble na wiele kontynentów, jednak podstawowymi odbiorcami są firmy zachodnioeuropejskie. Maciej Formanowicz największe perspektywy widzi jednak gdzie indziej.

— Bardzo ważny kierunek rozwoju to Indie, gdzie mieszka ponad 1,2 mld ludzi, buduje się nowe osiedla na niespotykaną skalę, a brakuje producentów mebli. Dlatego stworzyliśmy w Indiach, wspólnie z grupą Adventz, nasz przyczółek, fabrykę mebli. Planujemy jej rozwój i w dalszej przyszłości pewnie budowę kolejnej. Nie wykluczamy również podobnego scenariusza jak w Polsce — z fabryką płyty w dalszej perspektywie — zapowiada prezes Forte.

Produkcja z indyjskiego zakładu, który produkuje meble do samodzielnego montażu, od wiosny 2018 r. trafia głównie na rynki Azji, m.in. indyjski, pakistański i malezyjski. Prezes liczy, że w ciągu czterech lat sprzedaż może sięgnąć nawet 100 mln EUR. A potem?

— Za 10 lat, może trochę więcej, Forte ma szansę być jednym z czołowych producentów mebli w paczkach na świecie. Urośniemy z poziomu europejskiego do globalnego. Nasza fabryka płyt spełnia już standardy wymagane w USA, więc w przyszłości będziemy mogli sprzedawać meble w Ameryce — przewiduje Maciej Formanowicz.

Gdy wybuchła I wojna światowa, wszyscy zatrudnieni u Bat’a dostali powołania do wojska, a brak rąk do pracy oznaczał widmo plajty. Tomáš ruszył w desperacji do Wiednia, skąd wrócił nie tylko z zapewnieniem, że żaden z jego pracowników nie pójdzie w kamasze, ale i gigantycznym zamówieniem na pół miliona par butów dla armii.

— Dziś największym problemem polskiej gospodarki są ludzie, a właściwie ich brak — mówi szef Forte i wylicza, że ponad 60 proc. polskich firm cierpi z tego powodu, a ponad 30 proc. musiało ograniczyć produkcję. Wskazuje, że od października zeszłego roku do maja 2018 r. na emerytury przeszło ponad 0,5 mln fachowców.

— Kim ich zastąpić? — pyta Maciej Formanowicz.

Mechanizacja i automatyzacja jest niewątpliwie dobrym pomysłem, bardzo perspektywicznym, ale drogim i nie dla wszystkich. I to nie tylko dlatego, że nie da się wszystkiego zautomatyzować.

— Dziś jeden robot produkcyjny, wykonujący w takiej fabryce jak nasza pracę czterech, sześciu ludzi, kosztuje minimum 100 tys. EUR. Przy zakupie hurtowym, np. 40 sztuk — może trochę mniej. Kogo w Polsce na to stać? Oczywiście idziemy tą drogą, ale i tak nie zautomatyzujemy wszystkiego, a przy mniejszej produkcji, w mniejszych firmach, taka robotyzacja jest po prostu za droga — uważa Maciej Formanowicz.

Przemysł się ratuje, zatrudniając obcokrajowców, ale legalne przyjmowanie ich do pracy to droga przez mękę.

— Jest to związane z uciążliwością procedur administracyjnych. Radzą sobie z nimi praktycznie tylko pośrednicy. To znaczy, że coś nie działa, jak należy — uważa szef Forte.

Problemów jest zresztą więcej: pracownicy z Ukrainy przyjeżdżają zwykle na sześć miesięcy, chcą pracować po 12 godzin, w świątek czy piątek, co jest dla pracodawcy sporą trudnością, bo w Polsce nie można w taki sposób zatrudniać.

— Myślałem o przyjęciu pracowników z Indii i choć nie byłoby pewnie problemu ze ściągnięciem ludzi, nie zrobiłem tego. Obawiam się, że nasze społeczeństwo nie przywykło jeszcze do codziennej obecności cudzoziemców, szczególne tych o innym kolorze skóry — powątpiewa przedsiębiorca.

Przypomina, że Europa Zachodnia rozwinęła się dzięki pracy gastarbeiterów: Niemcy — pracowników z Turcji i krajów byłej Jugosławii, Francja — mieszkańców byłych afrykańskich kolonii, m.in. Algierii, Tunezji i Maroka, Wielka Brytania — Hindusów.

— Polska też musi wreszcie zrozumieć, że taka droga czeka i nas, to naturalny kierunek rozwoju, i trzeba znaleźć rozwiązanie — twierdzi Maciej Formanowicz.

Według niego, pośrednictwo w zatrudnianiu to najdroższe rozwiązanie, a firmy chcą normalnie zatrudniać, asymilować pracowników, głównie z sąsiednich krajów.

W dobie wielkiego kryzysu ludzi nie było stać na buty, więc magazyny Bat’y pękały w szwach. Tomáš zdecydował się na radykalny krok: obniżył cenę z 220 do zaledwie 119 koron za parę. Oznaczało to ogromne straty, ale dawało gotówkę. Konkurenci poszli w jego ślady, ale było za późno — rynek należał już do szewca ze Zlína.

Maciej Formanowicz od początku działalności „na swoim” stawiał na partnerstwo z zachodnimi firmami, m.in. z Belgii i Niemiec. Sporą część produkcji wysyłał za granicę. Miało to dobre, ale też złe strony.

— W połowie lat 90. bardzo się umocnił złoty, choć były przesłanki, by za jakiś czas liczyć na spadek kursu. Sytuacja eksporterów stała się jednak trudna, nasza sprzedaż za granicę wręcz nieopłacalna, a dużo eksportowaliśmy wtedy do Niemiec. Niejeden menedżer powiedziałby wówczas: wstrzymujemy sprzedaż. Ja tak nie zrobiłem. Wprawdzie przez rok mieliśmy stratę, ale nie wypadliśmy z rynku, nie straciliśmy klientów, którzy nam zaufali. Gdybym się wtedy wycofał, koszty ponownego wejścia byłby ogromne, może nawet niemożliwe do odrobienia. Po jakimś czasie sytuacja się zmieniła i dziś jesteśmy w miejscu, w którym nie bylibyśmy, gdybym wtedy postąpił inaczej — wspomina prezes Forte.

Ludzie ściągali zewsząd do fabryki butów w Zlínie, ale w niewielkim mieście nie było dla nich mieszkań. Tomáš zbudował więc Dom Społeczny z hotelem, a kilka lat później jego brat Jan zaczął stawiać niewielkie domy dla pracowników i ich rodzin. Osiedla jednopiętrowych bliźniaków z czerwonej cegły istnieją do dziś.

— W Ostrowi też mamy problem z mieszkaniami, nie ma ich dla pracowników i trzeba zadbać, by powstały. Rozważamy budowanie, są to działania niezupełnie bezpośrednio biznesowe, ale możemy nie mieć wyjścia — uważa Maciej Formanowicz.

Według niego, wygląda na to, że trzeba zacząć czerpać wnioski z czasów powstawania kapitalizmu, który wcale nie był aż tak drapieżny, jak się może wydawać.

— W Żyrardowie były wtedy wielkie zakłady lniarskie, stawiano również szkoły, mieszkania. Dbano o otoczenie biznesu. Dziś jest zupełnie inaczej — ubolewa prezes Forte.

Jeśli przedsiębiorcy spojrzą szerzej i zauważą, że mają misję do wypełnienia, wszystkim będzie się żyło lepiej. W przeciwnym razie nawet jeśli firma działa dobrze, lecz wokół wszystko będzie się walić, za jakiś czas posypie się i biznes.

— Mamy społeczną misję do spełnienia i to tak naprawdę jest pełna rola przedsiębiorcy. W 1998 r. wraz z żoną Anną stworzyłem Fundację AMF „Nasza Droga”, która aktywnie wspiera edukację, wychowanie i kształtowanie zdolnej młodzieży. Od 20 lat wspólnie z wychowawcami i stypendystami tworzymy nasz własny przewodnik po życiu. Razem wyznaczamy kierunki, uczymy samodzielności, odwagi myślenia, umiejętności dokonywania wyborów. Chcemy rozwijać indywidualne osobowości w oparciu o uniwersalne wartości. W firmie od kilku lat prowadzimy Akademię Forte — program rozwoju talentów dla pracowników różnych szczebli, wydajemy kwartalnik, co tydzień ukazuje się biuletyn, informujący o najważniejszych wydarzeniach. Staramy się coraz bardziej integrować ludzi z firmą — wylicza prezes Forte.

Zainteresował pracowników ich otoczeniem, małymi ojczyznami, które w ramach programu wolontariatu pracowniczego pomaga zmieniać. Każdy pracownik Forte może się ubiegać o wsparcie na realizację projektu na rzecz lokalnego środowiska. Firma wspiera pomysły finansowo lub rzeczowo, a pracownicy — pracą własną i sąsiadów. Tak zrealizowano już kilkadziesiąt projektów, m.in. place zabaw, ścieżki zdrowia, biblioteki szkolne. Celem jest tworzenie silnej organizacji, która w swojej działalności opiera się na uniwersalnych wartościach: współpracy, odpowiedzialności, rozwoju i wrażliwości. Badanie satysfakcji pracowników pokazało, że na pierwszym miejscu stawiają pespektywę rozwoju zawodowego, potem ciekawą pracę i dobrą atmosferę, a dopiero później płace.

— Myślę, że firma musi być zrzeszeniem ludzi — mówi Maciej Formanowicz.

Tomáš Bat’a czuł się odpowiedzialny nie tylko za robotników, których zatrudniał, ale też za przyszłych pracowników. Założył Szkołę Młodych Mężczyzn, w której uczyło się kilkuset 14-latków. Potem Jan otworzył Szkołę dla Najlepszych ze Szkoły Młodych Mężczyzn, w której nawet w czasie wolnym rozmawiano tylko w językach obcych.

Forte słynie m.in. z tego, że ma przedszkole z oddziałami żłobkowymi dla dzieci pracowników. Pierwszą placówkę otworzyło w 2015 r. w Ostrowi Mazowieckiej, a od kilku tygodni działa kolejna, w Suwałkach, gdzie uruchomiono fabrykę płyt wiórowych.

— Przedszkola to magnes, ludzie chcą się zatrudnić w naszych fabrykach, by zapisać do nich dzieci. Planowaliśmy też otworzyć szkołę. Na początek myśleliśmy o jednej klasie dla około piętnaściorga dzieci. Impulsem były rozmowy z rodzicami, którzy chcieli, by ich dzieci, kończące nasze przyzakładowe przedszkole, mogły kontynuować naukę języka angielskiego na równie wysokim poziomie i w równie komfortowych warunkach — mówi biznesmen.

Na razie okoliczności nie sprzyjają stworzeniu szkoły, ale pomysł nadal chodzi mu po głowie.

— Wrócimy do tego, bo jesteśmy przekonani, że to dobry kierunek. Kiedyś podobnie było z przedszkolem. Wtedy przezwyciężyliśmy te trudności i placówka powstała. Ze szkołą też się uda — zapewnia szef Forte.

Gdy syn Tomáša — nazywany Tomíkiem — w wieku 11 lat skończył szkołę podstawową w Zlínie, pojechał do gimnazjum do Londynu. Trzy lata później wrócił i zgodnie z życzeniem ojca zaczął pracę w fabryce. Jako niewykwalifikowany robotnik dostawał najniższe wynagrodzenie. Kilkadziesiąt lat później przejął biznes.

Maciej Formanowicz ujawnia, że dostał już wiele ofert odkupienia firmy.

— Ostatnio proponowali mi to Chińczycy. Nie zgodziłem się. Oczywiście myślę o sukcesji, powoli trzeba zacząć myśleć o emeryturze — uśmiecha się prezes.

Chciałby, żeby prezesem została jego córka Maria.

— Przygotowuje się do tego od 13 lat. Przeszła po kolei wszystkie szczeble w firmie — twierdzi Maciej Formanowicz.

Jest zdania, że planowanie sukcesji to naturalna i rozsądna kolej rzeczy, a im szybciej nastąpi, tym lepiej, bo sukcesor ma wtedy szansę korzystania z rad poprzednika. W biznesie, jak zauważa, stale popełnia się błędy.

— Cała sztuka polega na tym, by umieć się z nich wycofać — radzi prezes Forte.

Do swoich pomyłek zalicza zbyt wczesne wejście do Chin i USA, wprowadzenie zbyt dużego wyboru produktów — od mebli kuchennych przez tapicerowane po wykonane z drewna masywnego.

— Ważne, by po raz drugi nie popełnić tego samego błędu. I to mi się udało — konkluduje biznesmen. &

W tekście wykorzystano informacje z książki Mariusza Szczygła „Gottland”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Polski Bat’a