POLSKI CUKIER: FIRMA PLANUJE WEJŚCIE NA GPW

Katarzyna Kozińska
06-03-2000, 00:00

POLSKI CUKIER: FIRMA PLANUJE WEJŚCIE NA GPW

Zdaniem Macieja Janiszewskiego, krajowe zakłady z branży mogą zarabiać rocznie od 1 do 2,5 mld zł

CZŁOWIEK Z LONDYNU: Maciej Janiszewski został poproszony do współpracy przy przygotowaniu ustawy o powołaniu Polskiego Cukru w czerwcu 1999 roku. Jest doradcą NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych. Przewodniczący związku, Roman Wierzbicki, jest jednym z pomysłodawców i gorącym orędownikiem projektu powołania Polskiego Cukru. W 1989 roku Maciej Janiszewski uczestniczył w pierwszych rozmowach o prywatyzacji polskiego przemysłu cukrowniczego, które ministerstwo prowadziło z British Sugar. W 1993 roku był przeciwko ustawie o powołaniu czterech holdingów cukrowych. Był pracownikiem Rolimpexu UK, spółki zależnej Rolimpexu, handlującej cukrem. Razem z rodziną mieszka w Londynie. fot. Grzegorz Kawecki

Kilka dni temu KERM polecił jeszcze raz dokładnie przyjrzeć się projektowi utworzenia spółki Polski Cukier. Chociaż nie wiadomo, czy spółka powstanie, pomysłodawcy już zapowiadają wprowadzenie jej na giełdę, a Maciej Janiszewski, współtwórca projektu, myśli nawet o sprzedaży części akcji inwestorom pasywnym.

„Puls Biznesu”: Czy Polski Cukier powstanie, jeśli minister skarbu odda spółce tylko 16 cukrowni, które dopiero czekają na rozpoczęcie prywatyzację?

Maciej Janiszewski: Polski Cukier ma sens tylko przy założeniu produkcji na poziomie 1,5 mln ton cukru rocznie. Ta wielkość wyznacza granicę opłacalności. Przy obecnym modelu prywatyzacji Skarb Państwa chce przekazać część środków z planowanej sprzedaży cukrowni firmom zagranicznym na doinwestowanie najlepszych 16 cukrowni (463 tys. ton limitu), które ma dostać PC. Rzecz w tym, że nie powinien on dostać samych atrakcyjnych fabryk, z których żadna nie kwalifikuje się do zamknięcia. Nie potrzebujemy na inwestycje kapitału z zewnątrz. Żeby produkcja była opłacalna, musimy dostać limity także z pozostałych cukrowni państwowych, tak aby móc produkować co najmniej przez 90 dni, a nie jak obecnie 50 dni.

— Przeciwnicy projektu twierdzą, że PC nie wytrzyma konkurencji zagranicznych koncernów. Jak chcecie wygrać z takimi firmami, jak np. Sudzucker, który jest największym europejskim producentem cukru?

— Właśnie dlatego trzeba stworzyć dużą spółkę, która skupiłaby wszystkie państwowe cukrownie, czyli około 52 zakładów. Biorę pod uwagę także te cukrownie, których prywatyzacja już trwa, ale jeszcze nie zostały sprzedane, m.in. Śląską Spółkę Cukrową. Taka liczba zakładów zagwarantuje nam potencjał produkcyjny wysokości 1,5 mln ton. Mniejsi producenci nie wytrzymają konkurencji. Dlatego niemieckie koncerny: Nordzucker i Pfeifer und Langen, które mają mniejszą produkcję w swoim kraju, wchodzą ekspansywnie na sąsiednie rynki. Duńczycy z Danisco, żeby zwiększyć produkcję, w ciągu ostatnich lat kupili kilka przedsiębiorstw w krajach nadbałtyckich. Tworząc Polski Cukier ze wszystkich państwowych zakładów, pod względem wielkości produkcji będziemy porównywalni do średnich producentów europejskich. Naszym atutem będą niższe koszty.

— Sądzi Pan, że Polski Cukier lepiej przeprowadzi restrukturyzację niż zagraniczny inwestor z branży, któremu na dodatek nie brakuje kapitału?

— Nie jest prawdą, że na zwrot z inwestycji w krajowe cukrownie trzeba będzie czekać minimum 10 lat. Ten przemysł wyceniono na około 750 mln USD (ponad 3 mld zł). Przy założeniu uzyskania minimalnych zysków poniesione nakłady zwrócą się w trzy lata. Przy dobrych wynikach — w kilkanaście miesięcy. W biznesie inwestycja jest określana jako dobra, kiedy zwraca się w 7-8 lat. Jeśli przemysł ma być sprzedawany za półdarmo, to dlaczego oddawać go w ręce zagranicznego inwestora? Można go sprzedać plantatorom i pracownikom. Chcemy upublicznić akcje spółki najszybciej, jak to będzie możliwe. Jako inwestora pasywnego widziałbym w spółce np. fundusze emerytalne. Nie zamierzam sprzedawać jej akcji konkurentom z branży.

— A skąd PC weźmie pieniądze na dokapitalizowanie sektora?

— Nasz przemysł cukrowy wcale nie wymaga tak dużych inwestycji, o jakich mówią zagraniczni inwestorzy. Potencjał sektora wynosi ponad 3 mln ton cukru. Jeszcze 10 lat temu nie przekraczał 2 mln ton. Inwestycje z ostatniej dekady, bez udziału zagranicznego kapitału, zwiększyły potencjał o połowę. Astronomiczne kwoty, które pojawiają się w rubryce „inwestycje”, są wynikiem dodawania potrzeb kapitałowych, o których mówi się w pojedynczych cukrowniach. Żaden zarządzający nie chce przyjąć do wiadomości, że to właśnie jego zakład przestanie istnieć. Żeby określić realny poziom inwestycji, potrzebna jest dokładna analiza branży. W cukrowniach przeznaczonych do zamknięcia znajduje się na przykład dużo nowego sprzętu, który może być przeniesiony do innej fabryki.

— Pewne inwestycje są jednak konieczne. Czy znajdzie Pan bank, który zechce pożyczyć pieniądze zadłużonym fabrykom?

— Około 30 fabryk jest pozbawionych możliwości kredytowych, ale po wejściu do grupy stracą one osobowość prawną. Bank będzie pożyczał pieniądze Polskiemu Cukrowi. Gwarancją dla banku będzie towar oraz zyski. PC będzie miał przecież do sprzedaży ponad milion ton cukru. Chęć uczestniczenia w naszym projekcie zadeklarowało wiele banków. Nie mogę wymienić ich z nazwy. Po publikacjach prasowych, w których Wschodni Bank Cukrownictwa deklarował chęć kredytowania PC, prezes stracił stanowisko.

— A długi, które ciążą na cukrowniach? Skąd pieniądze na ich spłatę?

— Będziemy je spłacać z zysków, które wypracują cukrownie. Udaje się to już wielu zakładom. Mamy też nareszcie uregulowany rynek, z którego zostały zdjęte nadwyżki cukru i który chronią odpowiednie bariery celne. Z przeprowadzonej przez nas analizy wynika, że w zależności od urodzaju i cen na świecie roczny zysk w tej branży będzie się kształtował w granicach 250-640 mln USD (1-2,5 mld zł).

— Dlaczego zagraniczne koncerny chcą inwestować w przemysł, który — ich zdaniem — wymaga ogromnych nakładów?

— Dobrze wiedzą, że inwestycja szybko się zwróci.

— Czy macie inny program restrukturyzacji niż prezentowany wstępnie przez Niemców czy Francuzów?

— Przyjmujemy, że konsumpcja w Polsce wyniesie około 1,5 mln ton rocznie. Razem z eksportem mamy „zagospodarowane” niewiele ponad 1,6 mln ton, przy ponad 3 mln ton mocy produkcyjnych. Przez zamykanie fabryk inwestorzy będą dążyć do ograniczenia mocy produkcyjnych. Z ponad 70 cukrowni zostanie dwadzieścia kilka (dla porównania: British Sugar, który produkuje około 1,5 mln ton cukru, ma tylko sześć fabryk). Przy zmniejszeniu produkcji do 1,6 mln ton plantacje zostaną zmniejszone o blisko 25 proc.

W naszym projekcie ustawy uwzględniamy zamknięcie tylko trzeciej części fabryk i utrzymanie 2 mln ton produkcji. Przy tym rozwiązaniu nie trzeba drastycznie zmniejszać wielkości uprawy buraka cukrowego. Nie ma obecnie możliwości sprzedania po odpowiedniej cenie za granicą partii towaru, której nie wchłania rynek krajowy.

— Dlaczego tak bardzo zależało wam na przejęciu cukrowni ze Śląskiej Spółki Cukrowej?

— Żeby niwelować wpływ lokalnych urodzajów i nieurodzajów, inwestor musi mieć do dyspozycji duży obszar działania. Inwestorzy zagraniczni patrzą na swój portfel fabryk globalnie. Biorą pod uwagę zdolności zakładów w różnych krajach. My staramy się o zdobycie porównywalnego potencjału w jednym regionie. Ze względu na koszt uprawy buraka cukrownie zachodnie są bardziej konkurencyjne od wschodnich. Aby to zmienić, trzeba kilkanaście lat restrukturyzować rolnictwo. Dlatego tak atrakcyjna jest Śląska Spółka Cukrowa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kozińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / POLSKI CUKIER: FIRMA PLANUJE WEJŚCIE NA GPW