Krajowa Spółka Cukrowa (KSC) rozbudowuje słodkie moce. Nie cukrowe, lecz cukiernicze. Na walnym pod koniec maja zdecyduje o zwiększeniu inwestycji w lubelskiej Fabryce Cukierków Pszczółka, czyli jednej z czterech nóg firmy, która ma stać się „silnym narodowym koncernem rolno-spożywczym”.
Maszynka do zarabiania
KSC chce zdywersyfikować działalność. Ta główna, czyli produkcja cukru, może zostać mocno nadwyrężona przez liberalizację unijnego rynku, z którego znikną kwoty produkcyjne. To zaś, w opinii większości ekspertów, spowoduje duży spadek cen tego surowca dzięki zwiększonej, nielimitowanej podaży.
Tymczasem wyniki Polskiego Cukru, na wciąż regulowanym rynku, zachęcają do inwestycji. W poprzednim roku obrotowym, który trwa od października do września, spółka wypracowała 381 mln zł zysku netto przy 2,34 mld zł przychodów (rok wcześniej było to 561 mln zł przy 2,3 mld zł przychodów). W ubiegłym roku sfinalizowała zakup od skarbu państwa młynów w Stoisławiu, a od Agrosu-Novy — zakładu przetwórstwa owoców i warzyw we Włocławku.
Niedługo akcjonariusze KSC (80 proc. ma skarb państwa,reszta należy do byłych i obecnych pracowników, plantatorów i ich spadkobierców) zdecydują o zakupie nieruchomości dla Pszczółki i „składników aktywów trwałych o wartości przekraczającej równowartość 500 tys. EUR”. Takie zapisy znalazły się w planie walnego KSC, które odbędzie się 30 maja. Przedstawiciele Pszczółki, pytani o szczegóły, nabierają wody w usta.
— Do momentu ostatecznego przyjęcia dokumentu przez właściciela i zgody na realizację strategii spółka nie ujawnia jej szczegółów — ucina Marek Spuz vel Szpos, prezes Pszczółki. Odrobinę więcej do powiedzenia na ten temat ma KSC.
— W ramach strategii na lata 2014-26 Pszczółka planuje rozwój organiczny, w tym budowę zakładu produkcyjnego oraz rozbudowę parku technologicznego — informuje Bogusław Mazur, rzecznik KSC.
Miliard cukierków
Pszczółka chwali się, że jest „jednym z największych w Polsce producentów karmelków twardych i nadziewanych”. Od niedawna produkuje też praliny czekoladowe. Nie chce ujawnić jednak wysokości przychodów, mówi jedynie o „dodatnim wyniku finansowym”.
— Rocznie produkujemy średnio od pół do miliarda sztuk cukierków. Nasze wyroby znane są m.in. w USA, Niemczech, Czechach, na Słowacji, Litwie, Łotwie, w Estonii i Azerbejdżanie. Zabiegamy o kolejne rynki. Obiecująco wyglądają rynki m.in. Wielkiej Brytanii i krajów arabskich. Obecnie eksport stanowi około 15 proc. całej sprzedaży — twierdzi Marek Spuz vel Szpos.
Eksperci nie wróżą producentom karmelków szczególnie dobrych perspektyw w kraju. Jak wynika z raportu KPMG, do 2018 r. rynek słodyczy ma urosnąć o 9 proc. i zbliżyć się do poziomu 14 mld zł. W tym czasie rosnąć będą jednak wyroby czekoladowe (o 17,4 proc.), a kurczyć wyroby cukiernicze, czyli właśnie m.in. cukierki (o 6,9 proc.). Obecnie segment ten wart jest 1,4 mld zł. KSC zapewnia, że cały czas ma apetyt na kolejne spożywcze firmy.
— Związany z dywersyfikacją plan inwestycyjny KSC zakłada zaangażowanie w tych sektorach rynku rolno-spożywczego, w których dostrzegamy duży potencjał. Obecnie realizujemy kilka projektów o różnym stopniu zaawansowania — mówi Bogusław Mazur.