Polski klub płynie na żywioł

opublikowano: 12-12-2018, 22:00

Są na morzach jeszcze nieprzetarte szlaki. W Polsce powstał właśnie pierwszy klub żeglarsko-biznesowy: Sailing Poland Yacht Club. Jednym z inicjatorów jest były prezes Legii Warszawa.

Nie będzie w tym tekście słowa o pływaniu omegą po swojskich Mazurach. Nie będzie też wzmianki o luksusowym, wakacyjnym rejsie po Karaibach. Ani nawet o tym, czy opłaca się inwestować w jachty. Będzie to historia o pomyśle dwójki pasjonatów regat żeglarskich, czyli wyścigów na otwartym morzu, podczas których poziom adrenaliny, gdyby mierzyć go skalą Beauforta, czasem sięgałby 10 — Piotra Zygo, prezesa Multikino, i byłego prezesa Legii Warszawa, oraz m.in. Adama Stańczaka, szefa agencji marketingowej ASM Group, giełdowej spółki z 700 mln zł przychodów. Na co dzień nie są profesjonalnymi sportowcami. 

Żeglarstwo regatowe to sport, który wymaga nie tylko kondycji, ale
przede wszystkim odwagi i hartu ducha, czyli tego, co liczy się też w biznesie
— podkreślają szefowie Sailing Poland Yacht Club. Jednym z nich jest jest Adam
Stańczak, szef giełdowej spółki (na zdjęciu w środku).
Zobacz więcej

SPORTOWA NISZA:

Żeglarstwo regatowe to sport, który wymaga nie tylko kondycji, ale przede wszystkim odwagi i hartu ducha, czyli tego, co liczy się też w biznesie — podkreślają szefowie Sailing Poland Yacht Club. Jednym z nich jest jest Adam Stańczak, szef giełdowej spółki (na zdjęciu w środku). Fot. Robert Hajduk

— Sailing Poland Yacht Club to unikatowy projekt. Oto powstał pierwszy klub jachtowy w Polsce, który daje możliwość aktywnego uczestniczenia w najbardziej prestiżowych, pełnomorskich regatach na całym świecie. Mamy ku temu możliwości finansowe, organizacyjne i infrastrukturalne — mówi Adam Stańczak.

Inicjatywa dwójki biznesmanów ma wypełnić pewną niszę. Projekt skierowany jest do ludzi świata biznesu i mediów. Będzie to połączenie klubu sportowego i towarzyskiego. Ma on już swoją siedzibę, czyli miejsce spotkań, profesjonalną drużynę, własny jacht, zaproszenia rozesłane do 200 potencjalnych członków (stawki członkowskie nie będą wygórowane — zapewnia Adam Stańczak), za sobą starty w pierwszych regatach, a przed sobą ambitne plany. Szuka też sponsorów.

Biznesplan

Po pierwsze — siedziba. To pałacyk z 1895 r. przy warszawskiej al. Szucha 17, niedaleko Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Neorenesansowa willa jeszcze kilka lat temu była niemal ruiną, pomazaną graffiti. Dziś na piętro świeżo wyremontowanego, stylowego budynku mogą wejść tylko członkowie klubu i zaproszeni goście. Jest tam przytulna kawiarnia i drink bar, a także przestrzenie networkingowe i szkoleniowe do dyspozycji członków klubu. Po drugie — łódka. Klubową jednostką jest 60-stopowy jacht Phoenix, przystosowany do żeglowania w klasie IRC/ORC. Szefowie projektu podkreślają, że są jedynym klubem w Polsce, który ma na stałe własny jacht regatowy, zacumowany w jednym z dalekich portów.

— Nasz jacht wymaga 17-osobowej załogi, w tym sześciu profesjonalnych żeglarzy, którzy otrzymują od nas wynagrodzenie, i jedenastu amatorów, którzy pokrywają koszty swojego startu. W zależności od regat to są różne koszty — wyjaśnia Piotr Zygo, który pełni funkcję prezesa Sailing Poland Yacht Club.

Po trzecie — team. Profesjonalna załoga, o której mówi Piotr Zygo, jest stała i międzynarodowa. Na pokładzie są m.in.: Jens Lindner, Maciej Maląg, Flo Guezennec czy Marcin Banaszek — doświadczeni żeglarze europejscy. Szefem grupy został natomiast wielokrotny mistrz Polski — Maciej „Świstak” Marczewski. Plany startowe.

Plany startowe

— Jednym z celów naszej inicjatywy jest promocja żeglarstwa regatowego. Chcemy doprowadzić do tego, żeby polskie załogi zaczęły regularnie startować w międzynarodowych regatach. W tej chwili jest w kraju kilka drużyn, zazwyczaj prywatnych, które biorą w nich udział sporadycznie — opowiada Piotr Zygo.

I crème de la crème, czyli lista międzynarodowych wyścigów, w których klubowa załoga planuje wziąć udział. Pierwsze starty, m.in. w Copa del Rey na Majorce, mają już za sobą.

— Mamy już nawet duży sukces na koncie. W październiku zajęliśmy 2. miejsce w regatach w Saint Tropez. Byliśmy jedyną załogą z Polski — mówi Adam Stańczak.

W tym roku czeka ich jeszcze 50. edycja The Middle Sea Race. W przyszłym planowane starty to m.in. RORC 600 Caribbean, Heineken St. Marteen, Rolex Giraglia Cup, Les Voiles de Saint Tropez czy Sydney Hobart. Wszystkie wyścigi należą do najbardziej prestiżowych i wymagających na świecie. I najdroższych.

— Ekipy, które wygrywają Sydney Hobart, inwestują w te starty rzędu 100 mln euro. My w ogóle nie jesteśmy w tej lidze. Mierzymy zamiary na siły — tłumaczy Piotr Zygo. 

Plan na życie

— Punktem wyjścia dla nas jest pasja, a nie biznes sensu stricte. Chcemy przede wszystkim realizować siebie. Żeglarstwo regatowe to test dla własnego charakteru, przygoda, zmaganie się z samym sobą. Nie każdy byłby w stanie pokonać lęk przed wypłynięciem na otwarte morze, a bywa też tak, że trzeba zmierzyć się ze sztormem, żywiołem, który może mieć tragiczne skutki — wtrąca Adam Stańczak.

— Żeglarstwo to nie jest sport ukierunkowany na to, żeby spalić kalorie, ale na przeżycia i doświadczenia. Myślę, że ludzie po trzydziestce, czterdziestce, biznesmeni z sukcesami na koncie mogą pochodzić sobie na siłownię albo pobiegać, ale jeśli chcą przeżyć przygodę, sięgną po coś innego. Poza tym, podobnie jak tenis czy narciarstwo, ten sport można uprawiać całe życie. Jeden z członków naszej załogi, który ostatnio startował w regatach, ma 68 lat — dodaje Piotr Zygo.

Do Sailing Poland Yacht Club zaproszony jest każdy — niezależnie od wieku, mężczyźni i kobiety.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu